Archiwum wywiadów
16.07.10 Zbigniew Kaczmarek
8.07.10 Daniel Iwanowski
25.06.10 Zbigniew Kaczmarek
24.06.10 Dariusz Maleszewski
7.06.10 Ireneusz Sobieski
4.01.10 Zbigniew Kieżun
30.12.09 Filipek: Będę tęsknił za klimatem...
22.12.09 Marek Szter
18.12.09 Andrzej Królikowski
4.10.09 Łukasz Gomoła
4.09.09 Mieczysław Angielczyk
4.09.09 Grzegorz Koprucki
3.06.09 Paweł Alancewicz
27.04.09 Grzegorz Koprucki
24.03.09 Grzegorz Lech
5.03.09 Zbigniew Małkowski
10.02.09 Zbigniew Małkowski
30.01.09 Przed wyborami: Krzysztof Kacprzycki
27.01.09 Grzegorz Koprucki
20.01.09 Przed wyborami: Bogusław Rogalski
20.01.09 Przed wyborami: Piotr Grzymowicz
24.11.08 Grzegorz Koprucki
17.11.08 Łukasz Gomoła
24.12.07 Sylwester Wyłupski
23.11.07 Tomasz Zakierski
7.11.07 Andrzej Dawidziuk
3.10.07 Andrzej Nakielski
4.07.07 Tomasz Zakierski
28.06.07 Marian Świniarski
4.06.07 Andrzej Nakielski
28.02.07 Paweł Podhorodecki
27.02.07 Marian Świniarski
20.09.06 Rafał Szwed
25.07.06 Andrzej Nakielski
16.04.06 Robert Kiłdanowicz
3.01.06 Tomasz Zahorski
9.12.05 Tomasz Zahorski
7.09.05 Andrzej Nakielski
31.08.05 Daniel Dyluś
26.03.05 Jacek Gabrusewicz
27.01.05 Wiktor Karman
6.01.05 Alojzy Jarguz
7.08.04 Andrzej Biedrzycki
22.07.04 Artur Lewandowski
14.03.04 Andrzej Nakielski
26.02.04 Jarosław Talik
26.03.02 Tomasz Lenart
19.03.02 Adam Zejer
Wywiad
Olsztyn - 05 marzec 2009r.
Zbigniew Małkowski
— Kiedy jesienią ubiegłego roku rozwiązywał pan kontrakt ze szkockim Hibernianem Edynburg i decydował się na powrót do Polski, to raczej nie z myślą o kontynuowaniu kariery w drugoligowym klubie w Olsztynie?
— Zgadza się, liczyłem na to, że zakotwiczę w wyższej lidze. Życie pisze jednak przeróżne scenariusze i jestem jednak w domu, w OKS 1945.
— Zgadza się, liczyłem na to, że zakotwiczę w wyższej lidze. Życie pisze jednak przeróżne scenariusze i jestem jednak w domu, w OKS 1945.
— W pewnym momencie wyglądało na to, że wyląduje pan w Wiśle Kraków. Tymczasem okazuje się, że Wisła dała panu, w pewnym sensie, pocałunek śmierci.
— Wisła długo szukała bramkarza i długo głośno o tym mówiła. Gdyby przyjąć wersję z „pocałunkiem śmierci", to takich pocałunków wiślacy rozdali od jesieni mnóstwo, testując kilkunastu bramkarzy. Trudno mi po wiedzieć, co w krakowskiej trawie piszczy. Może szefowie klubu chcieli wywrzeć presję na Mariusza Pawełka? A może, co pokazuje transfer Clebera do Tereka Groźnego czy podpisanie przez Wisłę umowy z młodym bramkarzem z Olsztyna (18-letni Filip Kurto — red.), krakowski klub trochę zmienia taktykę? Niespecjalnie mnie to już interesuje.
— A inne kluby z ekstraklasy? Były jakieś oferty?
— Luźnego gadania było mnóstwo, konkretów brakowało. Gdy tak patrzę teraz na to chłodnym okiem, to dochodzę do wniosku, że w tym okienku odbywały się bardziej gry taktyczne niż prawdziwe ruchy transferowe. Popatrzmy zresztą na fakty, a te są takie, że praktycznie żaden klub nie pozyskał bramkarza. A przecież mówiło się o tym, że zawodników na tę pozycję chce Śląsk Wrocław, GKS Bełchatów, LKS Łódź, Wisła...
— A w I lidze grać pan nie chciał...
— Oferty były, ale... bez przesady. Nie samą piłką człowiek żyje. Jest też rodzina, są inne wartości w życiu człowieka. Wychowujemy z Agnieszką dwójkę małych dzieci, które potrzebują opieki. Kilkumiesięczny Sebastianek, wcześniak, miał ostatnio zapalenie płuc, przeleżał dwa tygodnie w szpitalu, a ja mogłem z nim być. Wyszło na to, że decydując się na grę w domu zrobiłem dobry krok w życiu.
— Wraca pan do Olsztyna po ośmiu latach zagranicznych wojaży. Jakie to były czasy?
— To było osiem lat nauki. Wielkiej. W kwestiach mentalności, języków, przeróżnych stylów gry, metod treningowych... Przywiozłem wielki kapitał.
— Jakieś przykłady?
— W Holandii istnieje przekonanie, zresztą absolutnie słuszne, że jak ty grasz piłką, to przeciwnik za nią biega. Z kolei w Szkocji mówią, że jak nie za bardzo umiesz grać w piłkę, to przynajmniej musisz umieć za nią biegać. Różnice między tymi ligami jeszcze kilka lat temu były spore, teraz są już o wiele mniejsze.
— Z jakimi najsłodszymi wspomnieniami wraca pan do kraju?
— Na pewno ogromną satysfakcję przyniosły mi dwa awanse do ekstraklasy: w Holandii z Excelsiorem Rotterdam i w Szkocji z FC Gretna. A osobiste? W Excelsiorze byłem kapitanem zespołu, w Szkocji grałem kilka wspaniałych meczów. Wygraliśmy na przykład z Hibernianem, po 10 latach przerwy, na Ibrox Park w Glasgow z Rangersami. Gdzieś tak do 70. min było 0:0, potem z ławki wszedł reprezentant Irlandii Północnej Ivan Sproule, strzelił hat-tricka i wygraliśmy 3:0. W szatni się śmiał, że „Zibi" załatwił remis, a o resztę on musiał zadbać. Najlepszy mecz w życiu zagrałem z kolei na Celtic Park w maju 2006 roku, kiedy Celtic na wypełnionym po brzegi 60-tysięcznym stadionie świętował mistrzostwo Szkocji. Broniłem dosłownie wszystko, ale raz sposób na mnie znalazł „Żuraw" (Maciej Żurawski — red.), strzelił głową i zremisowaliśmy 1:1.
— Skoro o napastnikach mowa, to zdarzyło się panu grać pewnie w niezłym towarzystwie.
— Jon Dahl Tomasson, Dirk Kuyt, Robin van Persie czy Pierre van Hooijdonk — z nimi zetknąłem się w Feyenoordzie. Jest też cała grupa ludzi przeciwko którym grałem: John Hartson, Zlatan Ibrahimovic, Klaas-Jan Huntelaar, Wesley Sneijder, Rafael van der Vaart, Ruud van Nistelrooy... Troszkę się ich uzbierało (śmiech).
— Można mieć chyba pewność, że nogi się panu nie będą trzęsły na widok napastników Il-ligowego Startu Otwock?
— Przepraszam chłopaków z Otwocka, ale na pewno nie (śmiech).
— Ma pan jakiś osobisty cel na rundę wiosenną? Coś w stylu: ile maksymalnie mogę wpuścić goli?
— Najważniejsze, żebyśmy wygrywali. Pewnie, fajnie by było, żebym grał każdy mecz z zerowym kontem strat, ale jak będziemy każdy mecz remisować 0:0, to na koniec sezonu szczęśliwi nie będziemy. Prawda?
— Co oznacza szczęście na koniec sezonu?
— Jestem ambitnym człowiekiem i mnie interesuje awans do 1 ligi. Prezes Grzegorz Koprucki wysyła zresztą podobne sygnały, bo o tym świadczą transfery, jakich klub dokonał zimą. Pewnie pojawi się presja, bo to jest oczywiste. Ale gdzie jej nie ma? Jest w każdym zawodzie, to jest nieodłączny towarzysz naszego życia. Sprawa jest prosta: mamy wiosną do rozegrania 15 meczów, jak 15 razy wygramy, to awansujemy.
— Jaki jest teraz w Olsztynie zespół?
— Był perspektywiczny, a teraz jest trochę bardziej doświadczony. Kiedy jesienią zacząłem trenować z OKS 1945, najstarszym piłkarzem był Grzesiek Lech, który miał 25 lat. Teraz my z Marcinem Winclem i Krzyśkiem Kowalczykiem trochę tę średnią podnieśliśmy, ale już Piotrek Kulpaka, Piotrek Ruszkul czy Piotrek Głowacki zadbali o to, żebyśmy nie byli drużyną dziadków. Piękne jest to, że klub ściągnął chłopaków z regionu. Takich, którzy stąd wyszli i którzy będą się bardzo przejmować tym, co robią. Bo są stąd. Nie odstawią nogi w ważnym momencie, będą z klubem na dobre i złe. I to jest bardzo ważne.
Z piłkarzem rozmawiał Zbigniew Szymula
Źródło: Gazeta Olsztyńska