Artykuł

Jacek Aptowicz, fot. stomilolsztyn.com

Jacek Aptowicz, fot. stomilolsztyn.com

Jacek Aptowicz przepytany od A do Z

09.04.15 23:14   lys   0  

Czwartek, czas więc na kolejny wywiad z cyklu "Alfabet Stomilu". Tym razem na nasze pytania odpowiedział człowiek dbający w klubie o zawodników kontuzjowanych, czyli Jacek Aptowicz. Zapraszamy do lektury!

Anatomia. Dziedzina kluczowa w Twoim zawodzie. Na egzaminach ściągałeś czy raczej nauka przychodziła Ci z łatwością? 
- Anatomia jest tak naprawdę podstawą zawodu jaki wykonuje. Czy ściągałem? Były  na studiach przedmioty, które trzeba było zakuć, zaliczyć i później zapomnieć. Nie będę mówił jednak o jakie przedmioty chodzi, bo mógłbym sprawić przykrość niektórym wykładowcom. Na studiach miałem też swego czasu jedną poprawkę, niestety nie pamiętam obecnie z jakiego to było przedmiotu. 

Biernat Ryszard. Można powiedzieć, że był to Twój mentor jeśli chodzi o fizjoterapię?
- Jest to człowiek bardzo szanowany w swoim fachu. Rzeczywiście mogę z całą odpowiedzialnością przyznać, że to właśnie dzięki niemu mogę obecnie robić to co sprawia mi olbrzymią satysfakcję.

Certyfikaty. Na ścianach Twojego gabinetu wisi sporo dyplomów. Zdradź nam, jakie kursy ukończyłeś?
- Długo musiałbym wymieniać, jednak są osoby w zawodzie które mają tych certyfikatów więcej ode mnie. Uważam jednak, że teoria to tylko skromna część bycia dobrym fizjoterapeutą. Dużo ważniejsza jest według mnie praktyka.

Dzieciństwo. Uprawiałeś jakiś sport w dzieciństwie?
-  W dzieciństwie uprawiałem wiele sportów zaczynając od piłki nożnej oraz lekkoatletyki przez koszykówkę, kończąc na siatkówce. Chodziłem do szkoły o profilu sportowym, gdzie lekkoatletyka była na najwyższym poziomie i rywalizowaliśmy w zawodach wojewódzkich oraz krajowych. Zwiedziłem naprawdę sporo aren lekkoatletycznych biorąc udział w czwórboju lekkoatletycznym i w biegach przełajowych. Drugą, zdecydowanie większą pasją była i jest, dla mnie piłka nożna. Miałem okazję trenować z takimi zawodnikami jak Remigiusz Sobociński, Wojciech Tarnowski, Jarosław Płoski czy też Marek Witkowski. Jeżeli chodzi o Wojciecha Tarnowskiego to był on również moim nauczycielem wychowania fizycznego kiedy byłem w I klasie szkoły średniej w Iławie. Pamiętam, że na paru pierwszych zajęciach W-F, postawił mi on parę ocen niedostatecznych, wynikających głównie z mojej niechęci do kontynuowania kariery lekkoatletycznej. Dziś się z tego śmieje, ale pamiętam, że sporo osób było wtedy zaangażowanych w odkręcanie tej sytuacji.

Edukacja. Cały czas się edukujesz czy w całości poświęciłeś się pracy?
- Mój zawód wymaga ciągłej edukacji. Niestety niesie to za sobą bardzo duży wkład finansowy , ale jest to konieczne. Naukę staram się dzielić z pracą ale muszę przyznać, że odkąd pracuję sam dla siebie, mam zdecydowanie mniej czasu na naukę.  Oczywiście, nie można też dać się zwariować i poświęcić się w całości nauce i  pracy. Rodzina jest dla mnie w życiu najważniejsza , ale trzeba mieć też za co godnie żyć.

Fizjoterapia. Co skłoniło Cię do wybrania właśnie takiej ścieżki zawodowej?
- Jak większość osób, uprawiających sport, chciałem iść na AWF. Mimo, że na testach sprawnościowych zawaliłem gimnastykę, dostałem się na Akademię Wychowania Fizycznego w Gdańsku, jednak ostatecznie wylądowałem na fizjoterapii w Olsztynie. Muszę przyznać, że dziś dziękuję tym osobom, które wtedy skłoniły mnie do zmiany zdania. 

Gabinet. Kiedy powstał Twój własny gabinet na stadionie i jak wspominasz początki swojego biznesu?
- Jestem osobą charakterną, upartą i zawsze robiłem, to co uważałem za słuszne. Niestety, często nie było mi po drodze z moim pracodawcą, więc w 2011 roku postanowiłem założyć własną działalność rehabilitacyjną, a od 2012 roku  prowadzę własny gabinet. Początki były na pewno  trudne i nie ukrywam, że miałem wątpliwości czy dobrze robię, czy będę miał za co żyć. Na szczęście okazało się, że dzięki pracy w Olsztyńskiej Szkole Wyższej u boku doktora Biernata ugruntowałem swoją wiedzę na tyle, żeby pozwoliła mi godnie reprezentować zawód fizjoterapeuty na własnym garnuszku.

Historia. Skąd pochodzi i jak trafił do Stomilu Jacek Aptowicz?
- Pochodzę z Iławy, a w Stomilu jestem oficjalnie od maja 2012 roku, wtedy też otworzyłem własny gabinet rehabilitacyjny na stadionie. Z zawodnikami Stomilu pracowałem jednak już wcześniej w OSW. Byłem tam odpowiedzialny za rehabilitację zawodników, którzy dochodzili do siebie po urazach. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że miałem w tamtym czasie niepisaną zasadę ogrywania każdego piłkarza po powrocie do zdrowia, oczywiście pokonywałem ich w piłkę nożną. Moimi ofiarami byli m.in. Kamil Ryłka, Michał Trzeciakiewicz czy też Paweł Łukasik, który z naszego zakładu nie wywiązał się zresztą do dziś. 

Inter Parts AZS UWM Olsztyn. Dotarłem do informacji, że byłeś fizjoterapeutą tego zespołu, jak wspominasz tą współpracę z koszykarzami?
- Współpracę z koszykarzami wspominam bardzo przyjemnie. Mam ogromny sentyment do koszykówki, więc gdy poproszono mnie o pomoc, zgodziłem się bez wahania. Grupka ludzi chciała wtedy zrobić coś fantastycznego dla olsztyńskiej koszykówki i mam nadzieję, że kiedyś jeszcze się to uda. Życzę im tego z całego serca. 

Juniorzy. Twoja współpraca w klubie polega tylko na pracy z zawodnikami pierwszego zespołu, czy pomagasz również piłkarzom grup młodzieżowych?
- Głównie zajmuję się pierwszym zespołem, jednak kiedy jest taka potrzeba i zawodnicy grup młodzieżowych mają jakieś problemy zdrowotne to mój gabinet stoi otworem również dla nich.

Klub. Jak Twoim zdaniem powinno wyglądać zaplecze medyczne pierwszoligowego klubu?
- Na temat zaplecza medycznego mógłbym mówić bardzo dużo. Przede wszystkim, takie zaplecze powinno składać się z odpowiednich gabinetów odnowy biologicznej, zaczynając od gabinetu masażu, gabinetu rehabilitacji, przez odpowiednie "instrumenty" medyczne jak aparaty do odnowy, wanny i sprzęt do fizykoterapii. Do tego w klubie pierwszoligowym powinny być również rowery spiningowe i specjalistyczne aparaty pomiaru obciążeń treningowych. Mam nadzieję, że na nowym stadionie będziemy mieli miejsce, aby takie zawodowe zaplecze stworzyć i uzupełnić. Do tego potrzebne są jednak ogromne pieniądze. Gdyby ktoś powierzyłby mi na ten cel milion złotych to jestem przekonany, że takie zaplecze medyczne z prawdziwego zdarzenia udałoby mi się stworzyć.

Lekarze. Jak wygląda Twoja współpraca z olsztyńskimi lekarzami?
- Mam swoją grupkę lekarzy z którymi współpracuję w Olsztynie, jak i również poza granicami naszego województwa. Większą uwagę poświęcam jednak współpracy z innymi fizjoterapeutami.

Motoryka. Często pomagasz trenerom Stomilu w kwestii przygotowania motorycznego zespołu?
- W obecnej sytuacji niestety nie mam takiej możliwości, ponieważ jestem pochłonięty swoimi obowiązkami. Bardzo często rozmawiam jednak na temat przygotowania motorycznego  z trenerami: Jabłońskim i Łopatko. Mam nadzieję, że sytuacja naszego klubu niedługo się poprawi i nasze plany współpracy wejdą wkrótce w życie. 

Nowości. Z biegiem czasu rozwijasz swój gabinet, m.in. można leczyć się u Ciebie metodą fizykoterapii. Masz w planach dalszy rozwój swojego gabinetu?
- Rozwój gabinetu to w naszym zawodzie oczywistość, więc małymi kroczkami staramy się to robić. Rozpoczęliśmy od zakupu wspomnianego, specjalistycznego sprzętu do fizykoterapii oraz od powiększenia miejsca pracy. Na starym stadionie powoli zaczyna brakować miejsca i z utęsknieniem czekamy na budowę nowego obiektu, zresztą pewnie nie tylko my na to czekamy.

Olga. Twoja żona podobnie jak Ty, jest fizjoterapeutą. Olga pomaga Ci w prowadzeniu gabinetu?
- Zgadza się, moja żona również jest fizjoterapeutą i zajmuje się wszystkim tym, czego ja nie ogarniam. Tak jak już kiedyś w którymś wywiadzie wspomniałem moja żona jest moim życiowym szefem. W gabinecie, Olga pomaga mi we wszystkim, jednak robi to niestety w ograniczonym czasie, ponieważ wychowuje też nasze dzieci.

Praca. Często przychodzisz do klubu pierwszy, a wychodzisz ostatni. Jak wygląda Twój normalny dzień pracy?
- Przychodzę do pracy przed 8, czasem zdarza mi się nawet być w klubie już przed 7. Pracuję do 12-13, potem szybka przerwa na odebranie syna ze szkoły, obiad, zabawę z moją córką Lenką i następnie, około 15, wracam do gabinetu, gdzie pracuję do godziny około 19. Weekendy zawsze w teorii mam wolne i staram się spędzać wtedy czas z rodziną, bo jest ona dla mnie najważniejsza. Życie weryfikuje jednak plany i czasami zdarza mi się pracować także w weekendy. 

Rehabilitacja. Jest to okres długiej i żmudnej pracy. Ciężko zmotywować pacjentów do pracy?
- Rehabilitacja to rzeczywiście długi i żmudny okres. Jeżeli chodzi o motywację to moi pacjenci posiadają jej na szczęście w wystarczającej ilości. Muszę przyznać, że podziwiam terapeutów pracujących z dziećmi. Z nimi jest zdecydowanie trudniej niż ze sportowcami i dorosłymi ludźmi. 

Sztab szkoleniowy. Jak układa się Twoja współpraca ze sztabem szkoleniowym Stomilu?
-  Jak już wcześniej wspomniałem, ze sztabem mam stały i dobry kontakt. Można powiedzieć, że obecnie  jesteśmy sąsiadami ściana w ścianę i często wszystko słyszę, czuję się wtedy jak pełnoprawny członek sztabu szkoleniowego (śmiech – red.).

Tata. Jakiś czas temu zostałeś ojcem, jak sprawdzasz się w tej roli?
- To chyba najtrudniejsze pytanie. Musiałbyś zapytać o to moich dzieci. Myślę że Oluś mógłby opowiedzieć na ten temat więcej, bo Lenki chyba byś jeszcze niestety nie zrozumiał (śmiech – red.). Wierzę, że spędzając wakacje będę miał dla nich więcej czasu. Praca na własny rachunek niesie za sobą dużo dobrego, jednak niesie za sobą również, niestety, permanentny brak czasu dla rodziny. 

Urazy. Jakie kontuzje są obecnie najczęstsze wśród piłkarzy?
- Obecnie, najwięcej jest urazów grup mięśniowych, które wykluczają zawodnika na okres 4-6 tygodni, a nawet na dłużej. Coraz częściej zdarzają się również kontuzje zdecydowanie poważniejsze jak na przykład urazy więzadeł krzyżowych stawu kolanowego. W ostatnim czasie, w naszej drużynie tego typu urazów było, niestety, zdecydowanie za dużo. 

Wyjazdy. Jeździsz na mecze wyjazdowe z piłkarzami Stomilu czy ograniczasz się do pracy na miejscu, w Olsztynie?
- Nie jeżdżę z chłopakami na wyjazdy, skupiam się na pracy w Olsztynie. Raz zastępowałem masażystę na wyjeździe w Niecieczy i powiem szczerze, że to praca nie dla mnie, jest  ona zbyt ciężka. Gdybym był kawalerem to myślę, że jeździłbym z drużyną zdecydowanie częściej. 

Zwycięstwa. Bardziej cieszysz się ze zwycięstw Stomilu czy Twojej ulubionej Barcelony?
- Zwycięstwa Stomilu cieszą mnie zdecydowanie bardziej. Barcelona jest jednak drużyną moich marzeń i chciałbym kiedyś pracować w klubie tak dobrze poukładanym od strony zarówno medycznej jak i sportowej.

Tagi: Jacek Aptowicz, Stomil Olsztyn, wywiad, rozmowa, Alfabet Stomilu


Komentarze

Artykuł nie został jeszcze skomentowany - możesz być pierwszą osobą!

Dodaj swój komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz. Zaloguj się tutaj.


Zostań fanem

...i bądź na bieżąco!