Artykuł

Zdjęcie jest ilustracją do tekstu, fot. Emil Marecki

Zdjęcie jest ilustracją do tekstu, fot. Emil Marecki

"Pamiętam i nie zapomnę": Stomil Olsztyn - Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski (2002)

05.01.15 20:51   zuk   1  

Muszę przyznać, że "Titanic" nigdy nie był moim ulubionym filmem. Po pierwsze zazdrosny byłem, że dziewczyny oglądające go ze mną wpatrywały się w Di Caprio (a nie podlega wątpliwości, że powinny we mnie), po drugie i tak wiedziałem, że statek wpadnie na górę lodową i zatonie, a jestem jednak zwolennikiem happy-endów.

Jednak gdy kilkanaście lat temu, Stomil zmierzał na piłkarskie dno, to do ostatniego momentu łudziłem się, że będę świadkiem szczęśliwego zakończenia, a jednak...

Po zwycięstwie w 23 kolejce z KSZO Ostrowiec, nadzieję na pozostanie w Ekstraklasie, znacznie się zwiększyły. Niestety szybko przyszedł zimny prysznic, czyli wyjazdowe porażki z Zagłębiem Lubin i Śląskiem Wrocław. Remis z Radomskiem w Olsztynie (uratowany w końcowych minutach po kapitalnej bramce Macieja Terleckiego) pogorszył jeszcze nastroje kibiców. Na dwie kolejki przed zakończeniem sezonu, coraz trudniej było o pozytywne przesłanki. Chyba najczęściej powtarzanym argumentem za pozostaniem OKS-u w Ekstraklasie, była osoba trenera najbliższego rywala "biało-niebieskich" – Bogusława "Bobo" Kaczmarka. 

Szkoleniowiec, który w 1994 roku wprowadził nasz klub na salony wiosną 2002 roku pracował w Dyskoboli Grodzisk Wielkopolski. Drużyna z Wielkopolski wprawdzie nie miała jeszcze zapewnionego w 100 procentach utrzymania, ale porażka w Olsztynie raczej by jej zbytnio nie zaszkodziła. Poza tym chyba większość olsztyńskich kibiców miała nadzieję, że Kaczmarek nie będzie chciał się zmienić z bohatera, w kata Stomilu. Jak widać nasze nadzieje niestety nie były oparte na dobrej grze piłkarzy. 

27 kwietnia na trybunach w Olsztynie zasiadło ponad 10 000 kibiców, liczących na trzy punkty, innej możliwości chyba nikt nie dopuszczał do siebie. Najzagorzalsi kibice rozdawali ulotki z prośbą o gorący doping od pierwszego gwizdka. Wszyscy obecni tego dnia na stadionie, wiedzieli, że te spotkanie może decydować o losach naszego klubu. Jak widać kibice byli dobrze przygotowani do tego meczu, tylko czy piłkarze byli również?

Zawodników do tego arcyważnego spotkania przygotowywał II trener Czesław Żukowski, zastępujący niedysponowanego Jerzego Fiutowskiego. Żukowski (nie jest to moja rodzina) kiedyś jeden z ulubieńców olsztyńskiej publiczności, stawiał dopiero pierwsze kroki w zawodzie trenera. Może liczono na szczęście debiutanta. Od pierwszego gwizdka sędziego, gospodarze dążyli do strzelenia bramki, dwie dobre sytuacje zmarnował Abel Salami. Gdy wydawało się, że wcześniej czy później bramka dla OKS-u padnie, niespodziewanie to goście objęli prowadzenie. 

Grzegorz Rasiak po indywidualnej akcji, popisał się pięknym strzałem z odległości około 16 metrów i Sylwestrowi Wyłupskiemu pozostało tylko wyjąć piłkę z siatki. Cisza na trybunach, była porównywalna do tej rok wcześniej, gdy z Polkowicami, Piotr Matys zmarnował karnego. Jednak kibice szybko wrócili do formy, gorzej przedstawiała się dyspozycja piłkarzy. Po stracie bramki z zawodników Stomilu uleciało powietrze. To goście byli bliżej strzelenia kolejnych bramek, jednak dzięki dobrej dyspozycji Wyłupskiego i nieskuteczności grodziszczan do przerwy wynik już nie uległ zmianie. Druga część meczu, tak jak pierwsza rozpoczęła się od ataków Stomilu. 

W 51 minucie bliski doprowadzenia do wyrównania był Łukasz Kościuczuk. Chwilę później skuteczniejszy był Kelechi Iheanacho, który po podaniu od Maciej Lewny, z najbliższej odległości, umieścił piłkę w siatce. Stadion oszalał z radości mimo, że remis jeszcze nic nam nie dawał. Niestety bramka Iheanacho, była ostatnim radosnym momentem tego dnia. Gospodarze nie byli w stanie strzelić kolejnej bramki, a dwie minuty przed końcem meczu, Tomasz Moskała, ustalił wynik meczu na 2"1 dla Dyskobolii. Oznaczało to jedno, spadamy z ligi. 

10 000 rozczarowanych fanów, chyba nie do końca wierzyło w to, czego właśnie byli świadkami. Po 8 latach Stomil opuszczał szeregi Ekstraklasy. Znając fatalną sytuację finansową klubu zastanawiałem się, czy zagramy w tej 2 lidze, czy Stomil będzie jeszcze w ogóle istniał i myślę, że to pytanie dręczyło nie tylko mnie.

Cdn. 

Łukasz Żukowski

Tagi: Stomil Olsztyn, Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski, Pamiętam i nie zapomnę, Ekstraklasa


Komentarze

  1. 06.01.15 21:52 Tiger

    Tego dnia dyspozycja piłkarzy była po prostu fatalna, nie byłem rozczarowany a wściekły, większość przeszła obok meczu, potykała się o własne nogi, nie wiem czy to z presji czy z innych powodów, to był najgorszy mecz jaki pamiętam z tamtych czasów. Ale frekwencja chyba ostatni raz aż do teraz tak wysoka.

Dodaj swój komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz. Zaloguj się tutaj.


Zostań fanem

...i bądź na bieżąco!