Artykuł

Grzegorz Lech strzelił pierwszą bramkę dla Stomilu, fot. Łukasz Kozłowski

Grzegorz Lech strzelił pierwszą bramkę dla Stomilu, fot. Łukasz Kozłowski

Lech: Zeszło z nas ciśnienie

23.09.18 01:14   kyn   3  

Po meczu rozmawialiśmy Grzegorzem Lechem, czyli autorem pierwszej bramki w meczu Stomil Olsztyn - Odra Opole. Olsztyński zespół wygrał to spotkanie 2:1.

Pierwszy mecz u siebie, inauguracja murawy i już pojawił się twój "kormoranek".
- (śmiech) Na pewno to cieszy, bo trochę tych spotkań było bez gola i może nie to, że mi "siedziało", ale mieliśmy dużo sytuacji w każdym meczu i każdy musi dawać z siebie maxa tej drużynie, żebyśmy zdobywali punkty. Zaciąłem się na pewien okres, mam nadzieje, że to już jest za mną. Ważne jest też to, że wykorzystaliśmy te sytuacje, które mieliśmy i kontrolowaliśmy przebieg spotkania, praktycznie od początku meczu.

Przyznasz chyba, że gol w pierwszym meczu domowym w sezonie i jeszcze na nowej murawie smakuje wyjątkowo?
- Na pewno, choć każdy gol smakuje dobrze. Tu jednak jest powrót, jest własna publiczność, jest rodzina na trybunach i takie chwile cieszą szczególnie. Mogłem zrobić swoją cieszynkę. Ale też nie wygraliśmy od pięciu spotkań i czy to jednak ja bym strzelił bramkę, czy nie, to ta radość i tak byłaby ogromna po meczu.

Mówiłeś o kontroli nad przebiegiem spotkania. Faktycznie tak było w pierwszej połowie, ale w drugiej chyba za mocno daliście się zepchnąć do obrony, bo Odra była blisko?
- Może tak, ale zagrożenie było tylko po stałych fragmentach gry, bo z grania to nie kojarzę, żeby stworzyli jakieś stuprocentowe zagrożenie, dopiero ta sytuacja pod koniec meczu, gdy wepchali piłkę do bramki. Fakt, cofnęliśmy się, graliśmy z defensywy, ale nie były to stuprocentowe sytuacje dla Odry.

Nie martwi cię to, że znów stwarzacie sobie sytuacje, a jednak skuteczność zawodzi?
- Zawodzi, ale w tym meczu nie stworzyliśmy sobie nie wiadomo ilu sytuacji, może cztery, takie naprawdę klarowne, bardzo dobre sytuacje. ważne jednak, ze te dwie wykorzystaliśmy i to jest tutaj bardzo istotne w naszych ofensywnych zawodnikach, bo chcemy kontrolować przebieg meczu z defensywy, koncentrujemy się całym zespołem na obronie i może być tak w meczach, że sytuacji nie mamy za dużo i ważna jest ta koncentracja. Tak jak stoper musi być skoncentrowany w każdej sytuacji, bo może wydarzyć się coś co uskrzydli przeciwników, tak samo my musimy skoncentrowani pod bramką rywali i strzelać te bramki. Wtedy wszystkim gra się łatwiej.

Ta bramka stracona w 79. minucie chyba jednak frajerska?
- No szkoda, bo było nas dużo za linia piłki, coś nie do końca dobrze ułożone było w polu karnym, ale... No może i frajerska, ale co, zespół z Opola nie stracił frajerskiej pierwszej bramki? Też przypadkowa sytuacja, nie wypracowana nie wiadomo jak przez nas, ale właśnie takie sytuacje są w meczach, że czasami troszkę sprytu, zwinności i tego zmysłu przewidywania wystarcza i tak się strzela bramki. Często tak jest, że indywidualności decydują o losach spotkania. Gdy oglądam, czy mecze Ligi Mistrzów, czy Ekstraklasy, to wszystkie zespoły są niby poukładane, zorganizowane w defensywie i jedna, indywidualna akcja, przebłysk jakiegoś zawodnika decyduje o tym, że zespół wygrywa. Tak tez było w tym meczu dla drużyny Odry, gdzie przeciwnik wygrał jeden na jeden w bocznym sektorze boiska i strzelili nam bramkę. Nie zawsze przed wszystkim da się ustrzec, wszystko wybić, ważne, że przy stałych fragmentach byliśmy mega-skoncentrowani, bo wiadomo, że Paweł Baranowski jest bardzo groźny. Piotrek Skiba świetną interwencją zapobiegł utracie bramki. Cała drużyna była w tym elemencie bardzo skuteczna, bardzo skoncentrowana i to trzeba pielęgnować, to trzeba docenić.

Analizowaliśmy razem twoją bramkę przeciwko GKS-owi Tychy, po tej sytuacyjnej akcji. Przy swoim strzale przeciwko Odrze zastanawiałeś się co zrobić? Strzelać płasko, lobować, miałeś chwilę zawahania?
- Nie wiem, instynktowna, szybka decyzja. Chłopaki się śmiali, że na mega luzie, bo jeszcze lewą nogą strzeliłem, zamiast prawą. Miałem dużo czasu, ale to była decyzja instynktowna. Bramkarz się zawahał, patrzyłem na niego tak naprawdę co on robi i skoncentrowałem wszystkie swoje myśli i mięśnie, żeby dobrze ułożyć stopę i trafić w piłkę, a reszta to już była radość na stadionie i radość we mnie.

Przed wami mini-maraton i pierwszy mecz już we wtorek, w Pucharze Polski zmierzycie się z Gryfem Wejherowo. Trener Kiereś nie ukrywał przed sezonem, że na tej drodze chcielibyście zajść jak najdalej.
- Puchar Polski to fajna przygoda, splendor dla klubu, bo już na tym etapie mogły do nas przyjechać drużyny z Ekstraklasy. Tak się nie stało i jedziemy do Wejherowa na bardzo trudny teren. To się tak niby tylko mówi, że ciężki teren, ale naprawdę tam każdemu gra się ciężko. Niby zespół niżej notowany, ale zawsze chcący sprawić niespodziankę i na pewno czeka nas ciężki mecz.

Starczy wam czasu na regenerację? Mecz we wtorek, już w piątek spotkanie przed kamerami.
- Kadra jest na tyle szeroka, że każdy chce pograć, każdy chce się sprawdzić i pokazać trenerowi, że zasługuje na granie w pierwszym zespole. Nie wiem jak trener podejdzie do Pucharu, jeszcze o tym nie mówił, nie przekazywał nam informacji, ale każdy, kto by nie wyszedł w meczu w Wejherowie, będzie chciał wygrać i przejść dalej do następnego etapu Pucharu Polski.

Tak na koniec - sędzia gwizdnął ostatni raz z Odrą - zeszło z ciebie powietrze? Odetchnąłeś, ze to koniec serii porażek?
- Wiadomo, że tak. Całe szczęście, że my nie jeden raz byliśmy w takiej sytuacji i wszyscy do tego podeszli spokojnie, nikt nie szukał winnych, nie było polowania na czarownice. Tak naprawdę to trener nam powtarzał, że mógł strzelać do każdego, bo było tyle błędów, które my popełnialiśmy w ostatnich meczach, ogólnie, wszyscy. I ja, i obrona i inni gracze ofensywni. Wytrzymaliśmy razem to ciśnienie, wspieraliśmy się nawzajem. Wiedzieliśmy, że jest mecz u siebie, że to nie jest tak, że jesteśmy słabym zespołem, bo graliśmy w większości tych przegranych meczów bardzo dobrze. Brakowało szczęścia i tym razem temu szczęściu pomogliśmy razem z kibicami i jest wielka radość. Zeszło z nas ciśnienie na pewno.

Więcej informacji o meczu:

Tagi: Stomil Olsztyn, Grzegorz Lech, Odra Opole, I liga, Rozmowa po meczu


Komentarze

  1. 23.09.18 21:01 Pawlik

    Grzechu takich jak Ty juz nie ma ,z przywiazaniem do klubu ktory nigdy nie narzeka i daje z siebie 100% caly czas.To nie przypadek ze strzeliles pierwsza bramke na nowej murawie jestes poprostu najlepszy.

  2. 23.09.18 09:15 Czaro2011

    Czy za pierwszego gola Lech będzie miał przeznaną bramkę i asystę?

  3. 23.09.18 08:15 crispy

    Szacun Panie Profesorze !!!

Dodaj swój komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz. Zaloguj się tutaj.


Zostań fanem

...i bądź na bieżąco!