Stomil Olsztyn wygrał 4:2 w sobotę (16 maja 2026 roku) z Sokołem Ostróda. Po meczu odbyła się konferencja prasowa z udziałem trenerów obydwu drużyn.
Michał Kraszewski, trener Stomilu:
- To było bardzo ciężkie spotkanie. Rozpoczęło się dla nas fantastycznie, strzeliliśmy szybko dwie bramki. Natomiast Sokół się nie poddał i szybko złapał kontakt. Gola strzelił Kotaro (Imaiida - red.), wiedzieliśmy, że to groźny zawodnik i to się potwierdziło. W drugiej połowie strzeliliśmy trzecią bramkę, troszczeczkę zmieniliśmy sposób grania i liczyliśmy na to, że, że zamkniemy ten mecz. Natomiast znowu w końcówce Kotaro i zrobiło się 3:2, co spowodowało takiej nerwowości. Było widać emocje, myślę u wszystkich skoczyły, nie tylko na boisku, ale i na trybunach. Bardzo mnie cieszy, że wrócił po długiej kontuizji Kacper Sionkowski. Pomógł przy stałym fragmencie w defensywie i zamknął mecz na 4:2. Bardzo się cieszymy. To był bardzo wymagający mecz dla nas.
Emil Marecki (stomil.olsztyn.pl): Jak wygląda sytuacja kontuzjowanych zawodników w Stomilu? Mam na myśli Jakuba Krztonia oraz Karola Żwira.
- Kuba już wczoraj (piątek - red.) zgłosił gotowość do gry, natomiast po wspólnych rozmowach uznaliśmy, że na tym etapie korzystniej będzie dla niego, jeśli rozegra większą liczbę minut w drugim zespole, dlatego dzisiaj pojechał wesprzeć rezerwy. Z kolei Karol Żwir zmaga się z delikatnym problemem z przywodzicielem i – podobnie jak u zawodników trenera Sokoła – widać, że w końcówce sezonu te wszystkie obciążenia mocno się nakładają. W jego przypadku nie chcieliśmy po prostu ryzykować, aby ten drobny uraz przekształcił się w poważniejszą kontuzję, dlatego czekamy, obserwujemy sytuację, a Karol jest pod stałą opieką lekarza i fizjoterapeuty, więc gdy tylko będzie w pełni gotowy, wróci do składu.
Emil Marecki (stomil.olsztyn.pl): - Mnie też bardzo cieszy powrót Kacpra Sionkowskiego, dzisiaj zagrał końcówkę. Ile realnie trener może liczyć na niego jeżeli chodzi o minuty, na ten moment? - Z każdym tygodniem jego wymiar czasowy będzie się zwiększał – dzisiaj miał zielone światło na 15 minut, a w kolejnym tygodniu otrzyma zapewne szansę na rozegranie pół godziny. Najpierw musi jednak wywalczyć to sobie na treningach, aby te minuty na boisku w ogóle otrzymać. Zgodnie z wytycznymi fizjoterapeutów oraz lekarza prowadzącego, z każdym kolejnym tygodniem ten czas będzie sukcesywnie wydłużany o kilka minut.
Marek Śnieżawski, trener Sokoła:
- Gratuluję trenerowi Stomilu zdobytych trzech punktów na naszym stadionie, na którym chcielibyśmy, żeby zawsze był naszą twierdzą, ale dzisiaj tak się nie stało. Tak jak trener wspomniał, bardzo źle weszliśmy w ten mecz, szybko tracąc dwie bramki, lecz potem zdołaliśmy się otrząsnąć i zaczęliśmy grać swoją piłkę. Nie mówię tutaj o jakiejś wyraźnej przewadze jednej czy drugiej strony, ale był to typowy mecz walki, w którym próby zaskoczenia rywali długimi podaniami za plecy obrońców nie przynosiły większego skutku. To, co jest świetne w mojej drużynie, ale czego jednocześnie żałuję, wiąże się z faktem, że jesteśmy już mocno wyeksplatowani końcówką sezonu, ponieważ dotarcie do finału Wojewódzkiego Pucharu Polski kosztowało nas mnóstwo sił. Patrząc cztery tygodnie wstecz, rozegraliśmy w tym okresie aż sześć meczów, przez co od miesiąca nie pamiętam normalnie przepracowanego mikrocyklu szkoleniowego, szczególnie pod kątem optymalnej liczebności zawodników na treningach. Gramy w rytmie środa-sobota, więc brakuje czasu na regenerację, a z drugiej strony nie możemy mocniej dokręcić śruby na zajęciach, aby organizm poczuł inny rodzaj wysiłku niż ciągły schemat: meczowy pik, dzień lub dwa odpoczynku i powrót do sprawności. Naszą największą plagą są obecnie kontuzje, przez które dzisiaj nieobecny był Krystian Meyer, a Patryk Wieliczko musiał pauzować za kartki. Kolejni zawodnicy grają z urazami – Muszka (Mateusz Musiński - red.) kolejny raz wybiegł na boisko praktycznie na jednej nogi przez problemy z Achillesem, a Nowik (Kacper Nowicki - red.) ma pozrywane lub ponaciągane mięśnie kulszowo-goleniowe i czwórogłowe. Ta końcówka sezonu nie jest dla nas łatwa, ale nie zamierzamy rozpaczać i musimy szukać punktów w kolejnych meczach, ponieważ ta drużyna ma charakter, nigdy się nie poddaje i właśnie za to ogromnie ją szanuję – idziemy do końca, mimo skrajnie niesprzyjających okoliczności. Musimy pamiętać, że ci chłopcy normalnie pracują, mają swoje domy oraz rodziny, więc ich regeneracja nie stoi na w pełni profesjonalnym poziomie. Jeśli chodzi o sam przebieg spotkania, to w drugiej połowie faktycznie ciężko nam było podejść bliżej pod pole karne Stomilu, którego zawodnicy byli świetnie zorganizowani w dwóch liniach obrony i mocno zagęszczali światło bramki, przez co trudno było nam się przebić. Końcówka meczu była jednak bardzo atrakcyjna dla kibiców, ponieważ po zamieszaniu w trzeciej tercji boiska Kotaro fajnie wyłuskał piłkę, oddał strzał i zdobył bramkę. Możemy oczywiście żałować tej ostatniej sytuacji, w której wyszliśmy z kontrą i rzutem na taśmę mogliśmy pokusić się o wyrównanie na 3:3, ale trzeba też uczciwie przyznać, że Stomil miał wcześniej okazje, by zamknąć ten mecz wynikiem 3:1 lub 4:1. Podsumowując, zabrakło nam dzisiaj po prostu sił, bo serca do walki na pewno nikomu nie odmówię.
Emil Marecki (stomil.olsztyn.pl): Nie obawia się trener, że teraz podświadomie wszystkie siły skoncentrujecie na finał pucharu?
- Powiem szczerze, że znam charakter tej drużyny i wiem, że to nie są chłopacy, którzy chcieliby cokolwiek odpuścić. Tak naprawdę Mateusz Muszyński, Kacper Nowicki czy Adrian Wasiak, o którym wcześniej zapomniałem wspomnieć, w ogóle nie powinni dzisiaj grać z powodów zdrowotnych, a mimo to wybiegli na boisko. I to nie jest tak, że jakoś specjalnie spinamy się na Stomil – niezależnie od tego, czy przyjechałaby drużyna X z góry, czy z dołu tabeli, podejście chłopaków zawsze byłoby takie samo. Tutaj nikt nie odpuszcza, ale teraz musimy się przede wszystkim zregenerować. Mam nadzieję, że nadchodzący tydzień będzie dla nas łaskawy i przyniesie na tyle dobre informacje, że będziemy mogli sukcesywnie przywracać zawodników do normalnego treningu, choć na pewno będzie ciężko. Kuba Kapusta (Kapuściński - red.) pauzuje sądzę, że jeszcze z trzy tygodnie, Mariusz Wiśniewski dopiero co zrobił zdjęcie RTG i może wstępnie zaczynać rehabilitację, bo pęknięta kość nie jest jeszcze do końca zrośnięta, a Pawła Kulpy nie mamy do dyspozycji przez całą rundę. Do tego Krystian Meyer potrzebuje około dwóch, trzech tygodni, zanim dojdzie do siebie, więc walczymy teraz z czasem, nie mając komfortu szerokiej kadry. Wiadomo, że w kuluarach mówi się, iż puchar jest teraz dla nas najważniejszy, i jak najbardziej cieszymy się z tego finału, ale odbędzie się on dopiero za dwa tygodnie, a niewykluczone, że ten termin ulegnie jeszcze zmianie. Musimy po prostu wykonywać swoją codzienną pracę w tygodniowych mikrocyklach, ponieważ w sporcie nie ma magicznego przełącznika, który sprawi, że wyjdziemy na mecz pucharowy i nagle złapiemy super formę. Cały czas trzeba pozostawać w procesie treningowym oraz w rytmie meczowym i na pewno tego nie odpuścimy.
OKS Stomil
on-line