Ten mecz można ocenić z dwóch perspektyw. Pierwsza to obraz gry na boisku: walka, zaangażowanie i sytuacje strzeleckie. Druga to wynik końcowy, który w ostatecznym rozrachunku może dać nam jedynie udział w barażach, a nie to, na czym najbardziej nam zależało – czyli bezpośredni awans z pierwszego miejsca do trzeciej ligi.
W pierwszej połowie Stomil grał dość zachowawczo, co mogło wynikać z założonego planu taktycznego. Poza wczesną akcją z pierwszej minuty z udziałem Filipa Wójcika i Szymona Masiaka, zespół praktycznie do przerwy nie stworzył sobie dogodnej okazji strzeleckiej. Wręcz przeciwnie, to gospodarze mieli dwie lub trzy „setki” i spokojnie mogli wyjść na prowadzenie.
W drugą połowę Stomil wszedł jednak fantastycznie. Szybko powinno zrobić się 2:0, co całkowicie zmieniłoby obraz gry. Niestety, fatalny błąd w końcówce spotkania i strata bramki – co gorsza, po strzale byłego zawodnika Stomilu – doprowadziły nas do ogromnego rozczarowania.
Sama końcówka była niesamowita i z przebiegu gry to my powinniśmy wygrać to starcie. Obramowanie bramki po strzale Sionkowskiego, a wcześniej świetnie wybroniona sytuacja Wójcika na 1:0 – to wszystko sprawia, że ten mecz powinien zakończyć się zwycięstwem Stomilu. Tak się jednak nie stało.
Ten remis traktujemy jak porażkę, dlatego w ogólnym rozrachunku oceniam to spotkanie dość słabo. Jeśli jednak chodzi o samą atmosferę i zaangażowanie, piłkarzom nie można niczego zarzucić – dali z siebie wszystko, a mecz stał na naprawdę wysokim, emocjonalnym poziomie.
Jeśli chodzi o decyzje personalne Michała Kraszewskiego, postąpiłbym nieco inaczej. Przede wszystkim szybciej wprowadziłbym na boisko Sionkowskiego. Unikałbym również wpuszczania niskich Japończyków do gry opierającej się na dośrodkowaniach, a w zamian pozostawiłbym Masiaka do samego końca spotkania. Jedynym wyjątkiem mogłoby być wejście Riku Iwamoto, który pojawił się na murawie, aby napędzić i ożywić grę.
Oczywiście, takie sytuacje niezwykle łatwo ocenia się z perspektywy pomeczowej. Bardzo możliwe, że z punktu widzenia sztabu szkoleniowego sytuacja na boisku wyglądała inaczej i wymagała dokładnie takich, a nie innych rozwiązań.
Wbrew pozorom wiara w awans wciąż jest żywa, ponieważ sezon jeszcze się nie skończył. Polonia Lidzbark Warmiński może jeszcze pogubić punkty, a jeśli my wygramy wszystkie pozostałe spotkania, zdołamy ich wyprzedzić. Otwartą furtką pozostają również baraże, w których Stomil absolutnie nie stoi na straconej pozycji. Dlatego wciąż głęboko wierzę w końcowy sukces.
Atmosfera podczas meczu była po prostu fantastyczna. Ponad pięciuset kibiców Stomilu przygotowało znakomitą oprawę i poprowadziło głośny doping. Całość prezentowała się iście ekstraklasowo – to była otoczka w pełni godna tak ważnego starcia.
Miejscowi fani również starali się wspierać swoją drużynę, do czego zachęcał ich spiker, przypominający momentami w swoich reakcjach słynnego Wojciecha Hadaja z Legii Warszawa. Choć jego styl jednych śmieszył, a innych denerwował, mnie osobiście przypadł do gustu i zupełnie mi nie przeszkadzał.
Podsumowując, klimat stworzony przez kibiców na trybunach robił ogromne wrażenie. Myślę, że wielu piłkarzy, którzy wystąpili w tym spotkaniu, przez długi czas nie doświadczy podobnych emocji na piłkarskim szlaku.
Jak wspominałem wcześniej, jestem oczywiście rozczarowany brakiem zwycięstwa. Wygrana dałaby Stomilowi pozycję lidera i szeroko otworzyłaby autostradę do trzeciej ligi.
Wciąż jednak istnieją matematyczne szanse na bezpośredni awans. Jeśli Polonia Lidzbark Warmiński zgubi punkty w starciach z Granicą Kętrzyn lub Sokołem Ostróda, a Stomil wygra swoje dwa ostatnie mecze – z Pisą Barczewo i Drwęcą Nowe Miasto Lubawskie – wrócimy na pierwsze miejsce w tabeli.
Jeśli jednak przyjdzie nam zagrać w barażach, jestem zupełnie spokojny o wynik pierwszego z nich. Zmierzymy się w nim z Warmią Grajewo i jestem na sto procent pewien, że zdołamy ten mecz wygrać.
Schody mogą zacząć się później, w ewentualnym finale baraży. Tam czekałby nas pojedynek z wicemistrzem ligi mazowieckiej lub łódzkiej. Mimo że tamtejsze rozgrywki uchodzą za silniejsze, bogatsze i pełne zawodników z głośnymi nazwiskami, Stomil absolutnie nie jest w tym starciu skazany na pożarcie. Wręcz przeciwnie – awans wciąż można wyszarpać, wywalczyć na boisku i ostatecznie zameldować się jesienią w trzeciej lidze.
OKS Stomil
on-line