Artykuł

Andrzej Biedrzycki. Fot. Emil Marecki

Andrzej Biedrzycki. Fot. Emil Marecki

4 rocznica śmierci Andrzeja Biedrzyckiego. Synowie wspominają Tatę!

21.04.21 00:04   em   3  

21 kwietnia 2017 odszedł od nas Andrzej Biedrzycki. Piłkarz, dyrektor sportowy, kierownik w Stomilu Olsztyn. Najwięcej występów w Ekstraklasie w barwach olsztyńskiego klubu. “Biedrzę” wspominamy razem z Igorem i Wiktorem, czyli synami Andrzeja.

Często wracacie pamięcią do tego feralnego treningu przed meczem ze Stalą Mielec? Wasz Tata Andrzej Biedrzycki doznał wtedy rozległego zawału, w konsekwencji którego zmarł.

Wiktor, młodszy z braci Biedrzyckich: - Staramy się do tego nie wracać, ale czasami są takie dni, że samo się to przypomina. Pamiętam dobrze okoliczności tego dnia, co mówił do mnie przed treningiem, jaka pogoda wtedy była. Jakbym wszystko miał przed oczami. Staramy się nie wracać do tamtych chwil, chcemy żyć dalej.

Igor, starszy z braci Biedrzyckich: - Jak są słabsze dni w życiu to wracam myślami do tamtego dnia. Wczoraj (rozmawialiśmy w czwartek 15 kwietnia - red.) minęły cztery lata od tego treningu. Wtedy pojawiają się wspomnienia i nie da się tego wyrzucić tamtego momentu z głowy.

Dzień później w meczu ze Stalą Mielec (porażka 0:4) tylko jeden z was wystąpił.

Igor: - Ja podjąłem decyzję, że chcę zagrać. Tydzień wcześniej zagrałem przeciwko Miedzi Legnica. Wskoczyłem do składu, za kogoś kto pauzował i zagrałem dobry mecz. Zremisowaliśmy 2:2, a ja strzeliłem jedną z bramek. Po meczu rozmawiałem z tobą i wywiadzie dziękowałem najbliższym, którzy mnie zawsze wspierali w trudnych momentach. Przed meczem z Mielcem rozmawiałem z trenerem Adamem Łopatko i Sylwestrem Wyłupskim. Potwierdziłem, że chcę zagrać dla Taty. Nie miałem czystej głowy, ale chciałem zagrać na 100 procent dla niego. Jak było w tym meczu to każdy pamięta…

Wiktor: - Ja przesiedziałem cały mecz na ławce rezerwowych. Trener Adam Łopatko wziął nas na rozmowę i zapytał wprost czy chcemy grać. Ja po nieprzespanej całej nocy nie nadawałem się do gry. Ten mecz dla Stomilu kompletnie się nie układał. Rafał Kujawa zerwał więzadła, Piotr Skiba doznał wstrząsu mózgu. Po meczu każdy w szatni nie myślał o spotkaniu, a o tym co będzie z Tatą…

Czego wam najbardziej brakuje po śmierci Taty?

Wiktor: - Zwykłej rozmowy. Szczególnie teraz jak jestem daleko od rodzinnego miasta. Zadzwonić po radę, dowiedzieć się co zrobiłem źle i dobrze w meczu. Chciałabym zadzwonić i normalnie pogadać, pożartować. Tata był takim człowiekiem, który umiał poprawić humor. O każdej porze mogliśmy się do niego zwrócić z dowolną prośbą. Do teraz mam numer zapisany w komórce, znam zresztą go na pamięć. Nieraz by się chciało wziąć telefon i zadzwonić.

Igor: - To prawda, że z każdym problemem mogliśmy się zwrócić do Taty. Był pozytywną osobą, która nas wszystkich nakręcała. Zawsze służył dobrą radą. Brakuje zwykłej codziennej rozmowy, szczególnie podczas życiowych rozterek, ale też telefonów po każdym naszym meczu.

Tata was gonił na boisko czy mieliście futbol zapisany w genach?

Igor: - Piłka była na każdym kroku od małego. Mama zawsze zabierała nas na mecze. Tata po meczach zabierał nas do szatni, a w pewnym momencie zaczęliśmy chodzić na jego treningi. Futbol był na porządku dziennym.

Wiktor: - Nie zmuszał nas do tego. Wielu rodziców nakłada na swoje dzieci presję. My wychowaliśmy się na sportowym osiedlu. Mieliśmy starszych kolegów, którzy grają w piłkę na całym świecie (Adrian Mierzejewski, bracia Gikiewiczowie - red.). Sami po nas dzwonili i graliśm od rana do wieczora na podwórku. Tata był zadowolony, że tradycja rodzinna zostanie podtrzymana. Gdy wkroczyliśmy w wiek starszy, który był kluczowy dla naszego rozwoju sportowego, to pilnowali z Mamą tego, żebyśmy postawili na piłkę. Nie zaniedbaliśmy nauki, ale imprezy czy innego tego typu uciechy odpuszczaliśmy.

Tata był surowy w ocenach waszych boiskowych dokonań?

Witkor: - Był surowy, ale potrafił wskazać pozytywy. Zaczynał od negatywów, ale to dobrze, bo te dobre zagrania każdy potrafi sam dojrzeć. Tata był obrońcą, to zawsze mówił co można było zrobić inaczej. Dawał wskazówki czy to po meczu lub treningu.

Igor: - Nie chwalił nas za bardzo, tylko zawsze starał się wyciągać wnioski. Służył boiskową radą. Przed meczem mówił na co zwrócić uwagę. Nie ganił nas po słabszych meczach, tylko tłumaczył.

Kto miał lepsze relacje z Tatą?

Igor: - Nikt z nas nie miał lepszych, każdego z nas traktował na równi.

Wiktor: - Kochał nas tak samo, nadal nas kocha. Patrzy z góry, trzyma rękę na pulsie i wysyła pozytywną energię.

Jaki Tata był w domu? Bo na boisku wszyscy wiemy, że był zaangażowany, charakterny i waleczny.

Igor: - Spokojny, pomocny, opiekuńczy. W każdej sytuacji służył pomocą. Prawdziwy Tata!

Wiktor: - Był strasznie rodzinny, odcinał się od spraw zawodowych. Potrafił zadbać o rodzinę. Możemy być dumni, że mamy takich rodziców. Dał nam przykład jak dobrą rodzinę stworzyć.

Oprócz piłki nożnej miał inne hobby?

Wiktor: - Sport. Latem lubił pograć w siatkówkę plażową czy badmintona. W telewizji lubił oglądać siatkówkę czy dobry tenis. Zimą skoki narciarskie, był fanem Adama Małysza. I oczywiście siatkonoga.

Igor: - Ja dodam, że bardzo lubił chodzić do lasu na grzyby. Był złota rączką, potrafił wszystko w domu naprawić czy przy aucie. O co się nie zapytałeś to zawsze wychodził obronną ręką.

Korzystali na tym też koledzy z szatni, którym szykował buty do gry.

Igor: - Nam też robił te buty. Miał swój sprzęcik, wychodził na klatkę i z lanek potrafił zrobić miksy. Dbał o rzemiosło piłkarskie.

Trudno było wygrać z Tatą w siatkonogę?

Igor: - Od małego nie było lekko. Nie dawał nam forów, uczył nas zawziętości i waleczności. Czasem dochodziło do konfliktów, bo każdy chciał wygrać (śmiech - red.).

Wiktor: - To Tata zapoczątkował erę siatkonogi w Olsztynie. Wynajmował korty tenisowe w Kortowie. Jak byłem mały to nie lubiłem w to grać, ale Tata zawsze powtarzał, że to pomoże mi wyrobić technikę użytkową. Teraz to jest moja ulubiona gra w każdym klubie. Podczas urlopu też staram się zdzwonić i pograć z Adrianem Mierzejewskim czy Łukaszem Gikiewiczem. Żeby zagrać z Tatą to zapisy robili (śmiech - red.). Zawsze dużo osób przychodziło na halę żeby tego secika zagrać. Jak byliśmy starsi to już był nasz obowiązek wygrać, ale czasami było ciężko. Tacie to sprawiało frajdę, a jak przegrał to strasznie był zdenerwowany.

Jakie cechy charakteru odziedziczyliście po Tacie?

Wiktor: - Poczucie humoru. Lubię sobie pożartować, ale podobnie jak Tata nie tylko z kogoś, a i z siebie. Miał dystans do siebie, podobnie jak ja. Jestem też ambitny, w chwilach zwątpienia przypominam sobie, że Tata zawsze walczył do końca. Nie ma nigdy straconej piłki.

Igor: - Pomoc drugiemu człowiekowi. Jestem wstanie każdego wysłuchać w życiu codziennym. Można zawsze na mnie liczyć, Tata też taki był.

Pamiętacie swój pierwszy mecz na Stomilu?

Igor: - Oj nie… Przecież ja miałem w pierwszym sezonie Ekstraklasy z roczek. Pamiętam całą atmosferę z Ekstraklasy i pełne trybuny. Zawsze siedzieliśmy w tym samym miejscu. Na krytej, na trybunie dziennikarskiej, zaraz po lewej stronie jak się wchodzi. Pamiętam, że jak już chodziliśmy w trójkę, to Wiktor bał się bębna i głośnego dopingu.

Wiktor: - Mama zawsze się śmieje, że płakałem w wózku. Ja mam tylko migawki niektórych spotkań jak np. Tata dostał czerwoną kartkę za dwie żółte. Mama nigdy opuszczała żadnego meczu.

Tata przy różnych okazjach jakiś mecz najbardziej wspominał?

Wiktor: - Często o to Tatę pytałem. Wspominał ten mecz z Widzewem Łódź, który grał w Lidze Mistrzów. Kiedyś na YouTube pokazał mi jak z linii bramkowej wybił piłkę przewrotką. Bardzo dumny z tego był. Ktoś mu pokazał i w domu się tym pochwalił. To był chyba mecz z Wisłą Kraków.

Igor: - Tak to zwycięstwo 1:0 po golu Daniela Dylusia często wspominał. Tych interwencji na linii Tata miał sporo. Miał w nawyku cofania się na linię jak bramkarz wychodził do przodu.

Jak wspominacie bar "Biedrza" na basenie przy Głowackiego?

Wiktor: Lubiłem tam spędzać czas, po lekcjach czy treningach. Przychodziło się żeby potem wrócić autem razem do domu. W II klasie chodziło się tam na naukę pływania ze szkoły, to Tata zawsze coś tam miał przygotowane dla mnie czy kolegów. Taka fajna odskocznia dla nas była.

Igor: Po śmierci Taty mocniej się zaangażowaliśmy w funkcjonowanie baru. Pomagaliśmy Mamie, ale wcześniej też w nim pracowaliśmy. Kojarzy mi się ze spotkaniami koszykarek czy koszykarzy Stomilu. Najlepsze na basenie były prezentacje Stomilu. Mała, specyficzna hala tworzyła klimat.

Wiktor powiedz jak czujesz w nowym klubie?
- Zaaklimatyzowałem się już w Niecieczy. Nigdy zresztą nie miałem z tym problemów. Wiadomo, że początku są trudne bo trzeba wdrożyć się taktykę trenera i poznać nowych kolegów. Mamy sporo spotkań zaległych, ale wyniki dobrze się układają. Awans zależeć będzie tylko od nas.

Wiem, że przed każdym meczem Stomilu zawsze pojechałeś na cmentarz do Taty porozmawiać, teraz pewnie ci tego brakuje.
- Dokładnie, ale samemu trzeba sobie poradzić. Usiądę w ciszy i porozmawiam, a w niedzielę przejdę się do kościoła i pomodlę. Udało się przyjechać teraz na święta, to pierwsze co udałem sią na grób Taty.

Zapewne awansujecie do Ekstraklasy. Rekord Taty podwzględem występów (196 spotkań) będzie ci ciężko pobić, ale już ilość goli (2) jak najbardziej.
- Ta ilość spotkań to niezłe wyzwanie dla mnie. Jednym z marzeniem Taty było to żeby któryś z nas zadebiutował w Ekstraklasie. Nie udało się to zrobić jak żył, ale na pewno jest z nas dumny. Nie raz powtarzał też, że marzy o tym, żeby Stomil ponownie wrócił do Ekstraklasy.

Igor a co słychać u ciebie?
- Ja gram w III-ligowym Bałtyku Gdynia. Dobrze mi się mieszka w Trójmieście. Fajne miejsce do życia, póki co tutaj wiążę swoją przyszłość. Sportowo też nie mogę narzekać. Awansowaliśmy do pierwszej ósemki, mamy spokojne utrzymanie. Klub finansowo i organizacyjnie jest stabilny. W ostatnim roku poszło do sporo do przodu.

Czyli nie wracasz do Olsztyna? Zimą w kuluarach piłkarskich mówiło się, że masz propozycję z jednego z klubów z naszego regionu.
- Nigdy nie mówię nigdy. W życiu jest różnie, ale na teraz chciałbym zostać w Trójmieście. Nie mówię nie.

Tagi: Stomil Olsztyn, Igor Biedrzycki, Andrzej Biedrzycki, Wiktor Biedrzycki


Komentarze

  1. 21.04.21 14:50 czeliniak

    Dzięki Kocie, nie wiedziałem o takiej opcji👍

  2. 21.04.21 14:01 Kot

    Wybierasz cmentarz na Poprzecznej, wpisujesz imię i nazwisko i będziesz miał lokalizację: https://msipmo.olsztyn.eu/zck/start.html?gui=new

  3. 21.04.21 13:40 czeliniak

    Ależ ten czas leci, to już 4 lata. Panowie mam prośbę, mógłby ktoś zamieścić współrzędne pinezki w mapach googla, gdzie znajdę grob Pana Andrzeja. Nie mogłem być na pogrzebie, a chciałbym go odwiedzić.

Redakcja stomil.olsztyn.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie stomil.olsztyn.pl zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, wypowiedzi nie związane z tematem artykułu, "trolling", sformułowania obraźliwe w stosunku do innych czytelników serwisu, osób trzecich, klubów lub instytucji itp., a w skrajnych przypadkach do blokowania możliwości komentowania wiadomości przez poszczególnych użytkowników.

Dodaj swój komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz. Zaloguj się tutaj.


Zostań fanem

...i bądź na bieżąco!