Artykuł

Andrzej Biedrzycki, fot. archiwum rodzinne Andrzeja Biedrzyckiego

Andrzej Biedrzycki, fot. archiwum rodzinne Andrzeja Biedrzyckiego

Wspomnienia o Andrzeju Biedrzyckim

25.04.17 21:30   em, kyn   3  

Prezentujemy wspomnienia o Andrzeju Biedrzyckim byłych piłkarzy Stomilu Olsztyn oraz podopiecznych trenera.

Grzegorz Żytkiewicz: - Był moim idolem za dzieciaka jak podawałem piłki na Stomilu, wzorem pracowitości i waleczności. Zawsze chciałem być taki jak on jako piłkarz. Później został moim trenerem i okazał się jeszcze wartościowszym człowiekiem. Zawsze mogłem na niego liczyć. Gdy trzeba było załatwić jakąś głupotę w klubie, ale i w sprawach poważnych. Był dla nas zawodników jak ojciec. Rodzina była dla niego wartością, dlatego cieszę się, że widział synów grających w Stomilu. "Biedrza" był z innego materiału, jakiego już nie produkują, dlatego tak wielka to strata. Bardzo dużo się od niego nauczyłem i bardzo wiele mu zawdzięczam. Nie mogę przestać płakać jak to piszę... dziękuję za wszystko Trenerze! Spoczywaj w Bogu.

Rafał Gikiewicz: - Byliśmy sąsiadami. Od zawsze jak pamiętam graliśmy w piłkę na osiedlu i co jakiś czas wychodził słynny "Biedrza". Przepychał nas mimo, że byliśmy dziećmi i chciał wygrać. Właśnie taki był. Zawzięty i miał sportowy charakter. Potem jak urosłem, to jak grałem na tym samym boisku między blokami z jego synami Igorem i Wiktorem. Żył ciągle w biegu, ale podporządkował swoje życie dla rodziny i synów, w których myślę, że widział siebie. Jak przylatywałem na święta, to zawsze chciał grać w hali przy Głowackiego w siatkonogę. Zawsze zawzięty i zawsze chciał wygrać. I za to go bardzo szanowałem. Miał Stomil we krwi. Charakterem i sercem doszedł do miana legendy. 

Andrzej Nakielski: - Będę pamiętał Andrzeja jako aktywnego społecznika. Gdzie, coś się działo w pozytywnym tego słowa znaczeniu, to zawsze tam był. Jak za czasów Bobo Kaczmarka, było trzeba podlewać trawę, to "Biedrza" był pierwszy. Mieliśmy cały czas ze sobą kontakt, mimo, że pracowaliśmy w innych klubach. To był dobry człowiek, pełen życia. 

Arkadiusz Klimek: - Jestem w wielkim szoku i nie mogę się z tym pogodzić. Odszedł gość, który na boisku i poza boiskiem serce oddawał dla innych. O co człowiek nie poprosił, to on zawsze był gotowy pomóc. Zbyt szybko odchodzą tacy ludzie. Tak na gorąco, to ja nie wiem, co powiedzieć, bo do mnie to jeszcze nie dotarło, że Andrzeja nie ma wśród nas. 

Janusz Bucholc: Zapamiętam Andrzeja jako skromnego, wspaniałego człowieka, który nigdy nie odmawiał pomocy. Oczywista legenda, wzór z dzieciństwa. Mimo wielu meczów w ekstraklasie momentalnie skracał dystans i był kolegą zawsze gotowym by Tobie pomóc i nic, absolutnie nic nie chcieć w zamian. Człowiek był dla niego najważniejszy.

Paweł Głowacki: "Biedrzę" poznałem gdy w 2002 roku, po spadku Stomilu z ekstraklasy, zostałem włączony do pierwszej drużyny. Początkowo był to dla mnie szok, że jeszcze niedawno dopingowałem go z trybun lub zza linii, gdy akurat podawałem piłki, a tutaj przebieram się razem z nim w jednej szatni i wychodzę na wspólny trening. Z tamtego okresu pamiętam go jako zawodnika, dla którego nie było straconych piłek ani sytuacji bez wyjścia. Powszechne wtedy było powiedzenie, że jak ktoś idzie z "Biedrzą" w pojedynek 1 na 1, to piłka może przejść, ale zawodnik już nie. We wszystko w co się angażował "wchodził" w to całym sobą. Nigdy nic nie robił na pół gwizdka. Cechą, którą mi imponował było to, że nigdy nie czekał, aż go ktoś poprosi o jakąś przysługę tylko sam wychodził z inicjatywą pomocy. Gdy w dniu meczu boisko było grząskie, wchodząc do szatni można było przewidzieć, że "Biedrza" już w niej siedzi i komuś zmienia kołki w butach na dłuższe. A w robieniu z lanek miksów nie poznałem większego fachowca. W Olsztynie wszyscy go znali i dzięki temu potrafił wszystko załatwić. Wiele razy pomagał zawodnikom, gdy ci mięli problem z samochodem czy w różnych sprawach życia codziennego. Miał świetne poczucie humoru i był osobą strasznie pozytywną. Zawsze miał w zanadrzu serię kawałów, po których spadaliśmy z krzeseł. Dla wielu z nas z obecnego składu Stomilu był, może nie jak starszy brat, ale co najmniej jak starszy kuzyn, który zawsze służył radą i dobrym słowem. Bardzo trudno mi to zaakceptować, że już go między nami nie ma. Odszedł od nas zdecydowanie za szybko. Będzie mi go bardzo brakować!

Piotr Klepczarek: Andrzeja będę wspominał jako wspaniałego człowieka, bardzo pomocnego i uczynnego oraz jako legendę Stomilu. Na boisku twardziela, a poza nim miłego, wesołego i pozytywnego człowieka. Jako młody chłopak przez wiele lat podawałem piłki podczas meczów Stomilu i mogłem z bliska podziwiać moich idoli. Andrzej zawsze wyróżniał się zaangażowaniem i walką na sto procent swoich możliwości i bardzo mi tym imponował. Był mega charakternym zawodnikiem i człowiekiem. Pamiętam jak dziś, że jako młody zawodnik Stomilu zmieniłem Andrzeja na boisku w jego ostatnim meczu w jego pięknej karierze. Nigdy tego nie zapomnę, ponieważ było to dla mnie wielkie wydarzenie... zmienić swojego wieloletniego idola w meczu Stomilu. Imponował mi także swoim zachowaniem poza boiskiem. Pamiętam także, że jako młody chłopak pojechałem na mecz Stomilu z seniorami i miałem tylko jedne buty do grania, które nie nadawały się na grę na mokrym boisku a przed meczem mocno padało. Andrzej w dniu meczu tylko mi powiedział... przynieś mi te buty. Oczywiście przyniosłem. Z torby wyjął wiertarkę, śrubokręt i kilka innych narzędzi i w ciągu pół godziny przerobił je na buty z wykręcanymi korkami. Ot tak... Tak go będę wspominał, bo właśnie taki był. Spoczywaj w pokoju.

Piotr Karłowicz: Z trenerem Andrzejem miałem kontakt od dzieciaka. Wszystko za sprawa tego, że wspólnie z Igorem trenowaliśmy w jednej grupie, a później chodziliśmy razem do klasy. Pomaganie innym było w jego DNA. Potrzebowałeś opony, perfumy, zdjąć simlocka czy kupić korki? Nie było żadnego problemu. Musiałeś załatwić szybko rezonans, usg, praktyki czy usprawiedliwienie nieobecności na uczelni? Wybierałeś numer Andrzeja Biedrzyckiego. Takich przykładów było mnóstwo. Zawsze miał przy sobie pełne kieszenie żartów i anegdot. Dusza towarzystwa, wzorowy mąż i ojciec. Gdy przyjeżdżał do Igora w odwiedziny na obóz, pełną torbę słodyczy miał dla całego pokoju. Kiedy był moim trenerem w Mrągowie czy Wikielcu nieoficjalnie pełnił wszystkie role w klubie, uwielbiał czuć się potrzebny, ciągle pod grą, sprawiało mu to frajdę. Jego słynne "pardą" słyszeliśmy kilkanaście razy w tygodniu. Czasami przez to, że spóźnił się na zbiórkę, a innym razem, że zapomniał komuś coś załatwić, tyle miał na głowie. Sam pompował piłki, przygotowywał izotoniki, organizował posiłki podczas wyjazdów. Ponadto miał zawsze plecak pełen kanapek czy bananów, zaopatrzył wszystkich, siebie na samym końcu. Po piłkarskim weekendzie znał wszystkie wyniki od Ekstraklasy po ligi podwórkowe. Mogłeś poruszać z Nim tematy, których nie zacząłbyś w domu. Był osobą godną zaufania. Jak przychodziłeś w odwiedziny do chłopaków było pewne, że Pani Ela do spółki z trenerem nie wypuszczą Cię bez jedzenia. Często zdarzało się, że na mecz wychodził parę minut po pierwszym gwizdku, bo trochę czasu zajmowało pozbycie się maści rozgrzewającej z rąk, którą robił chłopakom wcierki przed meczem, nie zapominając o tejpach. Nie zapomnę jak parę lat temu przyjechaliśmy z chłopakami na basen przy Głowackiego pograć w hali siatkonogę. Trener widząc to, nie mógł sobie odpuścić okazji do rywalizacji, zamknął wcześniej sklepik i nie mając sportowych ciuchów, poogrywał nas w jeansach. Gdy pojawiałeś się u niego w sklepiku nie pozwolił Ci nigdy zapłacić. Podpytywał jak w domu, jak się czują dziadkowie, znał wszystkich, a wszyscy znali Jego, w dodatku bardzo szanowali. Człowiek orkiestra, serdeczny, uśmiechnięty, skromny, prawdziwy - takiego Cię Panie Trenerze zapamiętam. Dziękuje za wszystko!

Tomasz Sokołowski: Miał końskie zdrowie, dlatego kibice krzyczeli na niego "Koniu". Mało jest takich piłkarzy jakim był "Biedrza". On wkładał nogę tam, gdzie inni by jej nie włożyli. Był walczakiem. Na boisku rywalizować z nim, to nie było nic przyjemnego, było ciężko, bo Andrzej był zawsze zdyscyplinowany i odpowiedzialny na boisku. Zawsze był przygotowany na różne warunki pogodowe, a jak wyjmował buty z torby to każde lśniły, jakby miał je prosto z salonu obuwniczego. Dbałość o sprzęt go wyróżniało. Andrzej był zawsze pomocny, życzliwy, dusza towarzystwa, był organizatorem, miał duże poczucie humoru i anegdot. Miał dobrą pamięć do wydarzeń z przeszłości.

Piotr Głowacki: Trenera Andrzeja znałem praktycznie od dziecka. Trenowałem wtedy w Naki, a "Biedrza" przyprowadzał na zajęcia Igora, mimo że był on dwa lata młodszy od wszystkich. Jednak moje najlepsze wspomnienia związane z trenerem Andrzejem sięgają czasówm gdy był trenerem Mrągowii i ściągnął mnie na wypożyczenie ze Stomilu. Codzienne treningi i wspólne dojazdy do Mrągowa umożliwiły mi świetne poznanie tego wspaniałego człowieka. Był trenerem, który potrafił nie tylko doskonale poprowadzić nas w meczu, ale także m.in. zrobić tejpa na kostkę czy popularną wcierkę. Zresztą niewiele było rzeczy, których się nie podejmował. Najlepsze w tym wszystkim było to, że zazwyczaj wychodziło to z jego inicjatywy. Przed każdym meczem zajeżdżaliśmy do sklepu, a trener kupował kilka paczek żelków dla zespołu, żebyśmy przed meczem dostarczyli sobie energii. Wprowadzał świetną atmosferę w szatni. Był niezwykle lubiany przez chłopaków, zarząd i kibiców. Pamiętam, gdy pod koniec rundy padł temat, że mógłby on zostać dyrektorem sportowym w Stomilu. Był tym pomysłem niezwykle podekscytowany. Ale wydaje mi się, że w pełni szczęśliwy był dopiero wtedy, gdy został asystentem i kierownikiem zespołu. Przebywanie z chłopakami w szatni, obecność na treningach, wyjazdach i meczach to było to co kochał. Był człowiekiem niezwykle charyzmatycznym, pomocnym,  potrafiącym załatwić wszystko dla wszystkich i dla którego nie było rzeczy niemożliwych. Uwielbiał być organizatorem i zawsze dbał o to, by każdy w jego towarzystwie czuł się dobrze. Nikt inny nie potrafił tak jednoczyć ludzi. Trenerze, dziękuję za wszystko!

Tagi: Stomil Olsztyn, Andrzej Biedrzycki, Grzegorz Żytkiewicz, Rafał Gikiewicz, Andrzej Nakielski, Arkadiusz Klimek, Paweł Głowacki, Janusz Bucholc, Piotr Klepczarek, Tomasz Sokołowski, Piotr Klepczarek, Piotr Głowacki


Komentarze

  1. 23.04.17 10:23 Emilozo

    Tylko to nie my mamy myśleć o tym, a wydawcy Radia Olsztyn. Zresztą na ich stronie jest materiał o Biedrzy. Wracaliśmy wczoraj z meczu i słuchaliśmy........

  2. 22.04.17 12:35 Adaśko

    Trzeba wierzyć, że w Niebie jest Mu dobrze! A co do wspomnień, już kiedyś tak sobie myślałem, że w archiwach Radia Olsztyn muszą być dostępne nagrania transmisji radiowych z meczów Stomilu w ekstraklasie, wywiadów z trenerami, piłkarzami itd. Fajnie byłoby usłyszeć kiedyś jakiś solidny reportaż lub cykl reportaży o dawnym Stomilu z najfajniejszymi fragmentami, momentami, gdy sprawozdawcy krzyczeli "gol!!!" w meczach z wielkimi rywalami, z zabawnymi wypowiedziami, lapsusami itd. Nie musi być tylko o Andrzeju Biedrzyckim, ale oczywiście również o Nim. Może to dobry (choć smutny) moment, żeby o czymś takim pomyśleć?

  3. 22.04.17 07:56 crispy

    Nowy stadion dla Olsztyna im. ANDRZEJA BIEDRZYCKIEGO !!! Chwała i sława mu ! Dla Stomilu zostawił serducho. Na zawsze pozostanie w naszej pamięci, jako człowiek, który dla Stomilu zrobił tak wiele, za tak niewiele. Chwała mu !!!

Dodaj swój komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz. Zaloguj się tutaj.