Artykuł

Herb Stomilu Olsztyn, fot. Artur Szczepański

Herb Stomilu Olsztyn, fot. Artur Szczepański

Olsztyn

Obcokrajowcy w Stomilu 2.0

27.12.17 09:09   kot   0  

Prawie trzy lata temu przedstawiliśmy sylwetki piłkarzy z zagranicy, którzy reprezentowali barwy Stomilu Olsztyn. Dzisiaj prezentujemy aktualizację tamtego artykułu.

W przerwie zimowej sezonu 1989/90 do Stomilu trafił łotewski napastnik Jānis Intenbergs. Ten związany z Lipawą piłkarz w barwach drużyny z Olsztyna grał tylko pół roku, zaliczając 10 spotkań i strzelając 3 bramki. Do Stomilu trafił ze Zvejnieksu Lipawa, w którym w poprzednim sezonie w 30 meczach do siatki rywali trafił 3-krotnie. Po epizodzie wrócił do Lipawy, ale już do Olimpiji, bowiem Zvejnieks zmienił nazwę. Wiosną sezonu 91/92 wrócił do Polski, by reprezentować barwy elbląskiej Olimpii, dla której w 10 meczach zdobył 3 bramki. Kolejny półroczny pobyt w naszym kraju zakończył się powrotem do Lipawy. Intenbergs po osiedleniu się na Łotwie miał jeszcze krótki epizod w Niemczech, a do końca kariery reprezentował wspomnianą Lipawę, która niemal co sezon zmieniała swoją nazwę na: FK Liepāję, DAG czy Baltikę. Obecnie klub nazywa się Metalurgs, a Intenbergs był jego trenerem oraz prowadził rezerwy i drużyny młodzieżowe. Był także asystentem trenera w łotewskiej reprezentacji U-21.

Kolejny rok olsztynianie grali tylko rodzimymi piłkarzami, natomiast jesienią 1991 roku do kadry dołączył bramkarz Uładzimir Pawliuczik. Rówieśnik Intenbergsa przed przyjściem do Stomilu występował w takich klubach jak Pedinstitut Brześć, Dinamo Brześć, Obuwczik Lida, ponownie Dinamo i Brestbrythim Brześć. W Olsztynie początkowo przegrywał rywalizację o miejsce w bramce i z Andrzejem Bohdanowiczem, i z Dariuszem Jastalskim, jednak gdy wszedł między słupki, to był pierwszym wyborem trenera Jerzego Budziłka. W 23. kolejce II ligi w meczu przeciwko Petrochemii Płock Pawliuczika pokonał Robert Gapiński, strzelając mu bramkę dającą zwycięstwo 0:1 bezpośrednio z rzutu rożnego. W trakcie przygody ze Stomilem białoruski bramkarz mieszkał na stadionie, a w ramach kontraktu otrzymał odtwarzacz kaset VHS. Pawliuczik był bardzo zadowolony z warunków panujących w klubie reprezentującym fabrykę opon. Łącznie przez półtora sezonu zagrał w 31 meczach w barwach Stomilu. Zimą 1993 roku powrócił do Brestbrythimu. Przygodę z piłką zakończył w 1996 roku w barwach Dinama Brześć.  

W styczniu 1992 roku Stomil Olsztyn wzmocnił Alieksandr Artiomow, który przez całą swoją karierę był związany z Bałtiką Kaliningrad. 31-latek był komplementowany przez trenera Budziłka za dobre warunki fizyczne (187 cm wzrostu i 80 kg wagi) i silny, celny strzał z dystansu. W barwach Stomilu nie zdobył żadnej bramki w 7 meczach. Strzelać bramki z pewnością potrafił, bowiem tuż przed przyjściem do Olsztyna w sezonie 1991 w Bałtice w 41 meczach zdobył 4 gole. Po pobycie w Stomilu nie reprezentował już barw innego klubu.

Pierwszym obcokrajowcem po awansie do I ligi, który przywdział biało-niebieską koszulkę (a żeby być dokładniejszym granatową, biało-czerwoną lub żółto-niebieską, bo w takich w tamtym okresie grała nasza drużyna), był urodzony w Moskwie Kiriłł Rybakow. W Olsztynie zaczął grać w drugim sezonie po awansie do pierwszej ligi. 26-letni wówczas napastnik trafił do Stomilu z Dinama Moskwa, z którym zdobył puchar Rosji w 1994 r. Sezon przed przyjściem na Warmię występował w rezerwach Dinama, w których nie grzeszył skutecznością; strzelił raptem dwa gole w szesnastu występach. Olsztyńscy kibice wiele sobie obiecywali po tym piłkarzu, a ten nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Co więcej, zaczęły o nim krążyć legendy m.in. o zepsutych zębach czy tym, że sprytni Rosjanie pokazali olsztyńskim działaczom innego snajpera, a przysłali Rybakowa. W pierwszym sezonie w Stomilu Rybakow rozegrał dziewięć meczów, w których ani razu nie trafił do siatki. Na boisku przebywał łącznie troszeczkę ponad pięć godzin. Kolejny sezon rozpoczął z ławki rezerwowych, na którą i tak trafił po kilku występach przed letnią przerwą. Rybakow pewnie pamięta jedną datę: 8 września 1996 r. wszedł na ostatnie siedemnaście minut w meczu z Zagłębiem Lubin, a trzy minuty przed końcem umieścił piłkę w siatce Mirosława Dreszera, ustalając wynik spotkania na 3:0. Rosjanin golem pożegnał się z olsztyńską publicznością, ponieważ zagrał jeszcze tylko pierwszą połowę w kolejnym meczu na wyjeździe z Łódzkim KS-em. Rybakow przegrywał rywalizację z Jackiem Płuciennikiem czy Arkadiuszem Klimkiem, którzy pozytywnie zapisali się w historii olsztyńskiego klubu. Kariera Kiriłła Rybakowa przyhamowała po przeprowadzce z Asmarała Moskwa do Dinama w 1993 r. To właśnie wychowankiem tego drugiego klubu jest Rybakow, ale przez kilka lat zwiedzał inne moskiewskie kluby, by powrócić do 11-krotnego mistrza ZSRR. W pierwszym sezonie gry dla Dinama zdobył nawet pięć bramek w rozgrywkach ligowych, jednak w kolejnym roku wystąpił zaledwie dwukrotnie. Rybakow nie pokazał pełni swoich umiejętności przez problemy zdrowotne i bynajmniej nie chodziło o zęby. Mnóstwo przewlekłych urazów, a także platfus płaskostopie były przyczyną zesłania go do rezerw, z których wyciągnął go Stomil. Niemniej już wtedy kariera Rybakowa mocno przygasała. Rosjanin miał jeszcze mały dwubramkowy wkład w mistrzostwo Mołdawii dla Zimbru Kiszyniów w 1999 r. Z końcem 2001 r. zakończył karierę piłkarską w białoruskiej Sławiji Mozyrz. W 2009 roku zajmował się szkoleniem młodzieży w Szkole nr 57 Krylia Sowietow. W lipcu 2017 r. został trenerem klubu FK Zorkij Krasnogorsk.

Odejście Rybakowa i sparzenie się na zawodniku ze wschodu bynajmniej nie spowodowało niechęci do kolejnych zagranicznych transferów. W przerwie zimowej sezonu 1995/96 z białoruskiego Dniapra Mohylew przyszedł Andrej Siniczyn. Urodzony w Mińsku obrońca, a później także i pomocnik, aż trzykrotnie reprezentował biało-niebieskie barwy. W Stomilu na najwyższym szczeblu rozgrywek rozegrał 61 meczów, w których zdobył trzy bramki, wszystkie podczas pierwszej przygody ze Stomilem, która trwała półtora roku, ale zaowocowała jedynym występem w białoruskiej reprezentacji. W przerwie od gry w Stomilu występował m.in. w Anżi Machaczkała, które skusiło go dobrymi warunkami finansowymi, jednak po roku za namową spodziewającej się dziecka żony ewakuował się ze stolicy Dagestanu ze względu na napiętą sytuację polityczną w regionie. Siniczyn zdążył także wywalczyć z Amiką Wronki Puchar Polski, by następnie z Jezioraka Iława powrócić do stolicy Warmii i Mazur, aby pomóc Stomilowi w udanej walce o utrzymanie. Siniczyn wystąpił nawet w pierwszym meczu barażowym przeciwko Górnikowi Polkowice. W 2005 roku znalazł się w kadrze OKS-u 1945. W polskiej Ekstraklasie rozegrał łącznie 67 meczów (dołożył pięć w Amice i jeden w Polonii Warszawa). W reprezentacji Białorusi wystąpił w jednym spotkaniu.

Występy Siniczyna można uznać za udane, jednak sprowadzenie w tym samym czasie Gwinejczyka Mohameda Alkhaly’ego Soumaha nie okazało się strzałem w dziesiątkę. Niski rozgrywający trafił do Olsztyna z marokańskiego Wydadu. 21-letni wówczas Alkhaly Soumah początkowo występował w pierwszym składzie, ale z czasem jego rola w drużynie zaczęła maleć. W Stomilu przez cały 1996 rok młody pomocnik wystąpił 14 razy, ale tylko z Górnikiem Zabrze zagrał od pierwszej do ostatniej minuty. Soumah zakończył karierę w Stomilu w tym samym meczu co Rybakow, przegranym 4:2 wyjazdowym spotkaniu z ŁKS-em. Nieco lepiej szło mu po zmianie klubu. Soumah po przygodzie w Polsce trafił na Ukrainę, gdzie z Karpatami Lwów zajął nawet trzecie miejsce w lidze, w której przez dwa sezony rozegrał tylko 20 meczów, ale za to zdobył jedną bramkę. Był pierwszym Gwinejczykiem w barwach Karpat w historii, a ukraińscy kibice nadali mu pseudonim „Semion” (Szymon – przyp.). Lepiej szło mu w rezerwach – w pierwszym sezonie zdobył cztery gole w sześciu spotkaniach. Drugi sezon dla Karpat nie był udany, więc Soumah wyjechał do Niemiec, gdzie do 2002 roku grał w tamtejszych klubach niższych lig, dalej ślad po nim zaginął. Ponadto znalazł się w kadrze na Puchar Narodów Afryki w 1998 r., jednak nie wystąpił w żadnym spotkaniu. Jego Gwinea po trzech meczach pożegnała się z turniejem.

Nastał sezon 1997/98, a olsztyńską jedenastkę poważnie wzmocnił Andrėjus Tereškinas. Wysoki i silny lewy obrońca przyszedł do Stomilu z Żalgirisu Wilno, z którym wcześniej odnosił sukcesy na polu krajowym. W Stomilu pograł tylko pół roku, ale zdołał miło zapisać się w pamięci tutejszych kibiców, szczególnie swoją nieustępliwością i bardzo twardą, niekiedy brutalną grą. W jedenastu meczach w Stomilu strzelił jedną bramkę, akurat tę na wagę zwycięstwa 3:2 z Lechem Poznań. Po jednej rundzie w Olsztynie Tereškinas wrócił do Żalgirisu, później grał jeszcze m.in. w łotewskim Skonto Ryga (cztery mistrzostwa i trzy puchary). W 2005 roku zakończył karierę w – a jakże – Żalgirisie, z którym przez całą karierę zdobył trzy mistrzostwa i cztery puchary Litwy. Później próbował być trenerem; prowadził Interas-AE Visaginas, norweski Rosendal SK i Żalgiris. W barwach reprezentacji swojego kraju zagrał w 55 meczach (niektóre źródła podają nawet 60 spotkań, jednak nie wszystkie były oficjalnymi meczami), w których strzelił trzy gole, obejrzał 8 żółtych i 1 czerwoną kartkę. Olsztyńscy kibice na własne oczy mogli go zobaczyć w narodowych barwach, ponieważ… 24 września 1997 r. zagrał w rozegranym przy al. Piłsudskiego 69a meczu Polska – Litwa. Biało-czerwoni wygrali to spotkanie po bramkach Cezarego Kucharskiego i Wojciecha Kowalczyka, a Andrėjus Tereškinas skupiał się głównie na rewanżu na Adamie Ledwoniu za połamany cztery dni wcześniej nos w starciu z GKS-em Katowice…

Z Tereškinasem w Olsztynie pojawił się także pomocnik Andrij Hryszczenko. Ukrainiec przemknął przez Stomil jak kometa. Hryszczenko reprezentował barwy Stomilu raptem przez około półtora miesiąca w 1997 roku, rozgrywając siedem meczów. Co warte odnotowania, Hryszczenko strzelił bramkę w swoim debiucie – było to honorowe trafienie w przegranym 4:1 meczu z Legią w Warszawie. Po tych siedmiu występach powrócił do Chemika Police. Hryszczenko w polskiej Ekstraklasie w barwach Górnika Zabrze, Stomilu, Górnika Łęczna i Arki Gdynia rozegrał 56 meczów i zdobył pięć goli. W przerwie zimowej sezonu 2006/07 przeniósł się z Arki do drugoligowego ukraińskiego FK Korosteń. Ostatnim jego klubem przed końcem kariery był Metałurh Małyn.

Po odejściu Litwina i Ukraińca do Olsztyna zawitał Nigeryjczyk Nuruddeen Lawal. W przeszłości dwukrotny mistrz Kamerunu z Canonem Jaunde i Unisportem Bafang. Lawal miał zastąpić Arkadiusza Klimka, który odszedł do Zagłębia Lubin, oraz dać wsparcie z przodu Jackowi Płuciennikowi. Tymczasem okazało się, że przez całą rundę bramkostrzelny kilka lat wcześniej w Kamerunie i Gabonie Lawal wystąpił zaledwie w trzech meczach, przebywając na boisku łącznie przez 35 minut. Przegrana rywalizacja w ataku z Płuciennikiem i Maciejem Dołęgą nie spowodowała odpalenia Nigeryjczyka już po jednej rundzie. Lawal znalazł się w składzie na kolejną rundę, ale tylko dwa razy pojawił się na placu gry – w przegranym boju 1:2 z Legią i blamażu 5:0 w Łodzi z Widzewem. Tym razem w obu meczach zagrał aż 92 minuty i to był jego koniec kariery na polskich boiskach. W 2000 roku Nuruddeen Lawal zmarł na malarię, najczęstszą chorobę zakaźną na świecie, w wieku zaledwie 26 lat.

Udane doświadczenia z Tereškinasem spowodowały, że w Olsztynie nadal próbowano graczy z Litwy. Jednym z nich był Tomas Ramelis, który zabrał Lawalowi marzenia o regularnej grze w wyjściowej jedenastce. Ten surowy technicznie napastnik w pierwszym sezonie rozegrał 21 meczów, w których zdobył 5 goli. Ramelisa oprócz braku techniki charakteryzowały: słaba kondycja, wysoki wzrost i skłonność do urazów, które zaczęły go trapić w drugim sezonie gry dla biało-niebieskich. Łącznie przez dwa i pół roku zagrał dla Stomilu w 39 ligowych spotkaniach, w których strzelił 8 bramek. Karierę piłkarską zakończył w maju 2001 roku właśnie w Stomilu z powodu kontuzji biodra, która uniemożliwiła mu dalsze kopanie futbolówki. Ramelis do swoich sukcesów może zaliczyć mistrzostwo i puchar Litwy zdobyty z Żalgirisem Wilno, z którego przeniósł się do Olsztyna. Mimo technicznych braków Ramelis cieszył się szacunkiem olsztyńskich kibiców. Zresztą ze wzajemnością. Tomas Ramelis po ogłoszeniu końca kariery ze smutkiem w głosie mówił, że w Stomilu podobało mu się najbardziej i chętnie pozostałby w Olsztynie na dłużej, ponieważ na graniu w piłkę nie dorobił się wystarczającej sumy pieniędzy. Ramelis zakończył karierę w wieku 29 lat. Ostatni raz Stomil reprezentował 7 listopada 2000 roku w sparingu ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki, w którym strzelił bramkę i doznał kontuzji, po której nie wrócił nigdy do zawodowego grania. Tomas Ramelis w reprezentacji Litwy zagrał w 15 meczach, w których strzelił 5 goli. 

Wraz z Ramelisem w Olsztynie zjawił się jego rodak Aidas Preikšaitis, jeden z najlepszych piłkarzy, którzy grali w Stomilu w czasach pierwszej ligi. Długowłosy rozgrywający trafił na Warmię z GKS-u Katowice. Biedny górniczy klub nie miał wystarczających środków na wynagrodzenia, więc po jednej bezowocnej rundzie Preikšaitis postanowił zamienić czarne powietrze Górnego Śląska na Krainę Tysiąca Jezior. Na stadionie przy odrobinę śmierdzącej fabryce opon Litwin grał przez półtora sezonu. Wróćmy jednak do początków kariery klasycznej dziesiątki z Litwy – z Żalgirisem Wilno, którego jest wychowankiem, dwa razy wygrał ligę i cztery razy krajowy puchar. Później reprezentował barwy rosyjskich Torpiedo-Łużniki Moskwa i KamAZ-a Nabierieżne Czełny. Stamtąd przeniósł się do GieKSy, z której prosta droga wiodła do Olsztyna, gdzie wzywał Mieczysław Broniszewski. W Stomilu Preikšaitis zagrał w lidze 39 razy i zdobył 5 goli. Jego bramka pod koniec sezonu 1998/99 dała cenne domowe zwycięstwo 2:1 nad wielkim w tamtym czasie Widzewem ze słynnym Markiem Citką w składzie. Pierwsze trafienie w tamtym meczu zaliczył Tomas Ramelis, można zatem powiedzieć, że Litwini zapewnili Stomilowi wygraną. Ale to nie gole Preikšaitisa były najważniejsze, bardziej istotne okazywały się kluczowe podania, którymi obsługiwał napastników. Początkowo Ramelisa, Piotra Matysa i Marcina Florka, a później – za czasów Haleksu – także Kucharskiego, Macieja Bykowskiego i Piotra Najewskiego. Koniec przygody Preikšaitis ze Stomilem to chyba jeden z trzech najbardziej skandalicznych transferów w historii klubu obok wypożyczenia Bykowskiego i sprzedaży Zbigniewa Małkowskiego. Ad rem, jesienią 1999 r. Preikšaitis przyjechał z meczu litewskiej kadry na mecz wyjazdowy z Łódzkim KS-em. Podczas tego spotkania pomocnik Stomilu miał doznać jakiegoś urazu, który uniemożliwiał mu dalszą grę w biało-niebieskich barwach. Przeciągająca się kontuzja była spowodowana, co bardziej prawdopodobne, problemami finansowymi Romana Niemyjskiego i zaległościami płacowymi. Zdecydowany na transfer Preikšaitis nie zamierzał już umierać za Stomil i chciał jak najszybciej zmienić klub. I zamienił pierwszą ligę w Stomilu na trzecioligowy niemiecki Union Berlin. Chciwi olsztyńscy działacze zażądali za Aidasa Preikšaitisa aż 900 tys. marek, tymczasem skąpi Niemcy oferowali ledwie 50 tys. marek. Sprawa transferu rozgrywającego reprezentacji Litwy zakończyła się arbitrażem FIFA. Po roku spędzonym w stolicy naszych zachodnich sąsiadów Preikšaitis odnalazł się w KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, jednak i tam spędził zaledwie pół roku. Nie mógł sobie na dłużej znaleźć miejsca także w Żalgirisie czy w niemieckim BSV Kickers Emden. Sezon 2002/03 rozegrał w Wiśle Płock. W kolejnej rundzie był już jednak tylko statystą i przeniósł się do broniącego się przed spadkiem Świtu Nowy Dwór Mazowiecki. Dwanaście występów i jeden gol nie pomogły Świtowi się utrzymać, a Preikšaitis wrócił do ojczyzny, by dokończyć karierę w Vetrze Wilno. W polskiej Ekstraklasie Aidas Preikšaitis rozegrał 84 mecze i zdobył 6 goli. Litwę reprezentował 48 razy, trzykrotnie wpisując się na listę strzelców. W 2005 roku zagrał w filmie pt. „Airan: dievų heliai”, w którym wcielił się w rolę biznesmena. Fabuła tego filmu jest tak słaba, że wolałbym jej nie streszczać, ale postać grana przez piłkarza robi jakiejś kobiecie dziecko. Więcej chyba lepiej nie wiedzieć.

Przyjście do klubu człowieka z pieniędzmi w osobie Niemyjskiego, a jednocześnie prowadzenie klubu przez Romualda Szukiełowicza, było efektem pojawienia się w stolicy Warmii i Mazur Uładzimira Klimowicza. Przed rundą wiosenną w 1999 roku Stomil ściągnął z mistrza białoruskiej ligi Dniapra Mohylew tego, prawdopodobnie, 24-letniego reprezentanta kraju. Klimowicz to kolejny po Rybakowie ciekawy przypadek profesjonalizmu olsztyńskich działaczy w temacie ściągania obcokrajowców. Przyszłość pokazała, że ci nie uczyli się na błędach poprzedników. Wracając do tematu, według legend pomylono imiona i Stomil ściągnął nie tego piłkarza. Do Olsztyna trafił w piątek, a w sobotę już grał przeciwko GKS-owi Katowice. Oprócz tego w Stomilu zagrał jeszcze dwa razy: z Legią i Wisłą Kraków i to by było na tyle. Właściwie na 189 minut. Ale żeby nie być gołosłownym, z Klimowiczem wiąże się jedna anegdotka. Niemyjski w mediach nie pozostawił suchej nitki na Szukiełowiczu, oskarżając go o zdefraudowanie pieniędzy na transfer Piotra Matysa z ŁKS-u za 200 tys. marek i próbę naciągnięcia go na transfer Wołodii Klimowicza. Szukiełowicz bronił się mówiąc, że Matys pokaże, że umie grać, ale o Klimowiczu już nie pisnął ani słowem. A nasz bohater wrócił do Mohylewa jeszcze w trakcie trwania rundy wiosennej. Z początkiem nowego sezonu spróbował swoich sił w Petro Płock, gdzie w lidze zagrał… minutę przeciwko Legii Warszawa. Do tego dołożył dwa występy w krajowych pucharach i ponownie powrócił do Dniapra. Karierę kontynuował i zakończył w Biełszynie Bobrujsk, która była jego ostatnim klubem, z roczną przerwą w Torpiedo-SKA Mińsk. W reprezentacji Białorusi Klimowicz rozegrał trzy mecze.

Słabych piłkarzy nigdy nie brakowało. Takim był jeden z dwóch Nigeryjczyków sprowadzonych latem 2000 roku. Borykający się z olbrzymimi problemami organizacyjnymi Stomil pozyskiwał zawodników takich, na jakich go było stać. Jednym z elementów zaciągu z ŁKS-u był Austin Hamlet, ściśle związany z Antonim Ptakiem. W poprzednim sezonie był podstawowym zawodnikiem Łódzkiego Klubu Sportowego, w barwach którego rozegrał 30 meczów i strzelił 3 gole, dzielnie przyczyniając się do wywalczenia spadku do drugiej ligi. W sezonie 2000/01 miał ratować przed degradacją Stomil i to nie była dobra wróżba tym bardziej, że na swojego premierowego gola w najwyższej klasie rozgrywkowej czekał trzy lata. Jesienią był trzecim napastnikiem Stomilu, przegrywając rywalizację i z Matysem, i z Maciejem Sawickim. Przegrał miejsce w składzie także z Dariuszem Marciniakiem, który niestety po dwóch meczach przegrał z samym sobą. Hamlet pewnie nie dałby rady także Ramelisowi, ale Litwin wówczas był już cieniem samego siebie. Niemniej w siódmej kolejce ligowej to gol Hamleta na 1:2 w 84. minucie dał Stomilowi zwycięstwo w Płocku z tamtejszym Orlenem. Pięć minut wcześniej Bartosz Jurkowski nie wykorzystał karnego przeciwko swojemu byłemu klubowi – to tak w ramach ciekawostki. 21-letni napastnik tylko pół roku spędził w Olsztynie, przebywając na ekstraklasowych boiskach przez 290 minut w dziewięciu meczach. Ze Stomilu przeszedł do Stali Stalowa Wola, później wrócił do ŁKS-u, zaliczył Chojniczankę Chojnice i Pelikana Łowicz. Kariery nie zrobił. I nic dziwnego – w polskiej pierwszej lidze zdobył tylko 4 bramki w 50 meczach, średnio strzelał raz na rok. To nawet gorzej niż średnio...

Hamlet trafił do Olsztyna ze swoim rodakiem, notabene też napastnikiem. Abel Salami, w Nigerii znany jako Abdul, przyszedł z Pomezanii Malbork i wyróżniał się niedożywieniem i wystającymi kolanami. Były trener Stomilu Mieczysław Broniszewski miał wątpliwości odnośnie wieku Salamiego, który później pokazywał swój paszport mediom jako dowód. Przez cały pierwszy sezon w Olsztynie uciułał ledwie dziewięć meczów i aż pięć żółtych kartek. Początkowo przegrywał rywalizację o miejsce w składzie nawet z Hamletem, ale pod koniec sezonu występował regularnie, posyłając Macieja Sawickiego, dziś sekretarza generalnego PZPN, na ławkę rezerwowych. Wielkim sukcesem Salamiego było pozostanie w Olsztynie na kolejny sezon, albo z biedy, albo z litości, bo na pewno nie przemawiały za tym jego umiejętności. Niemniej jako podstawowy zawodnik Salami w 24 meczach zdobył zawrotne 3 bramki, co pomogło Stomilowi z hukiem zlecieć do drugiej ligi. Po spadku Salami odszedł ze Stomilu i… udało mu się utrzymać na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Znalazł angaż w Szczakowiance Jaworzno, w której też nie grzeszył skutecznością, strzelając zaledwie dwie bramki. Szczakowianka spadła z ligi po barażach ze Świtem, a Salami… tym razem także spadł ligę niżej i wylądował w Podbeskidziu Bielsko-Biała. Tam nie dziurawił siatek rywali, tylko prędzej wybijał szyby w okolicznych budynkach, bo jego bilans bramkowy to ledwie dwa gole w 18 grach. W Olsztynie Abel Salami poznał pochodzącą z Pisza studentkę ekonomii Sylwię K., którą… prawdopodobnie odbił innemu piłkarzowi Eddy’emu Dombraye. Bardzo mocna opalenizna piłkarza wywarła tak duże wrażenie na dziewczynie, że ta zaszła z nim w ciążę. Salami jednak kazał Sylwii przeprowadzić aborcję. Później – jak to czasami w życiu bywa – porzucił swoją dziewczynę wraz z malutką Sandrą i poszedł w świat, nie płacąc alimentów. Na pytania o dziecko kazał się dziennikarzom – dosłownie – odpierdolić. Podbeskidzie zamienił na też drugoligowego Radomiaka Radom., gdzie potrafił w 14 meczach zdobyć 7 goli. Pod koniec przygody z tym klubem Salami, wg kibiców Radomiaka, z powodu zaległości finansowych klubu wobec niego miał symulować trudną do wykrycia kontuzję pachwiny, jednocześnie szukając nowego pracodawcy. Tego znalazł w Ostrowcu Świętokrzyskim, ale już tam nie błyszczał. Udało mu się później zakotwiczyć w Stali Stalowa Wola, w której strzelał dwa lata w drugiej lidze, a w trzecim sezonie zaciął się na dobre. Jego ostatnimi klubami były czwartoligowe: Orzeł Balin i Zdrój Busko Zdrój. Salami w Stomilu zagrał w Ekstraklasie w 33 meczach i zdobył tylko 3 bramki.

Ludzie w życiu wykonują różne zawody, niektórzy są piłkarzami, a inni na przykład spadochroniarzami. Bo jak spadochroniarz w walce o utrzymanie miał nam pomóc Jean Black Ngody. Zimą w środku sezonu 2000/01 do olsztyńskiej kadry dołączył 23-letni wówczas Kameruńczyk. Pomocnika przysłał zabrzański Górnik, w barwach którego jesienią Ngody zagrał w czterech ligowych meczach i dwóch pucharu ligi. Trudno powiedzieć, czy Stomilowi miał pomóc w utrzymaniu w lidze, czy raczej przeszkodzić. Jeden występ: 90 minut w przegranym 4:1 spotkaniu z Ruchem Chorzów – oto bilans tego pomocnika w biało-niebieskich barwach. W 1996 roku z Unisportem Bafang zdobył mistrzostwo Kamerunu i to był jego największy sukces, odniesiony zresztą do spółki z Lawalem. Po pobycie w Stomilu zwiedzał polskie kluby z niższych lig, zapewniał działaczy Narwi Ostrołęka, że załatwia swoje sprawy w Warszawie, a tymczasem wylądował w Malezji. Ngody kontynuował swą wędrówkę w Walii i bardzo niskich ligach angielskich, a na koniec podobno wylądował w Iranie. Kibice Narwi uważają, że miał dobry drybling i nieźle wykonywał stałe fragmenty. W Stomilu nie miał okazji tego pokazać.

W tym samym czasie do Olsztyna trafił także Eddy Lord Dombraye, kolejny zawodnik z hurtowego zaciągu z ŁKS-u. Pół roku ten chimeryczny napastnik spędził w drugiej lidze w łódzkim spadkowiczu, by zimą wzmocnić walczący o ekstraklasowy byt Stomil. Hmm, wzmocnić to nieodpowiednie słowo, bo – z której strony by nie patrzeć – Dombraye wzmocnieniem nie był. Nigeryjczyk ze swoją reprezentacją do lat 19 wygrał mistrzostwo Afryki, a do Polski trafił już po okresie sukcesów ŁKS-u. W barwach „Rycerzy Wiosny” przez dwa ekstraklasowe sezony zagrał w 21 meczach i strzelił dwie bramki. Wraz z Hamletem przyczynił się do spadku ŁKS-u z pierwszej ligi. W Stomilu 22-latek miał nadzieję na poprawę swojego nędznego dorobku i go w pewnym sensie poprawił, bo dołożył siedem meczów. Wszystkie z ławki, a grał średnio 20 minut. Stomil zamienił na stolicę Serbii – konkretnie OFK Belgrad. Po jednym sezonie ruszył na podbój Ukrainy, konkretnie do Wołynia Łuck, w którym nie strzelał i nie zrobił kariery, co skutkowało wypożyczeniem do Ikwy Młynów. Witalij Kwarcjanyj, ówczesny trener Wołynia, stwierdził, że beznadziejna postawa Eddy’ego to skutek uganiania się za ukraińskimi dziewczynami. Z Wołynia Dombraye przeniósł się jeszcze do Zakarpattii Użhorod, ale tam też nie zrobił furory, rażąc swoją nieskutecznością. Niektóre źródła podają, że w 2009 związał się z Feliksem Kalinine, ale według samego klubu to nigdy nie miało miejsca.

Układanie chronologicznie tych naszych stranieri może być nieco nudne, ale grzebiemy w historii, to będziemy pisać jak historycy. Czyli od początku do końca. Doszliśmy więc do sezonu, w którym już nie udało się zostać w lidze dzięki barażom z Górnikiem Polkowice i kupie szczęścia w konkursie rzutów karnych. Agonalny Stomil opuścili co jeszcze sensowniejsi piłkarze, a przyszli byle jacy. Początkowo Stomil radził sobie całkiem nieźle i po czterech meczach zgromadził sześć punktów. Niestety potem dramatyczny zjazd na dno tabeli i podział ligi na grupy były głównymi z gwoździami do trumny z napisem MOKS Stomil Olsztyn

W połowie sezonu do jedynego obcokrajowca Salamiego dołączył jego rodak i również napastnik Kelechi Zeal Iheanacho. Nowy nabytek to 21-letni rezerwowy Wisły Kraków, do którego pod Wawelem tracili cierpliwość, oddając go na wypożyczenia do… Wawelu Kraków, Orlenu Płock i Stomilu. W poprzednim sezonie z Wisłą triumfował w lidze i pucharze ligi, ale jego osiem meczów w Ekstraklasie nie było wielkim wkładem w ten sukces. Większą rolę odegrał w traktowanym po macoszemu pucharze ligi, w którym wystąpił pięciokrotnie, także nie trafiając do siatki rywali. W założeniu miał się odblokować w Olsztynie, ale tutaj w dziewięciu meczach trafił tylko raz – z Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski. Ten przegrany 1:2 bój o życie ostatecznie przypieczętował spadek olsztynian do drugiej ligi. I był to ostatni występ Nigeryjczyka w naszym zespole. Jak podają wiarygodne źródła, Iheanacho swój najlepszy mecz w karierze rozegrał jeszcze przed przyjściem do Stomilu. 28 września 2000 roku w I rundzie Pucharu UEFA Wisła Kraków u siebie musiała odrobić stratę z pierwszego meczu, który przegrała 1:4 z Realem Saragossa. W przerwie trener Orest Lenczyk zdecydował się wpuścić Iheanacho przy stanie 0:1. W 51. minucie jeden z zawodników Białej Gwiazdy dośrodkował w pole karne z lewego skrzydła, walka w powietrzu nie przyniosła rezultatu, więc piłka spadła do ustawionego daleko od akcji Kelechiego, który ofiarnym wślizgiem przelobował Juanmiego i poderwał kolegów do odrabiania strat. Wiśle udało się strzelić jeszcze trzy gole i awansować po rzutach karnych, w czym niemała zasługa spacerującego byle gdzie po polu karnym Iheanacho. Po przygodzie w Stomilu wrócił do Wisły, z którą dwa razy wygrywał ligę. Później grał w Drwęcy Nowe Miasto Lubawskie, Widzewie Łódź czy KSZO. Przygodę z piłką zakończył w Elanie Toruń. Później zajął się trenowaniem dzieci w warszawskiej Polskiej Szkole Futbolu. Kelechi może pochwalić się w Ekstraklasie rozegrał 25 meczów i strzelił jedną bramkę.

Innym piłkarzem, który miał ratować Ekstraklasę dla Stomilu był Dragan Ilić. Serb przyszedł z występującego w rozgrywkach Jugosławii Slovena Ruma. Wychowanek Vojvodiny Nowy Sad rzadko pojawiał się na boiskach rodzimej ligi, jedynym w miarę znanym klubem, oprócz Vojvodiny, z przeszłości Ilicia był OFK Belgrad. Serbski napastnik w Stomilu grał tylko jedną rundę. Na boiskach pierwszej ligi w biało-niebieskich barwach zaprezentował się ośmiokrotnie, nie potrafiąc pokonać żadnego bramkarza rywali. Przed kolejnym sezonem Ilić znalazł się w kadrze Górnika Zabrze, gdzie zagrał całe trzy minuty w meczu z GKS-em Katowice. I tu ślad po nim się urywa, Serb zniknął jak kamfora. Dalszy ciąg losów tego ofensywnego gracza prędzej moglibyście ujrzeć w programie „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…”. W każdym razie ja na pewno nie.

Spadek do drugiej ligi i tułaczka po trzeciej czy czwartej spowodowały, że przez ponad siedem lat do Olsztyna nie zawitał żaden nowy zagraniczny piłkarz. Drużyna OKS-u 1945 w tym czasie potrafiła wywalczyć awans samymi Polakami do zreorganizowanej II ligi wschodniej. W trzecim sezonie na tym poziomie rozgrywkowym do OKS-u przyszedł Brazylijczyk Eduardo da Conceição Maciel. Wychowanek Corinthians Alagoano w przeszłości zaliczył m.in. brazylijskie Nagoya Grampus Eight czy niemieckie Rot Weiss Ahlen i Preussen TV Werl. Poprzedni rok bez grania meczów Eduardo miał zrekompensować regularnymi występami nad Łyną. Ale i w Olsztynie nie było kolorowo. Eduardo przez cały sezon zagrał tylko w 18 ligowych meczach, w których strzelił 4 bramki. Większość spotkań zaczynał z ławki, tylko raz rozegrał cały mecz w lidze. Były to skutki słabego przygotowania fizycznego, ale także urazów, które nękały go z dokładnością niemal co do tygodnia. Gdy już kibice Stomilu mieli nadzieję, że Eduardo jest cały i zdrowy, to przytrafiał mu się uraz wykluczający robiącego wiatr na boisku napastnika przynajmniej z kilku meczów. Dał się zapamiętać z dwóch żółtych kartek otrzymanych w przeciągu kilkunastu sekund w wyjazdowym meczu z Jeziorakiem. Eduardo zbyt wolno schodził z boiska na zmianę z Bogdanem Miłkowskim, za co zobaczył żółty kartonik. Decyzję sędziego postanowił nagrodzić sarkastycznymi brawami, więc zobaczył drugą żółtą i czerwoną kartkę. Zmiana nie doszła do skutku, a osłabiony OKS nie był w stanie wywieźć z Iławy kompletu punktów. Ulubieniec olsztyńskiej widowni, niezbyt lubiany przez kolegów z drużyny, po jednym sezonie postanowił szukać szczęścia poza Olsztynem. Eduardo trafił na testy do trzecioligowej Polonii 1912 Leszno, gdzie w pierwszym sparingu odniósł kontuzję. Polonia od razu zrezygnowała z jego usług, ale po pół roku przygarnęła go także trzecioligowa Stal Kraśnik. Tam w 12 meczach strzelił 5 goli, zobaczył siedem żółtych kartek i dwie czerwone. Następnie Eduardo nie przeszedł testów w ŁKS-ie Łódź i GKS-ie Katowice. Ruszył na podbój świata, a konkretnie: Libanu (Al-Akhaa Al-Ahli), Kataru (mistrzostwo i puchar z Al-Riffa SC), Azerbejdżanu (AZAL Baku i Zirə FK) oraz Indonezji (Gresik United). Eduardo pewnie nadal podbija świat piłkarski świat co najwyżej na swoim ulubionym PlayStation…

Dobra, jeśli myśleliście, że Klimowicz, Ngody czy Dombraye to byli przebierańcy, to usiądźcie wygodnie, bo czegoś albo raczej kogoś takiego nie widzieliście. I już nie zobaczycie. Zacznijmy więc piękną baśń. Dawno, dawno temu, jakoś w okolicach lutego 2011 roku, w zamku olsztyńskim podłączono Internet. Tamtejsi działacze odpalili to dziwaczne ustrojstwo, włączając YouTube, postanowili znaleźć solidnego walczaka, na lewą flankę i z dobrą umiejętnością posługiwania się nie tylko swym rapierem, ale także tarczą. W końcu 1 marca zamek, a konkretnie klucznik Jędrek ogłosił, że do grodu nad Łyną na białym rumaku nadjedzie rycerz, wojownik z Armenii, niejaki Stepan z Erewania herbu Hakobjan. Ten dzielny wojownik z dalekich krain miał, zgodnie z zapewnieniami, nie cackać się z wojskami przeciwnika. Wyróżniający się siłą i jedną brwią szlachcic w ostatnim boju nie na poważnie odniósł dotkliwe rany, dzielnie walcząc o honor OKS-u… Baśnie kończą się tym, że „żyli długo i szczęśliwie”. W tym momencie muszę więc przerwać opowiadanie i skupić się na faktach. 26-letni Stepan Hakobjan przyszedł z Miki Erewań. Gdy już się wyleczył, zagrał godzinę w meczu IV-ligowych rezerw, gdzie przez cały czas stał w jednym miejscu i odkopywał lecącą piłkę bez żadnego zaangażowania. W drugiej połowie został zmieniony, obraził się na wszystkich i w Olsztynie był skończony. Hakobjana w akcji mało kto widział, a mnie przypadła specyficzna przyjemność ujrzenia jego popisów na własne oczy. Piłkarzem OKS-u był przez trzy miesiące. Niby miał być wojownikiem (albo chociaż piłkarzem), a przypominał raczej sprzedawcę pirackich płyt z dawnego rynku przy stadionie. I to raczej w handlu powinien szukać szczęścia.

Odejście Eduardo i Hakobjana spowodowało, że walczący o awans Stomil Olsztyn tylko pół roku wytrzymał bez wsparcia zagranicznych piłkarzy. Tym razem nasi działacze wyciągnęli wnioski z transferu z Internetu i postanowili ściągnąć zawodnika z… internatu. W połowie sezonu 2011/12 zaczęło być głośno o niejakim Ángelu Segarrze Melitónie. Hiszpan przyjechał do Olsztyna na wymianę studencką i postanowił pokopać piłkę w lokalnym klubie. Stomil był na dobrej drodze do promocji do I ligi, więc Hiszpan miał być nie tylko ciekawostką, ale i wzmocnieniem. Trener Zbigniew Kaczmarek chciał, by Segarra pomógł mu wywalczyć awans, tylko… dostał od niego ledwie pięć szans i 106 minut w II lidze. Hiszpan, który w ojczyźnie grał na czwartym szczeblu rozgrywkowym w Catarroja CF, miał – według naszego szkoleniowca – charakteryzować się świetnym przygotowaniem technicznym i taktycznym. Niestety Segarra wcale techniką nie błyszczał, a raczej siłowa polska piłka nie pozwoliła mu rozwinąć skrzydeł, dlatego też częściej występował w IV-ligowych rezerwach. Po pół roku skończyła się wymiana studencka i Segarra wrócił do ojczyzny. Może jednak chwalić się wywalczonym awansem do I ligi.

Po upragnionym awansie do I ligi Stomil ściągnął kolejnego Litwina, wychowanka Żalgirisu, Mindaugasa Kalonasa. 28-letni rozgrywający w przeszłości występował m.in. w rezerwach Rubina Kazań, łotewskim Metalurgsie Lipawa (mistrzostwo i puchar), irlandzkim Bohemianie Dublin (mistrzostwo i puchar) czy ukraińskim Metałurhu Zaporoże. W Stomilu zagrał w 17 meczach I ligi, w których strzelił 5 bramek. Litwin nie był zbytnio lubiany w olsztyńskim zespole ze względu na swoje aroganckie zachowanie. Kalonas to urodzony rozgrywający, ale z czasem trener Kaczmarek zaczął go ustawiać na środku ataku, co nie pozwalało reprezentantowi Litwy błyszczeć jak wcześniej. Po pół roku obrażania się na nieudolnych partnerów z boiska Kalonas miał spróbować sił w Polonii Warszawa, jednak nie doszło do tego transferu. Odnalazł się wiosną w Revanie Baku. W Azerbejdżanie spędził półtora roku, co rundę zmieniając klub. Następnie podpisał dwuletni kontrakt z Hapoelem Hajfa, ale po pół roku przeniósł się do łotewskiego Skonto Ryga. Później ponownie zakotwiczył w Azerbejdżanie, wrócił do Izraela, wrócił na Litwę, przeszedł do Estonii i ostatecznie wylądował w cypryjskim Digenísie Voróklinis. Mindaugas Kalonas w reprezentacji Litwy zagrał dotychczas 49 razy i strzelił trzy bramki.

Sezon 2013/14 Stomil Olsztyn rozpoczął z jednym zagranicznym zawodnikiem, a był nim pierwszy Japończyk w biało-niebieskich barwach Yasuhiro Katō. Swoją piłkarską przygodę ten boczny pomocnik rozpoczynał w ojczyźnie, ale już w 2010 grał w Tajlandii, by następnie przenieść się do łotewskiego FB Gulbene 2005. Dobre występy zaowocowały przenosinami do FK Ventspils, z którym zdobył mistrzostwo oraz wygrał puchar, jednak jego wkład w sukcesy tego klubu nie był zbyt wielki, bowiem zagrał jedynie w 5 ligowych meczach. Później była roczna przygoda w ukraińskiej Howerle Użhorod, z której Katō odszedł w styczniu 2013 roku i przez 9 miesięcy pozostawał bez klubu. Zresztą we wrześniu Stomil po prawie 10-dniowych testach zrezygnował z jego usług oraz innego Japończyka Hideakiego Takedy. Ostatecznie po kolejnych dwóch tygodniach Katō podpisał kontrakt z Dumą Warmii na jeden sezon z możliwością przedłużenia o kolejny. Ostatecznie przez dwa lata w Olsztynie Japończyk rozegrał w barwach Stomilu jedynie 23 mecze, w których zdobył 2 gole, nie mogąc przebić się do pierwszego składu. W drugim sezonie pobytu w naszym mieście zagrał w pierwszym zespole jedynie przez 35 minut. W lutym 2015 r. jeszcze jako piłkarz Stomilu próbował szczęścia na testach w Olimpii Elbląg, ale drugoligowiec nie zdecydował się na jego pozyskanie. Po odejściu latem z Olsztyna próbował zaczepić się w rezerwach Pogoni Szczecin, ale ostatecznie przeszedł do drugoligowej słoweńskiej NK Dravy Ptuj. Tam znowu nie zagrzał miejsca, a licznik jego meczów stanął na 8. Później pół roku przerwy, angaż w III-ligowym Motorze Lublin i ponownie problemy z regularną grą: 4 mecze, 1 gol i zaledwie 138 minut na boisku W pierwszej połowie 2017 r. Katō grał w rodzimym Rajilu FC Higashimikawa.

W sezonie 2014/15 prezesem został Robert Kiłdanowicz, a trenerem Mirosław Jabłoński. Ten duet może pochwalić się ściąganiem obcokrajowców na potęgę. I nawet nie ma sensu wspominać o Marko Rajiciu, Serbie, który piłkarzem Stomilu był tylko 10 dni w trakcie trwania obozu przygotowawczego. Tak więc jesienią biało-niebieskie koszulki przywdziewali Ukraińcy: Witalij Berezowśkyj, Roman Maczułenko, Wołodymyr Kowal, Ihor Skoba i pochodzący z Gruzji Irakli Meschia; a także Japończyk Naoya Shibamura, który dołączył do swojego rodaka.

Jako pierwszy zadebiutował w olsztyńskiej drużynie Irakli Meschia. Ten urodzony w gruzińskim Gali pomocnik swoją karierę rozpoczynał w juniorach Łokomotiwu Moskwa, a następnie przeniósł się do stolicy Ukrainy, przez trzy i pół roku reprezentując Obołoń Kijów. Wiosną sezonu 2012/13 występował jeszcze w rezerwach Metalista Charków, by przenieść się do gruzińskiego FC Zestafoni. Tuż przed przyjściem do Stomilu reprezentował IV-ligowe Karkonosze Jelenia Góra, w barwach których wystąpił pięć razy, strzelając jednego gola. Regularne występy były największą zmorą Meschii, który miał problem, by zaliczać kilkanaście ligowych występów w sezonie. Ten dysponujący nienaganną techniką pomocnik także w Stomilu nie pograł zbyt wiele. W pierwszym sezonie zagrał tylko 8 razy i strzelił dwa gole, lecz z gry wyłączyła go kontuzja stawu kolanowego na aż 25 kolejek. W drugim sezonie zagrał co prawda w 15 ligowych meczach, jednak wszystkie rozegrał jesienią. W lutym pojechał na testy w Kajzarze Kyzyłorda, spadkowiczu z najwyższej ligi Kazachstanu; próbował także szczęścia w ukraińskim Olimpiku Donieck, ale w obu tych klubach nie zdecydowali się na jego pozyskanie. Treningi ze Stomilem Meschia wznowił pod koniec kwietnia, a w lipcu został zawodnikiem Chojniczanki Chojnice. Tam szału nie zrobił i wystąpił w zaledwie 12 meczach (do tego 1 bramka) w większości jako zawodnik wchodzący z ławki. Sezon 2017/18 rozpoczął jako zawodnik II-ligowej Wisły Puławy, ale zdaje się, że i tam postawią na nim krzyżyk, bowiem jego statystyki nie są imponujące – 7 meczów, 1 gol, 1 żółta i 1 czerwona kartka.

W Olsztynie pojawił się również 30-letni środkowy obrońca Witalij Berezowśkyj. Pierwszym klubem Ukraińca, który posiada także mołdawskie obywatelstwo, był Czornomoreć Odessa. Następnie tułał się po ukraińskich klubach, a w 2003 r. w barwach Sheriffa Tiraspol zdobył mistrzostwo Mołdawii, chociaż w pierwszej drużynie zagrał tylko w jednym spotkaniu, ponieważ regularnie występował w rezerwach. W kolejnym sezonie nie podbił tamtejszej ligi także w barwach FC Tiraspol i wrócił do ojczyzny, gdzie zaczął regularnie grać w Rosi Biała Cerkiew czy IhroSerwisie Symferopol. Trzy i pół roku spędzone na Białorusi w Dinamie Brześć i Naftanie Nowopołock zaowocował zdobyciem krajowego pucharu dla tych drugich. Po zaliczeniu klubów ukraińskich, mołdawskich, łotewskich (w międzyczasie krótki pobyt w FK Ventspils) i białoruskich Berezowśkyj reprezentował kazachski Kajzar Kyzyłorda, a tuż przed przyjściem do Stomilu Zirkę Kirowohrad. Przez rok w Olsztynie zagrał w 27 ligowych meczach, zdobywając 1 gola przeciwko Dolcanowi Ząbki. Po sezonie przeniósł się do Sandecji Nowy Sącz, w której zagrał 13 razy, ale aż dwukrotnie przedwcześnie sędziowie odsyłali go do szatni za dwie żółte kartki. Po Sandecji nie został zatrudniony w żadnym klubie.

Smutno skończyła się piłkarska przygoda Romana Maczułenki w Stomilu Olsztyn, właściwie można powiedzieć, że właśnie u nas skończyło się granie ukraińskiego skrzydłowego w piłkę. W ojczyźnie reprezentował barwy takich klubów jak: CSKA Kijów, Weres Równe, FK Lwów, PFK Sewastopol i Desna Czernihów. W sezonie poprzedzającym przyjście do Olsztyna zagrał w 26 meczach i nie strzelił żadnej bramki, co – patrząc na jego karierę – i tak jest dość pozytywnym wynikiem, gdyż przedtem nie grał regularnie. W Stomilu był podstawowym zawodnikiem, chociaż rozkręcił się dopiero wiosną. Niestety w 33. kolejce w Płocku już w 8. minucie zerwał więzadła krzyżowe oraz uszkodził łękotkę. Przerwa w grze miała potrwać pół roku, jednak trwa do dziś i to się niestety nie zmieni. Dzięki dobrej postawie łączono go z ekstraklasowymi zespołami takimi jak np. Zagłębie Lubin. W lutym 2016 r. podpisał kontrakt z Zawiszą Bydgoszcz, jednak nie miał okazji zaprezentować się na boisku. Ostatnim zawodowym rokiem był więc ten dla Stomilu, dla którego zagrał 22 razy i strzelił 3 gole. Roman Maczułenko zdawał sobie sprawę z tego, że często dokuczały mu kontuzje; z przewlekłymi urazami zmagał się już od 2009 r., gdy reprezentował jeszcze FK Lwów.

Berezowśkyj i Maczułenko byli podstawowymi zawodnikami Stomilu, ale sprowadzenie Wołodymyra Kowala dało olsztyńskiej jedenastce najwięcej jakości. Wychowanek Dynama Kijów nie przebił się w swoim macierzystym klubie, a także nie wyróżniał się w pierwszej drużynie PFK Sewastopol, która rozpadła się ze względów politycznych. Do Olsztyna trafił jako 22-latek z problemami kondycyjnymi, które jednak nie przeszkadzały mu regularnie trafiać do siatki rywali. Niewiele brakowało, że w Stomilu w ogóle by nie zagrał, gdyż miał propozycje i z Metalista Charków, i z Karpat Lwów, jednak – jak sam powiedział w wywiadzie dla Dziennika Polskiego – przeszkodziła mu w tym kontuzja mięśnia dwugłowego. Pobyt w Stomilu był dla ukraińskiego napastnika najbardziej owocny w karierze – w 25 meczach Wołodymyr Kowal strzelił aż 12 bramek, co dało mu szósty wynik w lidze. Nie uszło to uwadze wysłannikom Termaliki Bruk-Bet Niecieczy, która postanowiła wzmocnić swój skład zawodnikiem Stomilu. Przez dwa sezony Kowal w Ekstraklasie uzbierał ledwie 16 występów. W drugim sezonie wszedł na boisko tylko 5-krotnie, ponieważ przegrywał rywalizację z rodakiem Artemem Putiwcewem i Bośniakiem Vlastimirem Jovanoviciem, bo to z nimi walczył o jedno z dwóch miejsc dla piłkarza bez paszportu Unii Europejskiej. Pod koniec czerwca Wołodymyr Kowal podpisał roczny kontrakt z Olimpią Grudziądz i teraz – tak jak Stomil – będzie walczył o utrzymanie w I lidze. Jesienią zagrał w 14 meczach, w których strzelił 3 bramki.

Oprócz Ukraińców w Olsztynie zameldował się także Naoya Shibamura. Oprócz występów w japońskich klubach obrońca z fryzurą samuraja grał dwa sezony w singapurskim Albireksie Niigata, jeden w łotewskim FK Ventspils, z którym zdobył mistrzostwo i puchar, rundę w uzbekistańskim Paxtakorze Toshkent (jeden mecz i mistrzostwo kraju) oraz półtora roku w FK Buxoro. W Stomilu Olsztyn wystąpił tylko w dwóch meczach I ligi, ale żadnego nie dograł do końca. Po sezonie olsztyńscy działacze rozwiązali z Japończykiem dwuletni kontrakt. Dopiero w 2016 r. na jego usługi zdecydował się Ventforet Kofu. Wcześniej Shibamura trenował z drugoligowym Kyoto Sanga, ale nie podpisał tam kontraktu.

Pod koniec rundy jesiennej, a dokładnie 31 października, Stomil Olsztyn podpisał kontrakt z – eufemistycznie pisząc – lekko zapuszczonym rozgrywającym Ihorem Skobą. 32-letni wówczas pomocnik po raz pierwszy wyjechał grać w piłkę za granicę. Wychowanek Dynama Kijów reprezentował także inne ukraińskie kluby: Zakarpattię Użhorod, Obołoń Kijów, Arsenał Kijów, CSKA Kijów, Ilicziweć Mariupol, Zorię Ługańsk, Wołyń Łuck oraz PFK Sewastopol. Do Olsztyna Skoba trafił z Wołynia, w którym w sezonie 2013/14 rozegrał 25 meczów ligowych. W Dumie Warmii zagrał 12 razy i strzelił 3 gole. Po odejściu ze Stomilu powrócił do trzecioligowego Arsenału Kijów, dla którego zagrał 14 spotkań i zdobył 5 goli.

Wprowadzenie limitów dla graczy spoza Unii Europejskiej spowodowało odejście dotychczasowych obcokrajowców. W kadrze na kolejny sezon pozostał tylko Meschia, do którego dołączył Tsubasa Nishi, który pokazał się z dobrej strony w barwach spadającego z I ligi Widzewa Łódź. Pierwszym klubem Japończyka w Polsce była w sezonie 2012/13 III-ligowa Gwardia Koszalin. Po roku ofensywny pomocnik zmienił Koszalin na występujące na tym samym poziomie rozgrywkowym rezerwy Lechii Gdańsk. Tuż przed przyjściem do Olsztyna Nishi grał pierwsze skrzypce w szorującym o dno I ligi Widzewie. Początkowo w Stomilu Nishi był tylko zmiennikiem Meschii, ale w swoim drugim sezonie wyrósł nie tylko na podstawowego zawodnika swojej drużyny, ale i czołowego pomocnika całej ligi. Przez dwa lata w koszulce w biało-niebieskie pasy Tsubasa zagrał w I lidze 59 razy i strzelił 9 goli. Olsztyn zamienił na stolicę, gdzie obecnie występuje w III-ligowych rezerwach Legii Warszawa (wiosną 17 meczów i 2 gole). 27-letni Japończyk planuje przebić się do pierwszej drużyny. Na razie bezskutecznie.

Zimą 2017 roku do Stomilu dołączył parodysta ze zniszczonymi kolanami David Moli. Anglik CV może i miał imponujące, o ile nie spojrzy się na statystykę meczów i bramek. Luton Town, Liverpool FC, Wolverhampton Wanderers FC, Stoke City FC… wygląda całkiem nieźle. Ale już jakieś Boreham Wood FC, Dunstable Town FC czy malediwski New Radiant SC albo francuski SAS Epinal nie budzą zachwytu. Tak jak Nuneaton Town FC, z którego Moli przyleciał do Stomilu. 12 meczów i 0 goli – taki bilans w szóstej lidze angielskiej w przypadku napastnika mógł tylko budzić politowanie. Adam Łopatko był jednak usatysfakcjonowany umiejętnościami nowego nabytku, który w Olsztynie stawił się z niezaleczoną kontuzją. Po upływie dwóch miesięcy Stomil zdecydował się na rozwiązanie kontraktu z Molim, który zaraz został zawodnikiem Welling United FC z szóstej ligi. Jesienią był zawodnikiem Rushall Olympic FC z siódmej ligi angielskiej.

Obecnie w Stomilu Olsztyn grają: Marcel Ziemann, Milen Gamakow, Dani Ramirez i Wołodymyr Tanczyk.

Historia pokazała, że najczęściej do Olsztyna trafiali zawodnicy, którzy nie spełniali pokładanych w nich oczekiwań. Jeśli od czasu do czasu trafiła się jakaś perełka, to szybko opuszczała prawie zawsze ubogi Stomil, szukając szczęścia i pieniędzy w innych klubach. Niemniej nawet jeśli błyszczeli w Olsztynie, często były to najlepsze lata ich kariery. Później wielu z nich nie potrafiło wzbić się na podobny poziom.

Kot

Mecze/gole w barwach Stomilu i OKS 1945:

Andrej Siniczyn 61/3

Tsubasa Nishi 59/9

Marcel Ziemann 49/2

Tomas Ramelis 39/8

Aidas Preikšaitis 39/5

Abel Salami 33/3

Uładzimir Pawliuczik 31/0

Witalij Berezowśkyj 27/1

Wołodymyr Kowal 25/12

Irakli Meschia 23/4

Yasuhiro Katō 23/2

Roman Maczułenko 22/3

Eduardo da Conceição Maciel 18/4

Mindaugas Kalonas 17/5

Mohamed Akhaly Soumah 14/0

Ihor Skoba 12/3

Wołodymyr Tanczyk 12/2

Kiriłł Rybakow 12/1

Milen Gamakow 11/1

Andrėjus Tereškinas 11/1

Jānis Intenbergs 10/3

Dani Ramirez 10/1

Austin Hamlet 9/1

Kelechi Zeal Iheanacho 9/1

Dragan Ilić 8/0

Andrij Hryszczenko 7/1

Alieksandr Artiomow 7/0

Eddy Lord Dombraye 7/0

Ángel Segarra Melitón 5/0

Uładzimir Klimowicz 3/0

Nuruddeen Lawal 3/0

Naoya Shibamura 2/0

Jean Black Ngody 1/0

Stepan Hakobjan 0/0

David Moli 0/0

Tagi: Stomil Olsztyn, Stomil Olsztyn, MOKS Stomil Olsztyn, Kiriłł Rybakow, Andrej Siniczyn, Alkhaly Soumah, Andrėjus Tereškinas, Andrij Hryszczenko, Nuruddeen Lawal, Tomas Ramelis, Aidas Preikšaitis, Uładzimir Klimowicz, Austin Hamlet, Abel Salami, Jean Black Ngody, Eddy Lord Dombraye, Kelechi Zeal Iheanacho, Dragan Ilić, Eduardo, Stepan Hakobjan, Mindaugas Kalonas, Witalij Berezowśkyj, Roman Maczułenko, Ihor Skoba, Wołodymyr Kowal, Irakli Meschia, Naoya Shibamura, Yasuhiro Katō, Tsubasa Nishi, Marcel Ziemann, David Moli


Komentarze

Artykuł nie został jeszcze skomentowany - możesz być pierwszą osobą!

Dodaj swój komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz. Zaloguj się tutaj.


Zostań fanem

...i bądź na bieżąco!