W niedzielę (16 sierpnia 2026 roku) Stomil Olsztyn wygrał 8:0 z Zatoką Braniewo. Po meczu rozmawialiśmy z obrońcą olsztyńskiego klubu - Mateuszem Jońcą.
Jak ocenisz spotkanie?
- Tych bramek mogło być więcej, szczególnie w samej końcówce. Szymon (Królak - red.) z Przemkiem (Klugier - red.) mieli dwie świetne okazje, więc mecz mógł się skończyć nawet dwucyfrowym wynikiem. Uważam jednak, że nie mamy na co narzekać – zdobyliśmy osiem bramek, stwarzamy mnóstwo sytuacji, a w defensywie gramy bardzo pewnie. Zespół Zatoki właściwie nie stworzył żadnej klarownej okazji. Podsumowując na gorąco: jesteśmy bardzo zadowoleni z tego spotkania.
Wyczyściłeś dzisiaj wszystko na lewej stronie – za trzydziesty metr rywale przedostawali się bardzo rzadko.
- Tak wyszło, ale to zasługa całej naszej czwórki w obronie. Ja, Pajdi (Mateusz Pajdak - red.), Piotrek Jakubowski i Piotrek Łysiak – wszyscy bardzo dobrze ze sobą współpracowaliśmy. My zrobiliśmy z tyłu to, co do nas należało, chłopaki z przodu wykonali swoją robotę i kiedy wszystko tak ładnie się zazębia, gra sprawia radość i wygrywamy 8:0.
Dzisiaj z asystą, więc występ wyjątkowo udany.
- Zdecydowanie. Mówi się, że obrońca ma przede wszystkim bronić, dlatego czyste konto cieszy mnie najbardziej. Dzisiejszy futbol wymaga jednak od obrońców coraz większej aktywności w ataku, więc cieszę się z tej asysty i mam nadzieję, że moje statystyki będą teraz tylko rosły.
Chcieliście zmazać plamę na honorze po meczu w Czerwonce? Bo tam zagraliście bardzo słabo.
- Zdecydowanie tak. Szczególnie po drugiej połowie tamtego meczu, bo w pierwszej – choć strzeliliśmy tylko dwa gole – nasza gra wyglądała jeszcze całkiem dobrze i stworzyliśmy sporo sytuacji. Druga część faktycznie wypadła słabo. Nie wiem, czy zabrakło nam odpowiedniego nastawienia, czy chęci, ale to już przeszłość. Cieszymy się, że wygraliśmy dzisiaj 8:0. Jak pan wspomniał, zmazaliśmy tę plamę na honorze, a w piłce jesteś przecież tak dobry, jak twój ostatni mecz. Wygraliśmy wysoko, więc jedziemy dalej.
Przejdźmy do ciebie, Mateusz. Z przyczyn formalnych nie przygotowywałeś się z zespołem od początku okresu przygotowawczego. Jak się czujesz, jak twoje zdrowie i forma?
- Czuję się bardzo dobrze. Dołączyłem do drużyny niecałe dwa tygodnie przed startem ligi, ale przecież nie gram w piłkę od wczoraj. Nie siedziałem w domu z herbatą i lodami, tylko cały czas trenowałem indywidualnie – na siłowni i biegając, żeby podtrzymać kondycję, moc i siłę. Chciałem być gotowy, bo gdyby człowiek po miesiącu bez ruchu nagle wszedł na wysokie obroty, łatwo o jakąś głupią kontuzję czy skręcenie. Cały czas pracowałem, a gdy tylko załatwiliśmy formalności i podpisałem umowę ze Stomilem, wszedłem w treningi z zespołem i czuję się naprawdę świetnie.
Za wami trzy mecze – udany początek sezonu odhaczony. Wszystko idzie zgodnie z planem: komplet dziewięciu punktów i ścisła czołówka tabeli.
- Tak, dokładnie. Mam nadzieję, że ta seria potrwa do samego końca. Wiadomo, jak to w piłce – przyjdą też słabsze dni, ale chodzi o to, żeby w takie mecze potrafić wygrać 1:0, tak jak zrobiliśmy to w pierwszej i drugiej kolejce. Zgarniamy trzy punkty i jedziemy dalej.
OKS Stomil
on-line

