Artykuł

Paweł Głowacki, fot. Emil Marecki

Paweł Głowacki, fot. Emil Marecki

Paweł Głowacki przepytany od A do Z

08.05.15 19:00   lys   1  

Po tygodniowej przerwie, spowodowanej wizytą piłkarzy w ratuszu, wracamy z kolejnym wywiadem z cyklu „Alfabet Stomilu”. Tym razem przepytaliśmy wicekapitana i zarazem jednego z najbardziej doświadczonych zawodników Stomilu, Pawła Głowackiego. Zapraszamy do lektury!

Ala. Od kilku lat jesteś ojcem, córeczka to Twoje "oczko w głowie"?
- Na pewno, od kiedy Ala pojawiła się na świecie moje życie zmieniło się diametralnie. Ala ma dziś 2,5 roku, od stycznia chodzi do przedszkola. Córka jest naszym oczkiem w głowie, bardzo się cieszymy, że się pojawiła na świecie i mam nadzieje, że w niedalekiej przyszłości przybędzie jej rodzeństwo. 

Bracia. Masz dwóch braci: starszego Bartka i młodszego Piotrka. Jak wspominasz dzieciństwo?
- Było zawsze bardzo wesoło chociaż różnica wiekowa pomiędzy nami jest dosyć spora, między mną, a Bartkiem jest sześć lat różnicy i ja jestem starszy od Piotrka o osiem lat. Zawsze sport towarzyszył naszej rodzinie. Tata jest po AWF-ie w Gdańsku i Warszawie, także piłka nożna też gdzieś się przewijała w naszym życiu. Tak jak powiedziałem w domu zawsze było bardzo wesoło i po zajęciach szkolnych nie mogliśmy narzekać na nudę. Fajnie się stało, że z Piotrkiem gramy w jednej drużynie. Trzeba przyznać, że rzadko występujemy razem na boisku, ale zawsze jest nam raźniej. Można powiedzieć, że spełniło się marzenie Piotrka, bo kiedyś mi powiedział, że zawsze marzył o tym żeby wystąpić ze mną w pierwszym składzie Stomilu. 

Chrzest. Wiemy, że zajmujesz się organizacją chrztu nowych zawodników w drużynie. Jak zaczęła się ta tradycja i skąd czerpiesz kolejne pomysły na żarty z nowych piłkarzy?
- Można powiedzieć, że sam się mianowałem do takiej roli. Jestem jednym z bardziej doświadczonych zawodników i pomysły czerpię z różnych chrztów, które w przeszłości ja sam przechodziłem, bądź byłem ich świadkiem. Na pewno jest to fajna sprawa, fajnie jest się razem pośmiać i zwykle taki chrzest odbywa się na obozie. Akurat w tym okresie przygotowawczym nie wyjechaliśmy na żaden obóz i tego chrztu też nie było. Troszkę szkoda bo byłaby to fajna okazja żeby wspólnie spędzić trochę czasu i lepiej się poznać.

Doświadczenie. Grając z Tobą w jednej drużynie sam często korzystałem z Twoich rad, pomaganie i doradzanie młodym zawodnikom daję Ci dodatkową satysfakcję na tym etapie kariery?
- Zgadza się, ja też kiedyś byłem młody i również dostawałem takie rady od starszych zawodników i na pewno do takich rad od bardziej doświadczonego kolegi z boiska inaczej się podchodzi niż do rad choćby od trenera. Jeżeli komuś udało się pograć na wyższym poziomie, widział dużo rzeczy to takie doświadczenie przekazane młodemu zawodnikowi może mu bardzo pomóc. Zawsze jestem otwarty na pomoc młodym zawodnikom, którzy mają jakieś pytania i zawsze dzielę się swoim doświadczeniem. 

Ekstraklasa. 37 meczów i 1 bramka jesteś zadowolony z tego dorobku w Ekstraklasie, czy uważasz, że stać Cię było na więcej?
- W Polonii Warszawa rozegrałem 25 meczów, w Górniku Łęczna 12 i pewnie byłoby ich więcej gdyby nie afera korupcyjna. Mimo, że utrzymaliśmy się sportowo w Ekstraklasie to za korupcję zdegradowano Górnik Łęczna o dwie klasy. Była to kara za nieczyste zagrania pewnych osób wiele lat przed moim przyjściem do Łęcznej, więc wyjątkowo ciężko było się z tym pogodzić. Potraktowano nas zdecydowanie najgorzej ze wszystkich drużyn, które maczały w tym palce. Osobiście naprawdę fajnie czułem się w Łęcznej. Był i nadal jest to bardzo stabilny klub, co prawda może miasto nie za duże, ale niedaleko Lublina także również przy jakimś większym ośrodku. Gdyby nie ta afera tych występów na pewno byłoby więcej, ale jest tyle ile jest i nie zastanawiam się co by było gdyby. Mam nadzieję, że jeszcze dane mi będzie zagrać w Ekstraklasie, oby ze Stomilem. 

Futbol. Po zakończeniu kariery planujesz pozostać przy piłce nożnej czy masz jakiś inny pomysł na siebie?
- Chciałbym zostać przy piłce. Robię papiery trenerskie, mam skończony AWF i na jesieni zamierzam pójść na kurs trenerski UEFA A. Przez wiele lat kariery żyłem jednak na odległość ze swoją żoną i powiedziała mi, że nie wyobraża sobie, żebym trenował jakąś drużynę po raz kolejny w innym mieście i takie życie jak teraz odpowiada jej zdecydowanie bardziej, dlatego też raczej chciałbym pójść w kierunku pracy z młodzieżą. Wydaje mi się, że mam do tego cierpliwość, ale zobaczymy też co przyniesie przyszłość. 

Górnik Łęczna. Spędziłeś w tym klubie parę ładnych lat. Jak wspominasz ten czas i co się stało, że w pewnym momencie zdecydowałeś się na powrót do Olsztyna?
- Bardzo miło wspominam ten czas, bo tak jak powiedziałem wcześniej jest i był to bardzo solidny klub. Zagrałem tam kilkanaście meczów w Ekstraklasie, po degradacji za afere korupcyjną awansowaliśmy na zaplecze Ekstraklasy i w Górniku spędziłem łącznie trzy lata. Jeśli chodzi o powrót do Olsztyna to wyszedł on bardzo przypadkowo. Trenerem w Górniku Łęczna został Tadeusz Łapa, który nie widział mnie w kadrze drużyny z Łęcznej i podziękowano mi za współpracę. W tym momencie pojawiła się opcja przejścia do Zawiszy Bydgoszcz, który grał wtedy w drugiej lidze zachodniej z bardzo dużymi aspiracjami na awans do pierwszej ligi i również wydawało się, że to stabilny i poukładany klub z fajną bazą treningową. Byłem już praktycznie z Zawiszą dogadany, pojechałem z tą drużyną nawet na obóz do Niechorza i pewnego dnia na obozie trener Mariusz Kuras wziął mnie na rozmowę i oświadczył, że pojawił się ktoś na moje miejsce, a konkretnie Jacek Kosmalski i Sergio Batata i wydaje się, że budżet mógłby nie wytrzymać opłacania tylu piłkarzy. Było wtedy już bardzo późno, do ligi zostało około 2-3 tygodnie i początkowo do Olsztyna miałem trafić tylko na pół roku, ale zostałem i jestem już piąty rok. Trzeba zaznaczyć, że w klubie przez ten czas zaszły jednak bardzo duże zmiany, awansowaliśmy do pierwszej ligi i przez parę lat klub był naprawdę stabilny, teraz troszkę się to pogmatwało, ale mam nadzieje, że wszystko wróci już niebawem do normy. 

Humor. Przez wiele lat bycia zawodowym piłkarzem przeżyłeś na pewno wiele humorystycznych sytuacji, jaka zapadła Ci w pamięci szczególnie?
- Szczególnie zapadła mi w pamięć sytuacja z Polonii Warszawa, kiedy byliśmy na obozie na Cyprze. Czekaliśmy przed posiłkiem w holu hotelowym i było tam jakieś drzewko, a w doniczce tego drzewa były takie okrągłe kamyczki. W pewnym momencie Wojtek Szymanek wziął parę tych kamyczków i zaczął udawać, że je orzeszki, a nie kamyki. Schodzący na posiłek po chwili Igor Gołaszewski zainteresował się i zaczął podpytywać Szymanka co tam ma do jedzenia i poprosił żeby ten dał mu spróbować. Igor ugryzł ten kamyk tak niefortunnie, że ułamał sobie połowę zęba czego świadkiem była cała drużyna (śmiech - red.). Takich numerów było jednak mnóstwo jednak ten zapamiętałem szczególnie. 

Interes. Ostatnio wysłałeś mi wiadomość promującą pasty kanapkowe Pastina. Powiedz coś więcej o tym przedsięwzięciu, to Twój własny interes, żony czy może wspólny?
- Żona jest bardzo aktywna na polu zawodowym, skończyła bardzo dobrą uczelnię, SGH w Warszawie i ma duże doświadczenie w pracy marketingowej, pracowała w dużych koncernach spożywczych, czyli w Unileverze i później w Nestle. Wróciła tutaj do Olsztyna i szukała pomysłu na siebie aż w końcu wspólnie ze swoją koleżanką z młodzieńczych lat postanowiły otworzyć coś własnego. Zauważyły, że takich past nie ma na rynku, same wymyśliły recepturę i są to pasty kanapkowe warzywne. Na razie stworzone zostały trzy receptury. Jedna jest z ciecierzycy łagodna, druga z ciecierzycy pikantna, a trzecia jest z zielonego groszku. Powiem szczerze, że bardzo fajny pomysł, są to pasty zrobione ze zdrowej żywności, nie przetworzonej i przede wszystkim jest to smaczne i zdrowe. Pasty te można już kupić w sklepach sieci Rast i mam nadzieje, że niedługo także w innych sklepach. 

Jerzy Masztaler. Był to trener, któremu zawdzięczasz najwięcej?
- Na pewno był to jeden z głównych trenerów, którym zawdzięczam najwięcej. Po rozpadzie Stomilu w 2003 roku Jerzy Masztaler był trenerem MKS-u Mława występującego na trzecim poziomie rozgrywkowym, pojawiłem się u niego na treningu wraz z Piotrkiem Klepczarkiem, ale pan Masztaler świętej pamięci zauważył we mnie jakiś większy potencjał i zaproponował mi testy w Polonii Warszawa. Dla mnie była to wielka sprawa, po rozegraniu prawie całego sezonu w drugiej lidze w Stomilu, taki skok do Ekstraklasy to naprawdę była spora zmiana dla mnie. Pojechałem na ten sprawdzian, wykorzystałem swoją szansę i zaproponowano mi kontrakt w Warszawie. Wiązało się to z przeprowadzką do stolicy w wieku 20 lat, także była to dla mnie super sprawa. Otoczka Ekstraklasy była zupełnie inna niż w drugiej lidze. Telewizja, kamery robiły, zwłaszcza dla młodego zawodnika, sporą różnicę. 

Krzysztof Bąk. Zawodnik Bytovii Bytów to Twój najlepszy kolega z boiska? Jak to było spotkać się po przeciwnej stronie barykady?
- Można powiedzieć, że Krzysiek to mój przyjaciel i właśnie z nim z boiska utrzymujemy najlepszy kontakt. Znamy się z Polonii Warszawa, trzymaliśmy się tam zawsze razem. Krzysiek miał być świadkiem na moim ślubie, ale akurat wypadł mu mecz z Wisłą Kraków i zaangażowany został świadek rezerwowy. Jestem również ojcem chrzestnym córeczki Krzyśka, także jesteśmy bardzo blisko ze sobą. Spędzamy często wspólnie wakacje, nasze żony i dzieci również przypadły sobie do gustu. Pierwszy mecz rozegraliśmy przeciwko sobie kiedy ja grałem w ŁKS-ie Łomża, a "Bączek" w Polonii Warszawa. Polonię objął wtedy Józef Wojciechowski i faworytem meczu jak i całej ligi była wtedy Polonia, jednak to my, beniaminek z Łomży wygraliśmy ten mecz 1:0. Ostatni mecz graliśmy przeciwko sobie natomiast w Bytowie, Stomil wygrał ten mecz 1:0, ja strzeliłem bramkę z karnego. Pamiętam, że przed karnym Krzysiek Bąk poszedł po piłkę i chciał mnie zdekoncentrować, także nawet nie spojrzałem mu w oczy, zabrałem piłkę i strzeliłem bramkę. Ogólnie jednak w trakcie meczu nie zwraca się uwagi na to czy w przeciwnej drużynie gra jakiś dobry znajomy czy nie. 

Lato. Na pewno powoli pojawiają się u Ciebie myśli o przyszłości, co planujesz podczas letniego okienka transferowego? Chciałbyś zostać w Stomilu?
- Wszystko zależy od tego jaka będzie tutaj w Olsztynie sytuacja. Wiążę swoją przyszłość na pewno z naszym miastem, chciałbym tu zostać i związać się z tym klubem jeszcze bardziej. Dużo spraw warunkuję od tego czy zawiąże się wyczekiwana spółka akcyjna. Wraz z rodziną super się czujemy w Olsztynie, to nasze rodzinne miasto i mam nadzieje ze wszystko dobrze się potoczy. Kontrakt wiąże mnie ze Stomilem do czerwca 2016 roku i chciałbym go wypełnić. 

Marzenia. Skakałeś już ze spadochronem, jakie więc będzie kolejne ekstremalne marzenie, które zamierzasz spełnić?
- Rzeczywiście, na 30 urodziny w formie prezentu dostałem od żony, rodziny i znajomych skok spadochronem. Akurat nadarzyła się okazja, żeby skoczyć razem z Piotrkiem Skibą, który dostał od znajomych taki sam prezent na wieczór kawalerski. Razem polecieliśmy na górę jednym samolotem, on skoczył pierwszy, ja tuż za nim i na pewno frajda była niesamowita. Skakaliśmy z czterech tysięcy metrów. Z podobnych rzeczy bardzo miło wspominam również nurkowanie podwodne z butlą w Egipcie. Jeśli chodzi o przyszłe wyzwania to myślałem o skoku na bungee, jak będę gdzieś na wczasach to może wtedy tego również spróbuję. Ogólnie jestem otwarty na takie sprawy, lubię adrenalinę. Na pewno takie rzeczy to fajne doświadczenie, fajne emocje i jak najbardziej polecam wszystkim. 

Najlepszy mecz. Który mecz był w karierze Pawła Głowackiego jak dotąd najlepszy?
- Przypominam sobie jeden mecz w barwach Górnika Łęczna, co prawda już po degradacji było to w trzeciej lidze, wygraliśmy ten mecz 6:1, a ja strzeliłem bramkę i zanotowałem dwie asysty. Mam gdzieś płytę z nagraniem z tego meczu, nie pamiętam jednak z kim wtedy graliśmy. Wielu takich spektakularnych meczów jednak nie rozegrałem bo w większości swojej przygody z piłką byłem odpowiedzialny za zadania defensywne, czy to jako boczny obrońca czy to jako defensywny pomocnik. Zwykle wykonuję taką "czarną robotę", której zwykle nie widać ale która dla zespołu jest bardzo cenna. Jeśli chodzi o mecze w Stomilu to miło wspominam spotkania w których udawało mi się strzelać bramki z rzutów wolnych. Szczególnie w pamięć zapadł mi mecz z Olimpią Elbląg wygrany 4:0, kiedy również strzeliłem ładną bramkę z rzutu wolnego. Jeden z lepszych moich meczów miał również miejsce w barwach Polonii Warszawa kiedy strzeliłem swoją jedyną jak dotąd bramkę w Ekstraklasie. Na tym meczu był mój Tata wraz z bratem Piotrkiem i coś Piotrek wspominał, że Tata uronił nawet jakąś łezkę po mojej bramce. 

Olsztyn. Jako jeden z najbardziej doświadczonych zawodników opowiedz nam jak w drużynie ocenia się działania władz miasta w kierunku założenia spółki akcyjnej?
- Spotykaliśmy się z prezydentem Grzymowiczem, jako rada drużyny i zapewniał nas, że jest za zawiązaniem spółki. Obecnie czekamy na nadzwyczajną radę miasta i tam radni muszą opowiedzieć się za tym czy chcą, aby ta spółka powstała. To, że zajmujemy tak wysokie miejsce w tabeli to jest na pewno fajna sprawa i pokazujemy chyba w tym sezonie, że ta piłka na poziomie co najmniej pierwszoligowym w Olsztynie być powinna i powinny się na to pieniądze znaleźć. Zainteresowanie piłką w naszym mieście jest naprawdę spore i mamy nadzieje, że to wszystko się dobrze potoczy, że ta spółka powstanie i znajdą się też sponsorzy, którzy wesprą ten klub.

Pozycja. Jest jakaś pozycja oprócz bramkarza na której nie grałeś podczas swojej kariery? Która pozycja Ci najbardziej odpowiada?
- Muszę przyznać, że oprócz bramkarza grałem chyba na każdej pozycji. Najbardziej odpowiednim miejscem na boisku jest dla mnie, moim zdaniem, środek pomocy. Na tej pozycji mam dużo zadań defensywnych, ale w ofensywie również dobrze się czuje. W przeszłości sporo czasu spędziłem na prawej pomocy, w Górniku Łęczna zostałem z kolei cofnięty na prawą obronę. W Stomilu najczęściej grywałem jednak jako środkowy pomocnik, ewentualnie jeśli były kontuzje to z konieczności występowałem tam gdzie była akurat potrzeba. Byłem troszkę rzucany po pozycjach, myślę, że z korzyścią dla mnie bo jestem dzięki temu o wiele bardziej uniwersalny, ale z drugiej strony przez to, że grałem na tylu pozycjach nie wyspecjalizowałem się w tej jednej. Zawsze jednak kierowałem się dobrem zespołu. 

Rzuty wolne. W poprzednim sezonie strzeliłeś kilka ładnych bramek ze stałych fragmentów gry. W tym sezonie częściej z rzutów wolnych uderza Wolodymir Kowal, co było powodem zmiany wykonawcy stałych fragmentów gry?
- Kowal ma dobre stałe fragmenty gry z dalszej odległości, ma soczyste uderzenie z prostego podbicia. Z bliższych odległości, jeżeli jestem na boisku, to ja staram się brać piłkę i uderzać. Kowal strzelił bardzo ładną bramkę w Nowym Sączu z wolnego, tyle że był to około 25-30 metrów od bramki. W jego przypadku do rzutów wolnych potrzeba dalszej odległości, żeby ta piłka zdążyła jeszcze spaść w światło bramki, natomiast ja mam lżejsze, bardziej techniczne uderzenie, ale bardziej precyzyjne, które można wykorzystywać przy bliższych odległościach. Trzeba przyznać, że miałem od kogo się uczyć tych rzutów wolnych. W Polonii byłem w drużynie z Darkiem Dźwigałą, który rzuty wolne miał opanowane do perfekcji. Na treningach na 10 strzałów oddanych przez niego 8 lądowało w siatce. Nie ukrywam, że podpatrywałem Darka i parę bramek z rzutów wolnych udało mi się już strzelić. 

Sport. Poza piłką nożną bardzo dobrze radzisz sobie również w innych dyscyplinach sportu m.in. w siatkówce czy bilardzie. Skąd u Ciebie takie wszechstronne uzdolnienie sportowe?
- Tak jak już mówiłem, u nas w domu sport był obecny od zawsze. Tata skończył AWF i był trenerem piłki ręcznej, starszy brat również skończył AWF, młodszy brat obecnie studiuje wychowanie fizyczne w Olsztynie w OSW i oczywiście ja również jestem magistrem wychowania fizycznego. Jest to ważne bo gdyby coś się wydarzyło to zawsze mogę uczyć w szkole. Wolałbym być trenerem, ale nie wiadomo jak się potoczą moje losy i teraz nauczyciele chyba nie mają już tak źle w szkołach. Jeśli chodzi o dyscypliny, to już od małego zawsze reprezentowałem swoją szkołę we wszystkich możliwych dyscyplinach. Przez sześć lat podstawówki trenowałem zresztą badminton. Dopiero od szóstej klasy szkoły podstawowej zacząłem trenować piłkę nożną. Pojechałem wtedy ze Stomilem na turniej piłki nożnej do Danii, strzeliłem na tym turnieju nawet jedną bramkę i jak wróciłem miałem spory dylemat co dalej robić. Starszy brat, Bartek, przekonał mnie wtedy, że piłka jest najbardziej popularnym sportem na świecie i lepiej jednak trenować piłkę. Wybrałem wtedy piłkę nożną i cieszę się, że tak postąpiłem. 

Trener. Niewiele osób wie, że byłeś przez pewien czas asystentem Michała Alancewicza w drużynie juniorów Stomilu. Jak wspominasz tamtą przygodę?
- Wspominam tą przygodę bardzo miło, mam nawet na koncie samodzielne prowadzenie zespołu juniorów w jednym meczu w Giżycku. Pamiętam, że wtedy Michałowi coś wypadło i musiałem sam pojechać. Miałem napisany skład wyjściowy, jednak co do zmian musiałem decydować sam. Do przerwy był wynik 0:0, postanowiłem od razu w przerwie zrobić zmiany i wygraliśmy ten mecz 4:0. Można powiedzieć, że mam 100 procent skuteczność jeśli chodzi o prowadzenie zespołu jako trener (śmiech - red.). Pamiętam również jeszcze jeden mecz, chociaż wtedy występowałem jako asystent. Pojechaliśmy na gorący teren do Elbląga i żeby wygrać ligę potrzebowaliśmy zwycięstwa większą ilością bramek niż 3. Do przerwy prowadziliśmy 2:0, jednak mecz skończył się nasza porażką 2:3. Pamiętam, że byłem asystentem drużyny juniorów od razu po swoim powrocie do Stomilu. Tak się umówiłem z ówczesnym kuratorem klubu Markiem Szterem, że oprócz normalnego trenowania będę także pomagał przy prowadzeniu drużyny młodzieżowej. Fajnie się w tym odnajdywałem i naprawdę bardzo miło wspominam treningi czy wyjazdy na mecze. Chciałbym kiedyś do tego wrócić. 

Upadek Stomilu. W ostatnim sezonie starego Stomilu byłeś w większości spotkań podstawowym piłkarzem. Spadek z ligi i zarazem koniec istnienia Stomilu bolał Cię, jako młodego wychowanka, ale coś już znaczącego w zespole, wyjątkowo?
- Na pewno bo był to mój pierwszy sezon rozegrany w pełni w drużynie seniorów. Wcześniej grywałem oczywiście w drużynie rezerw, w 4 lidze, jednak na poziomie zawodowym był to mój debiutancki rok. Do pierwszej drużyny trafiłem po pistrzostwach Polski Juniorów. Odpadliśmy wtedy po dwumeczu z Katowicami i na drugi dzień zadzwonił do mnie ówczesny drugi trener Stomilu Czesław Żukowski, żebym przyszedł na trening bo chcą mi się przyjrzeć w pierwszym zespole i tak już zostałem na cały sezon. Niestety po tym sezonie Stomil spadł i w zasadzie klub się rozwiązał. Dla mnie, wtedy młodego zawodnika związanego z tym klubem było to bardzo smutne doświadczenie i musiałem z Olsztyna wyjechać by dalej kontynuować przygodę z futbolem. 

Warszawa – Spędziłeś parę lat mieszkając w Warszawie. Jak wspominasz ten okres? Mocno zżyłeś się ze stolicą?
- Wyjechałem do tej stolicy w dość młodym wieku, pojechałem tak naprawdę na swoje. Samemu musiałem sobie wynająć mieszkanie i wszystkie sprawy musiałem sam sobie ogarnąć. Zawsze miałem jednak wsparcie w rodzicach i jak miałem problem, mogłem śmiało poprosić ich o radę. Muszę przyznać, że zżyłem się z Warszawą, podobało mi się życie w tym mieście. Stolica stwarza dużo możliwości, jest bardzo dużo fajnych miejsc, które można odwiedzić. Pamietam, że wtedy w Olsztynie były trzy kina i w każdym z nich był jeden bądź dwa te same filmy. Nic się nie działo w tamtym czasie w naszym mieście w porównaniu do Warszawy. W tamtym czasie w Polonii wszyscy zawodnicy "przyjezdni" mieszkali w jednym apartamentowcu i na pewno było to fajne bo spędzaliśmy dużo czasu razem poza treningami. Do tej pory miło wraca mi się do Warszawy, muszę jednak przyznać, że w Olsztynie żyje mi się lepiej. Natura, lasy, jeziora robią swoje i chyba każdy czuje się najlepiej w miejscu w którym się wychował. 

Zwycięstwo. Jak Paweł Głowacki świętuje zwykle zwycięstwo?
- Trzeba przyznać, że inaczej świętuje się zwycięstwo jak się mieszka samemu, a inaczej jak ma się żonę i dzieci. Grając m.in. w Łęcznej była z kolei taka sytuacja, że po meczu zwykle wsiadałem w auto i jechałem do Olsztyna lub do Warszawy, gdzie przebywała moja ówczesna dziewczyna, a dziś już żona. Starałem się poświęcać jej jak najwięcej czasu. Obecnie kiedy mam już rodzinę, raczej świętuje na spokojnie. Czasem zamówimy jakąś pizzę, czasem spotkamy się ze znajomymi, ale raczej bez żadnych fajerwerków. Wygrać mecz to świetne uczucie i jednej recepty na świętowanie nie mam. Robię to co mi przyjdzie w danej chwili na myśl, jednak zdecydowanie największą ilość czasu poświęcam rodzinie i to z nią głównie świętuję zwycięstwa.

Tagi: Stomil Olsztyn, Paweł Głowacki, Górnik Łęczna, Polonia Warszawa, Jerzy Masztaler, Krzysztof Bąk


Komentarze

  1. 08.05.15 21:07 Bunny

    Super!

Redakcja stomil.olsztyn.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie stomil.olsztyn.pl zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, wypowiedzi nie związane z tematem artykułu, "trolling", sformułowania obraźliwe w stosunku do innych czytelników serwisu, osób trzecich, klubów lub instytucji itp., a w skrajnych przypadkach do blokowania możliwości komentowania wiadomości przez poszczególnych użytkowników.

Dodaj swój komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz. Zaloguj się tutaj.


Zostań fanem

...i bądź na bieżąco!