Piłkarze Stomilu Olsztyn rozegrali fatalną pierwszą połowę w Sulejówku. Do przerwy przegrywali 0:4, po zmianie stron zagrali ciut lepiej, ale siódma porażka w tym sezonie stała się faktem.
Piłkarze Stomilu Olsztyn ewidentnie nie dojechali na pierwszą połowę spotkania z Victorią. Po pierwszym kwadransie było już 2:0 na tablicy kameralnego stadionu w Sulejówku, a żeby było tego mało to Stomil do przerwy przegrywał 0:4!
Pierwsze dwie bramki w tym meczu strzelił Maksymilian Korczak. Najpierw Adam Paliwoda podał na prawą stronę do Hiokiego, a ten stanął na piłce i stracił piłkę. Gospodarze wyprowadzili kontrę, którą wykończył wspomniany Korczak. Pięć minut później ten sam 21-letni pomocnik wykorzystał beznadziejna formę obrońców Stomilu (Adam Paliwoda wybił piłkę prosto pod nogi rywala) i podwyższył wynik. Kolejna bramka w meczu padła z rzutu karnego, który został podyktowany za bezmyślny faul w polu karnym Piotra Łysiaka (który dalej gra w masce z powodu złamanego nosa). Z jedenastu metrów pewnie strzelił Sebastian Pindor. W 37. minucie klasycznego hattricka zaliczył Korczak, który nie miał problemów z oddaniem strzału z siedmiu metrów w asyście obrońców Stomilu.
W przerwie Gurzęda dokonał tylko jednej zmiany, a potem kolejne, które jednak nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. W 46. minucie z boiska zszedł Japończyk Hioki, a na boisko wszedł Kacper Skonieczny, dla którego był to drugi występ w Stomilu na boiskach III ligi. Olsztynianie zaczęli grać bardziej ofensywnie, czego efektem był gol w 56. minucie. Przemysław Klugier dośrodkował w pole karne, a z bliskiej odległości bramkę głową strzelił Łysiak. W 81. minucie z trzech metrów do bramki nie potrafił trafić Jakub Karpiński, a wcześniej silnie z rzutu wolnego strzelił Tamaz Babunadze.
Z powodu nadmiaru żółtych kartek pod uwagę nie mógł być brany Piotr Jakubowski, ostatni mecz kary miał Jakub Fronczak. Obydwaj zagrali w meczu rezerw przeciwko Mazurowi Ełk. Kontuzjowani są Mateusz Jońca oraz Kacper Sionkowski.
- Pierwsze dwadzieścia minut ustawiły ten mecz - mówił po meczu Piotr Gurzęda. - Daliśmy ciała i tak mogę podsumować całość. W drugiej połowie to lepiej wyglądało, aczkolwiek nie na tyle dobrze, żeby myśleć o jakiś punktach. Jesteśmy źli na tę sytuację, przynajmniej ja. I tyle jeżeli chodzi o mecz.