Artykuł

Zdjęcie jest ilustracją do tekstu. Fot. akademia.stomilolsztyn.com

Zdjęcie jest ilustracją do tekstu. Fot. akademia.stomilolsztyn.com

Akademia zmarnowanych pokoleń

22.11.20 19:45   kot   29  

Nie jest łatwo wyszkolić piłkarza, żeby ten grał z powodzeniem na zawodowym poziomie. Regularnie udaje się to niewielu klubom w Polsce, które mają świetne akademie i przeznaczają na nie miliony złotych. Czy może z nimi konkurować Stomil? Jakie są szanse na wyszkolenie piłkarza przez olsztyński klub przy jego wszystkich aktualnych problemach?

Oczywiście można od razu zacząć sobie odpowiadać: nie i prawie żadne. To byłoby zbyt proste, warto jednak spojrzeć na temat nieco dokładniej, żeby przedstawić szerszy kontekst tej sprawy. Bo w piłkarskim szkoleniu młodzieży wielką rolę odgrywa coraz więcej czynników. A im więcej zagra, tym większa szansa na to, że w przyszłości zagra też młody zawodnik.

Organizacja akademii
27 grudnia 2016 r. olsztyński klub utworzył Akademię Sportu Stomil Olsztyn, która miała zajmować się szkoleniem młodzieży. Jej pierwszym prezesem był Mariusz Borkowski, wtedy także prezes Stomilu, który pod koniec sierpnia 2017 r. przekazał swoje obowiązki w ręce Roberta Knothego. Ten po roku na stanowisku po medialnych i internetowych przepychankach został odwołany z posady przez kolejnego nowego prezesa Stomilu Macieja Radkiewicza, lecz ostatecznie pozostał na stanowisku. Jego następcą dopiero w połowie lutego 2020 r. został Andrzej Królikowski, czyli były kierownik i dyrektor OKS 1945 oraz Stomilu.

Akademia Sportu to na razie studnia bez wody. Kilkudziesięciotysięczne zadłużenie, a może nawet idące już w sześciocyfrową sumę, na pewno nie pomaga w rozwoju organizacji. Ale nie tylko to jest problemem. Zaczyna się u góry, u przerośniętej administracji, która marzy o niebieskich migdałach.

- Trzy razy wysyłałem maile do akademii z pytaniem, co dalej z umową na treningi mojego syna - powiedział mi ojciec trenującego w Stomilu 9-latka. - Dzwoniłem do klubu, ale nikt tam nie odbiera. Nie wiem, czy oni mają tyle pieniędzy, czy im nie zależy. Mój syn trenuje miesiąc za darmo. Chodzi na treningi, za które nie płacę, bo przecież nie wiem ile. Nie mam obowiązującej umowy. Jeśli cena będzie za wysoka lub nieadekwatna do oferowanej usługi, mój syn może trenować w innej akademii. Wiem, że raczej nie zostanie w przyszłości piłkarzem, trenuje dla ruchu i zdrowia.

Rodzice sami proszą o kontakt, żeby płacić za treningi, a tymczasem w akademii śpią jak stary niedźwiedź. To nie jest jednorazowy przypadek. Tę patologię potwierdził mój drugi rozmówca.

- Nie zapłaciłem za treningi syna od marca i nikt nie dzwoni z upomnieniem, że mam jakieś zaległości - przyznaje szczerze. - Pisałem maila do akademii w sprawie umowy i dostałem odpowiedź po tygodniu, tylko że zabrakło w niej konkretów.

Obaj ojcowie nie prosili o zachowanie anonimowości, jednak ze względu na historie opowiedziane mi i przez trenera akademii, i innego rodzica - dla dobra dzieci - nie podamy ich danych, które mogłyby wskazywać na ich osobę. Chodzi konkretnie o to, że w czasie pracy prezes akademii wraz z innymi pracownikami biura czytają i notują wszelkie niepochlebne opinie o sobie i akademii. Dzieci nie zasłużyły więc na to, by ponosić konsekwencje za słowa swoich rodziców. Mogliśmy wymyślić im imiona i nazwiska, ale uważamy, że wtedy tekst straciłby na wiarygodności.

- Dotychczasowy koordynator długo konstruował nowe umowy i podpisaliśmy je dopiero pod koniec września, ale to nie oznacza, że akademia przez to straciła pieniądze - tłumaczył nam prezes Andrzej Królikowski w niedawnym wywiadzie. Trudno przyznać rację w tym, że akademia nie straciła pieniędzy na tym, że młodzież trenowała za darmo. Chyba że niedawna podwyżka opłat ma to wynagrodzić.

Jak podało junior.weszlo.com w "Lidze od kuchni" w lutym 2019 r., aż 75% budżetu akademii składało się ze składek rodziców trenujących dzieci. Tymczasem mieliśmy niedawno odpuszczenie lekką ręką sporych sum. Przez gapiostwo, lenistwo, nieuwagę? Jak usłyszeliśmy, w akademii pracują obecnie prezes i troje pracowników biurowych. Udało im się w końcu zaproponować nowe umowy, jednak nadal są do nich zastrzeżenia, co powoduje tylko złość i politowanie rodziców młodych zawodników. Ci za treningi będą musieli zapłacić więcej niż dotychczas, a umowa nie określa nawet dokładnie, czy przewidziane są trzy, czy cztery treningi tygodniowo za daną cenę. A to dość znacząca kwestia. Dodatkowo rodzice mogą dopłacić za pozostałe usługi takie jak: zajęcia judo, opieka fizjoterapeutyczna, ubezpieczenie czy treningi indywidualne.

- Robert Knothe przynajmniej coś robił - powiedział mi trener pracujący w akademii. - Lepiej robić coś niż nic jak obecny prezes. Próbował coś robić z boiskami w Starym Olsztynie czy LO 6, ale nie do końca to wyszło, jeździł po 100 po 100, robił spotkania z rodzicami, coś organizował, może nie zawsze idealnie, ale coś działał. Teraz w akademii nic się nie dzieje, nie ma spotkań z rodzicami, żadnych działań w kwestii boisk, drużyny nie jeżdżą na turnieje, sparingi, nie ma żadnych relacji z występów na stronie czy mediach społecznościowych. Knothe jeździł i próbował dbać o działania informacyjne. Teraz nie ma żadnego PR-u, ani dobrego, ani złego. Nie wiadomo, co się dzieje, brak harmonogramu, nikt nic nie wie.

Lepiej robić coś niż nic. Może nie do końca trzeba się z tym zgodzić, chociaż... w chwili obecnej jest to dość zrozumiała strategia. Nowego prezesa akademii Andrzeja Królikowskiego powołał na stanowisko były już prezes Stomilu Wojciech Kowalewski. Ta decyzja nie spotkała się z wielką aprobatą środowiska kibicowskiego, które pamiętało sołtysa Łupstycha z wielu nieudanych działań podczas zarządzania OKS-em 1945 czy Stomilem.

- Sygnały, które otrzymywałem, były bardzo niepokojące - tłumaczył 19 lutego 2020 r. w radiu UWM FM Wojciech Kowalewski odwołanie Roberta Knothego i wybór Andrzeja Królikowskiego. - Zacząłem to sprawdzać i analizować. Zmiany, które proponowałem, nie wzbudziły entuzjazmu w osobie byłego prezesa, więc podjąłem decyzję, że potrzeba osoby, która będzie partnerem do współpracy i budowania wspólnego planu na funkcjonowanie akademii. Oczywiście miałem świadomość, że pan Andrzej Królikowski miał wcześniej doświadczenie z pracy w klubie w trudnym okresie, który wzbudzał wiele emocji, i jakaś część odpowiedzialności została zrzucona na osobę pana Andrzeja Królikowskiego. Klub Stomil Olsztyn ma bardzo bogatą historię, niestety historia ostatnich lat to nie jest dobra historia i o tym może świadczyć fakt, że niedawno Stomil stał na granicy upadku. Środowisko wokół Stomilu jest mocno poróżnione. Jakakolwiek osoba zaangażowana przez ostatni okres w zarządzanie klubu nie może powiedzieć otwarcie, że jej działania były skuteczne. Każdy znajdzie coś, co mógłby zrobić lepiej. Mam świadomość, że za jakiś czas moja osoba zostanie pod tym kątem oceniona. Ostatnio brakowało klubowi transparentności w działaniu, stąd też bardzo dużo takich opinii i emocji. Wybór jakiegokolwiek kandydata ze środowiska lokalnego wzbudziłby większe lub mniejsze kontrowersje. Stomil Olsztyn nie może rezygnować z takich ludzi, bez względu na to, co się wydarzyło wcześniej. Każdy powinien otrzymać drugą szansę i możliwość rehabilitacji, żeby pokazać, jak bardzo mu zależy na przeszłości.

Z 12-minutowej odpowiedzi, której duży skrót możecie przeczytać wyżej, Wojciecha Kowalewskiego na pytanie o przyczyny wyboru Andrzeja Królikowskiego na prezesa akademii nie dowiedzieliśmy się tak naprawdę niczego. Powyższa wypowiedź z perspektywy czasu i tak jest bardzo interesująca, niestety nie w kontekście szkolenia młodzieży, ale oceny pracy w oczach kibiców. Były prezes Stomilu nie wspomniał o ani jednej umiejętności i kompetencji Andrzeja Królikowskiego, która pokazałaby wszystkim niedowiarkom, że był to trafny wybór. Determinacja w dążeniu do rehabilitacji i przynależność do lokalnego środowiska to chyba nieco za mało na kierowanie akademią piłkarską. Co z umiejętnością sprawnego zarządzania organizacją, personelem, pozyskiwaniem dotacji, sponsorów, budowaniem relacji z młodymi ludźmi czy z rodzicami? Nie wiadomo. O to pretensje obecny prezes akademii może mieć już tylko do byłego prezesa Stomilu za to, jak został przedstawiony. Jako człowiek ze środowiska zdeterminowany do zadośćuczynienia za popełnione błędy. Taki opis pasuje bardziej do głównego bohatera filmu sensacyjnego niż prezesa akademii piłkarskiej. Może akademia potrzebowała szeryfa?

- Królikowski został wybrany, bo był kimś z kręgu Stomilu, niekoniecznie dobrej reputacji, a z drugiej strony sam mówił, że chce zmienić postrzeganie kibiców na jego osobę, że niesłusznie w poprzednich latach za wszystko obrywał - trener akademii, z którym rozmawiałem, potwierdza to, o czym mówił Wojciech Kowalewski. - Zadałbym pytanie, skąd prezes Kowalewski zna pana Królikowskiego i jakie ma z nim powiązania. Tego nie wiemy, bo tego nikt nie powiedział. Andrzeja Królikowskiego kibice Stomilu mogą kojarzyć i mieć o nim jakieś zdanie - lepsze czy gorsze, nieważne. Moim zdaniem obecny prezes jest tylko słupem, który został nominowany przez prezesa spółki i jest, bo jest.

Zresztą o tym, dlaczego zdymisjonowany został Robert Knothe kibice Stomilu także się nie dowiedzieli. Przykryto tę wiadomość wyborem nowego prezesa, więc nad poprzednim nikt za bardzo się nie pochylał i wystarczyły dwa zdania o niespójnych wizjach. W zaciszu gabinetów zawsze zapadają najważniejsze decyzje, o których świat nie powinien się dowiedzieć. Nasza redakcja otrzymała sygnały o tym, że rzeczywiście wizje prowadzenia akademii były różne i obaj prezesi ze sobą się nie zgadzali. Dochodziło do licznych spotkań na linii Kowalewski-Knothe, w których uczestniczyli także Sylwester Czereszewski, wówczas dyrektor sportowy Stomilu i współwłaściciel szkółki piłkarskiej Czereś Sport, oraz Paweł Kubiński, obecnie pracownik Stomilu, a wcześniej koordynator ds. sportowych i organizacyjnych w... Czereś Sport. Jakie tematy poruszano? Szkolenie, organizacja akademii czy... pozyskiwanie sponsorów. Kto, co i ile, czyli całe know-how organizacji. Robert Knothe protestował przeciw temu, by w tych spotkaniach uczestniczyły osoby związane z konkurencją, jednak zbyt wiele nie zdziałał. Musiał więc odejść.

Może jednak trzeba było szeryfa, pytałem wcześniej. Być może. Tylko że w roli szeryfów w akademii występowali prezes Stomilu i zatrudniony przez niego koordynator grup młodzieżowych Mirosław Lubas. Strzelali nie w tym kierunku, w którym powinni.

- Na pierwszym zebraniu z trenerami prezes Kowalewski powiedział: macie robić tak, jak my chcemy, a jak nie, to my was nie zatrzymujemy i nie robimy wam problemów i jak chcecie wyjść, to wyjdźcie - zdradza mi szczegóły jeden z trenerów akademii. Ten przykład niezbyt eleganckiego zachowania noszącego ślady mobbingu potwierdzili także inni obecni na zebraniu. - Nie podobał mi się od pierwszego spotkania, na którym zrobił złe wrażenie. Wiem, że przy pierwszym zespole też chodził i mówił co to nie on, że grał w Legii, w kadrze, tu czy tam... Nie ma żadnych efektów pracy koordynatora, zajmuje się tylko bzdurami, bzdetami jak np. przyczepianie się do trenerów o jakieś głupoty. Powiem szczerze, że nie wiem, czy chociaż raz był na treningu naszej drużyny i może był na jednym sparingu. W klubie na pewno nie ma go codziennie, jest na pewno raz na jakiś czas. Wydaje mi się, że osoba, która nie jest związana z klubem i nigdy nie była, bo nie pamiętam, by on kiedykolwiek był na meczu Stomilu, przychodzi i chce wraz z prezesem Kowalewskim wszystkich rozstawiać po kątach na takiej zasadzie, że wszyscy działają tak, jak oni chcą, albo się żegnamy.

- Mirek Lubas nadal żywo interesuje się Stomilem, zostawił tutaj spory kawałek swojego życia - mówił Andrzej Królikowski. Później potwierdził to, co powiedział mi trener. - Największą trudność sprawiały mu jednak codzienne dojazdy z Giżycka, co miało wpływ na ilość czasu spędzonego na efektywnej pracy. Ewidentnie brakowało mu czasu na osobisty nadzór nad przebiegiem treningów, czy spotkania z kadrą.

Mirosław Lubas pożegnał się z akademią 28 września 2020 r. Efekty jego pracy nie były widoczne na pierwszy rzut oka. I na drugi też nie. Jego obowiązkami podzielili się Paweł Głowacki (drużyny spółki) i Andrzej Mierzejewski (zespoły akademii).

Infrastruktura
Koń, jaki jest, każdy widzi. Stan bazy piłkarskiej w mieście jest dramatyczny. Akademii Stomilu nie pomaga spora konkurencja w zakresie szkolenia młodych piłkarzy, gdzie w niezbyt dużym przecież Olsztynie istnieje co najmniej siedem podmiotów zajmujących się nauką gry w piłkę dzieci i młodzieży. Akademia ma dla siebie praktycznie tylko kawałek trawy pod stadionem, czyli boisko zbudowane przez Socios Stomil. O inne obiekty musi walczyć z konkurencją. Dopełnieniem dramatu jest to, że młodzi piłkarze Stomilu nawet nie mogą grać swoich meczów w Olsztynie. Bo po prostu nie ma gdzie.

- Najlepiej gra się na równej naturalnej murawie, ale tego w Olsztynie nie doświadczymy - szczerze mówi trener akademii. - Dlatego zespoły młodzieżowe i rezerwy muszą grać w Jezioranach, w Słupach, w Różnowie. Dajtki zwykle są zajęte, a zresztą są tak zajechane, że trudno tam prowadzić prosto piłkę, bo ona skacze na nierównej nawierzchni i zbyt dużej ilości granulatu. Są sztuczne boiska w Elblągu, Ełku, Mrągowie czy Ostródzie, gdzie można pograć w piłkę, bo są równe i inna jest specyfika murawy. Gdybyśmy nawet mieli naturalne boiska i wprowadzili na nie grupy młodzieżowe dzień po dniu, to po miesiącu stałaby się kartofliskiem.

Do boisk jeszcze wrócimy, bo nie tylko one są istotne, jeżeli chodzi o infrastrukturę. Przecież przy stadionie na Piłsudskiego znajduje się plac murawy, na którym trenują małe dzieci, i... oprócz tego Stomil nie oferuje praktycznie niczego.

- Mój syn przestał trenować w Stomilu - przyznaje mi mama 9-latka. - Miewa problemy ze zdrowiem, łatwo łapie przeziębienia i infekcje. Chciałam zostawać z nim po treningach w świetlicy przy stadionie, żeby ochłonął i suchy wracał do domu. Na stadionie nie ma szatni, a w czasie treningów świetlica była zamknięta. Nikt też nie wiedział, kto ma do niej klucze. Po co powstała i dla kogo była, jeżeli dzieci nie mogły z niej korzystać, gdy tego potrzebowały?

To dobre pytanie. Świetlica Socios powstała po to, by mogły z niej korzystać dzieci trenujące w akademii, a rodzice w czasie treningu mogli posiedzieć w cieple. W rzeczywistości nie była otwierana, rodzice kryli się w samochodach, a dzieci nie miały gdzie się przebrać. Teraz świetlica zostanie zastąpiona salą do judo. Każdy sam może ocenić, czy zamiana świetlicy na salę judo, ponieważ sal z matami w mieście jest co najmniej kilka, jest potrzebną inwestycją. Nadal trenujące dzieciaki nie będą miały szatni, za to będą mogły przyjść na dodatkowy trening sportów walki. Tylko czy ktoś zdaje sobie sprawę z tego, że na trening judo też wypadałoby się gdzieś przebrać

Największe talenty piłkarskie wykuwają się jednak na boiskach, a nie w świetlicach, szatniach czy salach judo. Akademia od wielu lat stara się o jakieś dodatkowe boiska, tylko niewiele z tych starań wychodzi. Najlepiej wychodzą konferencje prasowe przy podpisywaniu umów, uściski dłoni, piękne słowa, a dzieci jak nie miały gdzie trenować, tak nie mają nadal. Nie sposób nie przypomnieć więc umowy, którą podpisywała akademia z Gminą Purda 1 marca 2018 r. na nowe boisko w Starym Olsztynie. Dziś na łące nie dostrzeżecie boiska, tylko trawę po pas.

Terenem na boisko oprócz akademii było zainteresowanych kilka okolicznych szkółek. Budimex wykonał prace ziemne, gmina miała ogrodzić teren, a akademia posiać trawę. Na efekty trzeba było czekać, a samo boisko wymagało sporo pracy. Najpierw na fali entuzjazmu było widać wielkie poruszenie, np. gdy w ramach treningu wysłano młodych piłkarzy do Starego Olsztyna, żeby... zbierać kamienie z ziemi. W międzyczasie w gminie zmienił się wójt (następca chciał kontynuować inwestycję z akademią), w Stomilu zmieniali prezesi, którzy nie zajęli się Starym Olsztynem dla młodzieży, a temat boiska ostatecznie został zakończony przez Wojciecha Kowalewskiego. Stomil skierował się ku Gietrzwałdowi i podpisał kolejną umowę na remont tamtejszego stadionu, jednocześnie zapominając o boisku w Starym Olsztynie, na które akademia i jej darczyńcy wydali kilkanaście tysięcy złotych. Obecnie wygasła umowa akademii na boisko w Starym Olsztynie, a Gmina Purda przygotowuje się do przekazania terenu innemu podmiotowi. Czas pokaże, kto skorzysta i w czyje ręce trafi. Wtedy może będzie wiadomo nieco więcej.

Nie tylko jedno boisko miało służyć akademii. Z czasem okazało się, że - jak zwykle - skończyło się jedynie na zapowiedziach.
– Podpisaliśmy umowy na treningi w Słupach, Różnowie, Dąbrówce Wielkiej i w Starym Olsztynie – wyliczał na łamach sport.wm.pl były prezes akademii Robert Knothe.

W Słupach i Różnowie odbywały się mecze drużyn młodzieżowych Stomilu, w Starym Olsztynie zdążyły potrenować krótko niektóre grupy młodzieżowe. Boisko w Dąbrówce Wielkiej także miało służyć Stomilowi, w rzeczywistości jednak chyba tylko szczęściarze doczekali tam treningów. Na początku 2019 r. Weszło pisało tak: "Od wiosny akademia trenować będzie w Dąbrówce Wielkiej. Klubowy autobus będzie jeździł 15 km i woził trzy grupy na dwie godziny treningu. I tak wychodzi taniej, niż wynajęcie któregoś boiska przy samym mieście". Dzisiaj trudno znaleźć więcej szczegółów odnośnie Dąbrówki Wielkiej, bowiem odnośniki do strony Akademii Sportu prowadzą na manowce. W kwietniu 2019 akademia zakupiła 1500 krzesełek od Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego z przeznaczeniem na trybuny przy boiskach: treningowym Stomilu, socios, w Starym Olsztynie i w Dąbrówce Wielkiej. Gdzie powstały te trybuny? Czy po prostu ludzkie oko ich nie dostrzega?

Trenerzy
W XXI w. rola trenerów w kształceniu piłkarzy jest nie do przecenienia. Owszem, z drużyny ze słabym trenerem też czasami wyjdzie dobry piłkarz, a z drużyny prowadzonej przez największego fachowca nie. We współczesnym futbolu, gdy każdy najmniejszy detal może przesądzić o końcowym sukcesie, wiedza trenerów i umiejętność jej przekazywania może być kluczowa. Warto też, by dziećmi zajmowali się dobrze wyszkoleni profesjonaliści. Wszystko kręci się niestety wokół pieniędzy. Czy od trenerów akademii można w ogóle wymagać cudów, jeżeli zarabiają tylko część najniższej krajowej?

- Trenerzy dostają marne pieniądze, to są groszowe sprawy - żali się na warunki trener akademii. - Muszą godzić pracę zawodową z trenowaniem, co nie powinno tak wyglądać, bo jeżeli chcemy mieć akademię na wysokim poziomie za x lat, to musimy mieć trenerów, którzy będą tylko tym się zajmowali: od konspektów treningowych, po trening i analizę i rozmowę z zawodnikami. Jest to praca na 8 godzin dla trenera, a najlepiej gdyby przy jednej drużynie były co najmniej trzy osoby. W Stomilu powinno się wykorzystywać swoje legendy, może nie tylko przy drużynach młodzieżowych, ale dawać stanowiska w klubie, bo oni znają piłkę od wewnątrz. Oni wiedzą, co trzeba zmienić i poprawić. Często zakładają własne szkółki, zostają ekspertami telewizyjnymi, bo nie są dobrze wykorzystywani i nie będą pracować za 500 zł, bo z tego nie da się wyżyć.

Gdy robi się coś z doskoku i po pracy zarobkowej, trudno temu poświęcić się w stu procentach. W porównaniu do działających w Polsce akademii na sensownym poziomie w Stomilu trener nie ma zagwarantowanych prawie żadnych warunków do tego, by móc wyszkolić dobrego zawodnika. W wieku juniorskim młodzież powinna mieć zapewnionych 5-8 jednostek treningowych tygodniowo. Stomil zapewnia 3. Dlaczego? Z dwóch powodów: nie ma boisk, na których można by prowadzić treningi, a za dodatkowe godziny pracy trenerom wypadałoby przecież zapłacić. Gdy więc inni pędzą TGV, w Olsztynie próbują ścigać się z nimi drezyną.

W obecnych realiach Stomil nie może gonić najlepszych, on musi próbować jak najbardziej niwelować rosnącą stratę do czołówki. Można by na przykład mieć własny system szkolenia dostosowany do warunków panujących w Olsztynie. Tutaj też jest porażka na całej linii. O własnym modelu rozwoju zawodników akademii mówi się od lat i szumnie go zapowiada, ale konkretów oczywiście nie ma.

- Nie ma ani konspektu trenowania młodzieży w Stomilu, od najmłodszych do seniora - coś takiego jak przygotował PZPN o profilu taktycznym każdego zawodnika - ani nie ma planu na zagospodarowanie młodego człowieka w przyszłości - tłumaczy trener akademii. - Koordynator Lubas miał zająć się organizacją grup młodzieżowych i tym, jak funkcjonują. Drugim jego zadaniem było ułożenie własnego modelu treningu od najmłodszych lat do juniora starszego. Te słowa padły gdzieś w lutym, a do jesieni nikt o niczym takim nie słyszał.

Dowiedzieliśmy się jednak, że obecnie za systemem szkolenia być może będzie stał... Grzegorz Lech, czyli obecny prezes Stomilu, pełniący także funkcję dyrektora sportowego. Czy w końcu doprowadzi temat do końca, którego nie mogli zakończyć poprzednicy, mający teoretycznie więcej czasu na napisanie planu szkolenia dla młodych piłkarzy? Naprawdę trudno potwierdzić. W przeszłości Lech był też na stanowisku zarządzającym w akademii, jednak bardzo szybko zrezygnował.

Dzisiejszy świat jest bardzo mały i rodzice oraz młodzież trenująca w Stomilu mają porównanie tego, jak wyglądają treningi w Stomilu, a jak w innych szkółkach w Polsce. Rodzice mają też trochę pretensji o jakość szkolenia do trenerów, że stoi na niższym poziomie niż gdzie indziej i że nie zwraca się uwagi na pewne kluczowe zagadnienia takie jak: schematy rozegrania piłki, treningi taktyczne, motoryczne, siłowe czy monitoring zawodników. Więcej żalu mają jednak do organizujących szkolenie, bo to oni w głównej mierze odpowiedzialni za to, że trenerzy nie mają środków do zwiększenia jakości treningów.

Do kadry trenerskiej niedawno dołączyła... córka prezesa akademii. Rodzice nie mają do niej zastrzeżeń, ale w takiej organizacji, zmagającej się z różnego rodzaju problemami wizerunkowymi, takie działanie może być co najmniej kontrowersyjne i niezbyt dobrze widziane także przez współpracowników. Wydawało się, że Andrzej Królikowski weźmie pod uwagę to, że nie cieszy się dobrą opinią w olsztyńskim środowisku piłkarskim i będzie unikał podejmowania decyzji, które ktoś może wykorzystać przeciwko niemu. Prezes akademii nie ma sobie w tej kwestii nic do zarzucenia.

- Emilia pracuje z najmłodszymi rocznikami - tłumaczy. - Jest wychowanką Andrzeja Mierzejewskiego i to on mnie namawiał, żeby do nas wróciła, bo przecież już pracowała w Akademii. Przed zatrudnieniem zgłaszałem temat prezesowi Wojciechowi Kowalewskiemu. Nie robiłem nic w tajemnicy. Cały czas szukamy trenerów z kwalifikacjami. Po ostatnim ogłoszeniu nie było za dużego odzewu, także nie widzę powodu dla którego miałbym dyskryminować kandydata na trenera, spełniającego wszystkie wymagania i sprawdzającego się w pracy tylko z uwagi na fakt iż jest ze na spokrewniony, lub z lęku przed posądzeniem o nepotyzm.

Akademia, biuro, prezesi, koordynatorzy - wygląda to wszystko profesjonalnie, ale to jednak w większości są hasła, stanowiska i ogólniki. Prawdziwy trud i znój jest codziennie, chociaż w przypadku Stomilu kilka razy w tygodniu, na treningach. Na boiskach i halach. W Akademii Sportu rzadko na stanowisku trenerskim można dojrzeć byłego piłkarza Stomilu. Dlaczego tak się dzieje, wyjaśniał trener akademii. Trenerzy młodzieży, nie tylko w Olsztynie, ale i w całej Polsce, w znacznej większości przypadków muszą łączyć pracę zawodową z treningami i meczami swoich drużyn, a dodatkowo mają bardzo utrudnioną ścieżkę szkolenia. Kursy organizowane przez PZPN kosztują od ok. 1200 zł do 5 tys. za UEFA A, który i tak nie pozwala na prowadzenie zespołów w trzech najwyższych ligach w Polsce. To nieco inny temat, ale pokazuje, ile pasjonat trenerski musi na początku swojej drogi zainwestować w to czasu i własnych pieniędzy, bo przecież na szkoleniu młodzieży kokosów nie zbija.

Dzieci i młodzież
W szkoleniu piłkarskim najważniejsze są przecież dzieci. Jeśli dopiero poruszamy ich temat, pokazuje to tylko, że w Stomilu dzieją się rzeczy obok nich, a wszystkie powinny być ukierunkowane na ich dobro i rozwój ich umiejętności. Gdy rozmawiałem z rodzicami trenujących chłopców, ci kpili, że w Stomilu na pierwszym miejscu nie są ich pociechy, ale składki.

Młodym zawodnikom Stomilu nie potrzeba tak naprawdę wiele. Potrzebują sprzętu i pełnych żołądków, żeby móc wybiec na boisko i dać z siebie wszystko. Niestety... brzmi to niezwykle wstydliwie, ale Akademia Sportu nie potrafi za bardzo zapewnić ani jednego, ani drugiego. Między sezonami w Stomilu ktoś wpadł na bardzo dobry pomysł, by stroje meczowe pierwszej drużyny z zakończonych rozgrywek przekazać młodym piłkarzom. Stroje po dorosłych mężczyznach dostali 13- i 14-latkowie, którzy w nich się po prostu topią. Drużyna Stomilu wygląda tak, jakby grała w plandekach, i nie jak reprezentanci Dumy Warmii, tylko jak reprezentacja powodzian i pogorzelców. Żeby dopełnić absurdu sytuacji ze strojami, drużyna juniorów młodszych od kilku lat gra w tych samych strojach, a pół składu powinno mieć dwa rozmiary większe koszulki. Nikt nie ma pojęcia, jak zapewnić komfort obu drużynom. Przerasta to możliwości planowania olsztyńskich decydentów.



Historii opowiedzianych mi przez rodziców dotyczących sprzętu było znacznie więcej, jak np. walka trenera młodzieży z Wojciechem Kowalewskim o przekazanie kilkunastu piłek po pierwszej drużynie czy problemy z ubraniami, dresami dla zawodników. Akademia zapewniała piłki do treningów, jednak te wyglądały tak, jakby wcześniej służyły do zabawy dobermanom. Lepsza jest historia o jedzeniu. Jak się czasami nawet w Stomilu zdarza, niekiedy nasze młode drużyny wygrają swoją ligę i mierzą się o coś więcej z rówieśnikami spoza województwa. Wiele takich meczów wymaga noclegu, co wiąże się z dodatkowymi kosztami. Akademia zarządzana jeszcze przez Roberta Knothego potrafiła wysłać nastolatków na mecz, zapewniając im nocleg bez jedzenia, bo tak oczywiście wychodziło taniej. Szukanie oszczędności na siłę jak zwykle nie tam, gdzie tego potrzeba.

Gdy słuchałem historii rodziców i trenerów o różnych przedziwnych sytuacjach, początkowo włos jeżył mi się na głowie. Z czasem zaskakiwało mnie coraz mniej i opadały tylko ręce. Rodzice i trenująca młodzież na własnej skórze doświadczają przeróżnych nieprzyjemności. Przetrwać pomaga im przede wszystkim czarny humor.

W niektórych sytuacjach nawet on nie pomoże, bo są zbyt poważne. Parę dobrych miesięcy temu w akademii wpadli na pomysł, by rodzice trenujących dzieci płacili za dodatkowe ubezpieczenie na wypadek kontuzji. Jak opowiedział mi jeden z trenerów, w jednej z grup przydarzył się poważniejszy uraz. Rodzice młodego zawodnika chcieli skorzystać z profitów wynikających z usługi, za którą zapłacili, lecz... zostali zostawieni sami sobie. Skończyło się jedynie na pretensjach wobec trenera, który tę opłatę pobierał.

- Niektórzy rodzice mówili, że nie potrzebują takiego ubezpieczenia, bo mają swoje - tłumaczył mi tę sprawę jeden z trenerów. - Prezes Knothe nie przyjął takich tłumaczeń, mówił, że to ubezpieczenie jest obowiązkowe. Wszyscy musieli zapłacić, więc zapłacili.

- Knothe pobierał 50 zł za sezon albo 25 zł za pół za ubezpieczenie dla dziecka, ponieważ była podpisana umowa z jednym gabinetem fizjoterapeutycznym i w przypadku kontuzji tam miały być wysyłane dzieci - przybliżył temat inny ze szkoleniowców. - Miała być też podpisana umowa z jakąś przychodnią, że w przypadku poważniejszej kontuzji w ciągu 48 godzin była umówiona wizyta z lekarzem. Jak dokładnie było, to nie wiem, bo w mojej grupie nie zdarzyły się poważniejsze urazy. 

Mamy więc klasyczny hat-trick w wykonaniu Akademii Sportu: brak sprzętu, brak jedzenia i brak bezpieczeństwa. Na przestrzeni lat było wiele takich przypadków, w których młody zawodnik w przypadku kontuzji odniesionej na treningu lub w meczu w barwach Stomilu musiał skończyć swoją przygodę z piłką. Pozostawał wtedy wielki żal do ludzi, do Stomilu, który z czasem przeradzał się w niechęć, a może nawet i w nienawiść do klubu, którego byli wychowankami.

Gdy rodzic oddaje trenerowi pod opiekę swoje dziecko, zapewne liczy na to, że ten dopilnuje, aby młodemu i jego rówieśnikom nie wpadały do głowy głupie pomysły. Ale czy ktoś pilnuje trenerów? Co jeśli to jemu wpadnie do głowy pomysł zupełnie chory? Nie tak dawno jeden z trenerów młodych chłopców tak bardzo chciał wygrać jakiś mecz na turnieju dziecięcym, że przed rywalizacją w szatni kazał... pić wszystkim energetyki, żeby lepiej grali. Dodatkowo nie miało to wyjść poza szatnię pod groźbą wyrzucenia ze Stomilu. Chłopcy i tak o metodach motywacyjnych opowiedzieli rodzicom, lecz ci nie chcieli robić afer w obawie przed możliwymi szykanami dla ich dzieci, po cichu tolerując taką patologię. Na szczęście narkotyki są za drogie, więc dzieci podtruwano tylko mniej wydajnymi energetykami.

Nie może być przecież aż tak źle, jak to jest opisywane. Stomil też potrafi wyprzedzić w czymś nawet zachodnie kluby i jest to... logistyka. Na przykład - jak powiedzieli mi rodzice - w Niemczech przy zespole najstarszych juniorów pracuje kilkanaście osób: trenerzy, asystenci, trenerzy bramkarzy, fizjoterapeuci, psychologowie i pewnie jeszcze ktoś, o kim zapomniałem. W Stomilu w zespole juniorów nie potrzeba właściwie nikogo, bo oficjalnie takiej drużyny nie ma. Owszem, w lidze juniora drużynę prowadził Łukasz Jegliński, na co dzień asystent Stomilu II, ale składała się ona zwykle z zawodników, którzy nie grali w innych drużynach młodzieżowych czy rezerwach. W następnej z kolei drużynie juniora młodszego wystarczyć musi trener Adam Zejer, odpowiedzialny niemal za wszystko. A przecież im młodszy rocznik, tym jeszcze mniejsze możliwości.

Stomil nie organizuje dodatkowych treningów dla swoich podopiecznych. Tym bardziej jest to zaskakujące, że przecież ma od tego specjalistów. Niezrozumiałe jest to, dlaczego osobnych treningów nie mają bramkarze albo dlaczego nie prowadzi się treningów typowo kondycyjnych czy siłowych. Wystarczy przejrzeć kadrę trenerską i można by wytypować co najmniej trzy osoby, które mogłyby się tym zająć. Jakieś dwa lata temu Stomil hucznie ogłaszał powstawanie programów Top Talent i TOP45 dla najbardziej uzdolnionych młodych graczy, którzy w małych grupach mieli podnosić swoje umiejętności pod okiem trenerów na dodatkowych zajęciach. Zapowiedzi i pochwał w mediach dla tych inicjatyw było więcej niż... treningów w obu programach łącznie, których odbyło się kilkanaście z mocnym akcentem na kilka. Rodzice młodych zawodników, z którymi rozmawiałem, zgodnie przyznali, że byliby w stanie wykupić dla swoich synów dodatkowe lekcje piłki nożnej z trenerem za godziwe pieniądze. Nie uśmiecha im się jednak to, by połowę kwoty za lekcję brała akademia.

Miasto
- Akademia, powstając, miała fajne pomysły - mówi trener akademii. - Niestety nie jest tak z jednego powodu, który kibice dobrze znają. Jest nim miasto... Brak spójnej wizji miasta z klubem i akademią powoduje, że nie potrafimy nawet jednej grupy umieścić w jednym miejscu. Dopóki nie powstanie szkoła z bursą pod patronatem Stomilu najlepiej z boiskiem, siłownią i niewielką odnową, to nie ma szans, byśmy mieli wysyp zawodników, którzy dołączą do pierwszego zespołu. Będą to co najwyżej jednostki.

Nie możemy mówić o jakimś centrum szkoleniowym z wielkim internatem i kilkunastoma boiskami trawiastymi. Musimy szyć z takiego materiału, jaki mamy. Tu na pewno mogłaby pomóc dobra współpraca z miastem, a ta jest... dość specyficzna. Niemniej nie za wszystko należałoby obwiniać włodarzy Olsztyna, którzy co prawda za sportem jakoś wybitnie nie przepadają, to nie dostają ze Stomilu propozycji nie do odrzucenia. Stomil w tej kwestii też sobie nie pomaga.

W olsztyńskiej akademii trenuje młodzież z prawie całego województwa. Młodzi zawodnicy przyjeżdżają na treningi m.in. z Jedwabna, Ostródy, Dobrego Miasta, Nidzicy, Kętrzyna czy Działdowa. Dla nich zajęcia w środku tygodnia oznaczają prawie cały stracony dzień na dojazd i powrót, często muszą liczyć na rodziców czy na dobre połączenie komunikacyjne w jednym z najbardziej wykluczonych komunikacyjnie regionów w Polsce. O szkole z internatem można więc pomarzyć.

- W tym roku pierwszy raz nie powstała nawet klasa sportowa w olsztyńskim liceum - mówi z goryczą ojciec trenującego licealisty. - Wcześniej taka istniała w X LO, ale Królikowski z Lubasem wpadli na pomysł, że dogadają się z VI LO. I tak się dogadali, że klasa sportowa nie powstała ani tu, ani tam.

W X LO byli za tę zdradę tak wściekli na akademię, że nie życzyli sobie, by jej grupy trenowały na ich przyszkolnym boisku. W końcu niektórym grupom udało się wcisnąć po znajomościach i poza wiedzą i ingerencją Stomilu. Jak powiedział mi mój rozmówca, gdy o nowym boisku dowiedział się prezes Królikowski, postanowił, że... wrzuci na nie pozostałe grupy. Komunizm... Dość żartów, bo sprawa jest dużo poważniejsza, mimo że zaczyna się bardzo niewinnie.

- Jakiś nieco ponad miesiąc temu matka jednego z chłopców trenujących w roczniku 2009 po znajomości załatwiła swojej grupie treningi na boisku SP 22 - zaczął historię jeden z rodziców, który nie chciał milczeć po przeczytaniu niedawnego wywiadu z prezesem akademii na naszej stronie. - Ta grupa potrenowała może miesiąc, bo o nowym boisku dowiedział się Królikowski, który umieścił tam inną grupę, a rocznikowi 2009 kazał szukać sobie nowego boiska.

Tym razem z powodu zmiany boiska nikt nie robił wielkich problemów, bowiem grupa przeszła na treningi pod balonem na Dajtkach, co logistycznie bardziej odpowiadało trenerowi. Niemniej trochę dziwne, że mama chłopca z jednej grupy nieświadomie załatwiła boisko innej.

Stomilowska młodzież nie trenuje tylko na boiskach i orlikach. Nadchodzi zima, więc coraz częściej treningi będą odbywały się na salach gimnastycznych. A tych dobrze nie wspominają nie tylko rodzice, ale także trenerzy z akademii.

- Tragiczna była organizacja treningów w akademii - mówi o zajęciach na sali jeden z trenerów. - Czasami było tak, że o odwołanym treningu dowiadywaliśmy się wszyscy pod zamkniętymi drzwiami hali sportowej. Nikt nie raczył nawet poinformować trenerów czy rodziców o odwołanym treningu. Było mi bardzo przykro, bo wielu z nich przyjeżdżało z bardzo daleka.

W przeszłości Stomil potrafił bardzo kreatywnie oszczędzać na płaceniu za sale gimnastyczne. Oczywiście oszczędzał na najmłodszych zawodnikach. Gdy zaczęła psuć się pogoda późną jesienią, spadała temperatura czy padał deszcz, rodzice otrzymywali SMS-y, że trening nie odbędzie się na sali gimnastycznej, ale na sali... gier i zabaw. Wielu opiekunów nie chciało płacić za takie zajęcia akademii, bo na salę zabaw mogli iść z dziećmi, kiedy chcieli. Płacili za treningi piłkarskie, notorycznie dostając w zamian coś zupełnie z piłką niezwiązanego.

- W kwestii treningów kluczowych jest wiele czynników - mówi mi trener akademii. - Infrastruktura - w zależności od miejsca możesz mieć różną liczbę dzieci na treningu. Sposób trenowania. Chęć trenowania przez dzieci - gdy codziennie jest trening na innym boisku albo na połowie boiska, to nie mają chęci trenować albo organizować sobie dojazdów w różne miejsca, a w młodym wieku jest to uzależnione od czasu rodziców. W Stomilu nie trenuje się ciągle w jednym miejscu, więc rodzice też nie mogą sobie ustalić planów wcześniej, że trening jest o konkretnej godzinie w konkretnym miejscu. System szkolenia leży. Nie wiemy, nad czym mamy pracować - nad atakiem pozycyjnym czy szybkim, grą trójką czy czwórką... Trenerzy też nie wiedzą, czego wymaga akademia. Kiedyś dzieci uczyły się grać w piłkę na betonowym boisku, na trawie, piachu czy żużlu, a teraz jak nie ma orlika czy trawy naturalnej, to nie chcą trenować, bo się pobrudzą, pokaleczą. Kiedyś trudne warunki hartowały ducha, piłka była sposobem na wybicie się z biedy, a teraz to szkolenie idzie w stronę rodziców - przywożą, kupują nowe buty, tulą, głaskają. Nie ma chęci i marzeń do tego, by zostać piłkarzem. Największe kariery będą robić dzieci z rodzin mniej zamożnych, z mniejszych miejscowości, wsi, bo będą chcieli się wybić z prowincji, z biedy, żeby ich dzieci miały lepiej niż one.

W tym roku zakończył się program Orlik 2012, co spowodowało, że obiektami zarządza teraz miasto, a akademia będzie musiała płacić za ich wynajem. Jak wyliczył prezes Królikowski w tym roku AS Stomil Olsztyn zapłaci ok. 500 tys. zł za wynajem boisk i hal. Przecież to są potężne kwoty, które w perspektywie kilku najbliższych lat pozwoliłyby Stomilowi wybudować pełnowymiarowe sztuczne boisko przykryte balonem i uwolniłyby akademię z konieczności płacenia miastu, a młodzież kontynuowałaby szkolenie nie na hali, ale na całorocznym boisku. Wszystko rozgrywa się jak zwykle o pieniądze, a tych na koncie akademii oczywiście nie ma.

Certyfikacja PZPN
Mimo pięknych roztaczanych wszem i wobec wizji prezesa Królikowskiego o działalności akademii ta wygląda na razie jak z trzeciego świata. W pierwszym są zachodnie kluby, do których nawet nie mamy się co przyrównywać, w drugim lepiej zorganizowane polskie, a w trzecim Stomil Olsztyn. Chociaż może i nie w trzecim, tylko już w czwartym świecie. W trzecim mogą być szkółki z województwa, które uzyskały gwiazdkę w ramach certyfikacji PZPN, takie jak Żagiel Piecki czy Płomień Turznica.

W 2019 r., gdy startował program certyfikacji szkółek piłkarskich wdrożony przez PZPN, Akademia Sportu Stomil Olsztyn ubiegała się o srebrną gwiazdkę. Oczywiście bezskutecznie, winę za niepowodzenie próbowano zrzucić na rodziców trenujących dzieci. Wszystko się rozbiło o naprawdę błahą sprawę: rodzice nie zarejestrowali trenujących pociech w systemie PZPN.

Obecnie rusza drugi etap certyfikacji, do którego również przygotowywał się Stomil Olsztyn. Pytaliśmy o ten temat prezesa akademii, jednak istotnych szczegółów dowiedzieliśmy się tradycyjnie od osób trzecich.

- W Olsztynie wydaje mi się, że na chwilę obecną nie ma nikt, ponieważ wszystkie zostały wycofane - powiedział Andrzej Królikowski w autoryzowanym wywiadzie dla naszego portalu. - Decyzje takie zapadły nie z uwagi na ich niewłaściwe funkcjonowanie, a z powodu braku pełnowymiarowych boisk. Jeżeli nie ma takich obiektów to niestety nie można dostać certyfikacji. Podjąłem się jednak zadania, żebyśmy dostali brązową gwiazdkę.

Cóż, od prezesa akademii można by chyba wymagać niemijania się z prawdą, jeśli chodzi o takie kwestie. Srebrne gwiazdki rok temu otrzymały olsztyńskie szkółki: Żuri, Stomilek oraz Warmia. Jak w trzy minuty sprawdziliśmy na stronie PZPN-u, dwa ostatnie podmioty nadal mogą się pochwalić odznaczeniem. Przejrzeliśmy także obowiązujące kryteria na srebrną gwiazdkę. Wcale nie są konieczne pełnowymiarowe boiska, ale... szatnie i prysznice, czyli to, czego brakuje na stadionie. W pomieszczeniach, które mogłyby temu służyć planowano otworzyć siłownię, ostatecznie buduje się sala judo.

Niestety przyznanie w tym roku nawet brązowej gwiazdki może być bardzo trudne. Do skompletowania dokumentacji został wyznaczony Michał Kraszewski, trener rocznika 2006, w przeszłości koordynator ds. szkolenia odpowiedzialny za opracowanie własnego systemu szkolenia, który oczywiście nie powstał. Nieistotne. Michał Kraszewski po krótkim czasie zdecydował się porzucić to zadanie i podjąć pracę jako pierwszy trener Olimpii Olsztynek, która zajmuje obecnie ostatnie miejsce w tabeli IV ligi. Nie udało nam się dowiedzieć, czy ktoś przejął jego obowiązki i czy w ogóle ktoś się tym przejął. Na usta samo nasuwa się jedno pytanie. Dlaczego zrezygnował?

Władze Stomilu
W Olsztynie ciągle żyją marzeniami o zawodnikach wyszkolonych w mieście, posiadających warmiński charakter i odpowiednie umiejętności, by grać w pierwszej drużynie Stomilu. Od lat w tym kierunku nie wykonuje się jakichkolwiek działań. Wszyscy patrzą i czekają, aż na ugorze wyrosną piękne kwiaty. To nie nadchodzi od wielu lat, pojedynczy piłkarze z Olsztyna radzą sobie w rozgrywkach ekstraklasy czy I ligi. Dzisiaj w naszym mieście z zachwytem i nieskrywaną zazdrością patrzy się na Rzeszów czy Lublin.

- Dobrym przykładem akademii jest Stal Rzeszów - potwierdza trener akademii. - Dużo pieniędzy wyłożyło miasto, dogadując się ze sponsorem. Wspólnie mają długofalowy plan, żeby postawić na młodzież, może jeszcze nie w pierwszym zespole, ale budują od podstaw. My myślimy krótkofalowo. Wszyscy przed poprzednim sezonem krzyczeli: awans, awans, baraże! Najpierw trzeba ostudzić gorące głowy, ułożyć sprawy finansowe, osobowe, sposób gry poszczególnych drużyn, zapewnić im warunki do grania i trenowania i po 3 lub 5 latach spróbować walczyć o ekstraklasę. Nie sztuką jest awansować, ładując duże pieniądze, i szybko zlecieć i znowu odbudowywać Stomil przez 10 lat.

W Lublinie powstanie wielki ośrodek treningowy wybudowany za ok. 60 mln zł, z którego będzie korzystać ok. 400 dzieci. Tam podobnie jak w Rzeszowie swój wkład finansowy zapewnia prywatny przedsiębiorca, który wspiera także lokalny klub. W Olsztynie na razie nie ma o czym marzyć. W założeniach sprzedaży akcji znalazły się zapisy o tym, że część pieniędzy wpłaconych przez kibiców pozwoli na opracowanie koncepcji i pozyskanie gruntów pod budowę centrum treningowego czy inwestycję w infrastrukturę dla najmłodszych piłkarzy. Na razie można tę koncepcję odłożyć na półkę z fantastyką - sprzedaż akcji okazała się spektakularnym fiaskiem. Znowu jednak powstałyby projekty, wizje i projekcje. Tylko na nie nie ma czasu, trzeba działać tu i teraz. Każdy dzień zwłoki to jeden zmarnowany dzień w piłkarskim życiu olsztyńskiej młodzieży. A Stomil nie może pozwolić sobie na marnowanie kolejnych talentów.

Z drugiej strony: skąd w akademii mają się pojawić pieniądze? W październiku 2017 r. Akademia Sportu podpisała dwuletnią umowę sponsorską z Grupą Energa opiewającą na trochę mniej niż 100 tys. zł rocznie. To była dobra umowa zarówno dla fundacji, jak i dla sponsora strategicznego, bowiem akademia miała przygotowywać raporty wyjaśniające, na co przeznaczane są środki. Oczywiście Energa już nie jest sponsorem AS, bowiem akademia nie złożyła wniosku o przedłużenie sponsoringu. Tym razem znowu wszystko, co najciekawsze rozgrywało się w gabinetach. Tuż przed zakończeniem umowy z Energą ówczesny prezes Stomilu Robert Jurga poinformował prezesa AS o tym, że dostał polecenie, aby wciągnąć Energę do sponsorowania spółki, która później uzyskanymi środkami podzieli się z akademią. Ostatecznie Stomil Olsztyn SA żadnej umowy nie podpisał, a akademia straciła sponsora strategicznego.

Podsumowanie
Stomil przez lata zmarnował dziesiątki talentów. Pewnie wielu z nas jest efektem olsztyńskiego szkolenia. Dzisiaj widzimy jak chyba nigdy wcześniej, że nasza młodzież w wieku 18-19 lat nie radzi sobie na poziomie IV-ligowym. Rezerwy Stomilu pałętają się w ogonie tabeli, regularnie przegrywają z amatorskimi drużynami, a sami zawodnicy wyglądają dużo gorzej od rywali: biegają wolniej, popełniają fatalne błędy indywidualne, grają mniej dokładnie i na dodatek ze zbyt małym zaangażowaniem. Pierwsza drużyna Stomilu ciągle teoretycznie słynie z warmińskiego charakteru, ale ten charakter dają jej doświadczeni zawodnicy, bowiem młodzi wcale nie naciskają i nie wchodzą do drużyny.

Ile setek dzieci z marzeniami o piłkarskiej karierze przewinęło się przez Stomil od jego reaktywacji? Ilu z nich poradziło sobie na poziomie centralnym przez te 15 lat? To są naprawdę jednostki, których nie ma sensu nawet wymieniać. Trudno w Stomilu osiągnąć wysoki poziom, jeżeli trenuje się 2-3 razy w tygodniu. Nawet posiadając znacznie większy talent, nie ma się szans z ciężką pracą, którą wykona w innej akademii rówieśnik trenujący 6-7 razy.

Do czego w ogóle komukolwiek potrzebna jest akademia Stomilu w obecnej formie i w obecnym kształcie? Nie prowadzi profesjonalnego szkolenia, tylko amatorskie. Gry w piłkę nauczają trenerzy, którzy w znacznej większości nigdzie nie grali, na boiskach, których nie ma, na treningach, których jest za mało. To nie jest trenowanie. To jest udawanie. Prawdziwe są za to składki - najwyższe w mieście. W zamian za nie otrzymuje się marnowanie talentów i niszczenie marzeń o wielkiej piłce.

Tagi: Stomil Olsztyn, AS Stomil Olsztyn


Komentarze

  1. 26.11.20 17:35 czerkasow

    Czytająć wywiad z Markiem Kleitzem czy tam jego laurkę stwierdzam że jednak minął się z powołaniem😁 I teraz rozumiem analogię z karawaną.😁

  2. 26.11.20 13:31 zjs

    Pod wiadomością o zastępstwie w Wikielcu Wojtka Tarnowskiego przez Piotra Zajączkowskiego na czas kwarantanny, kolega Lejtnant zasugerował, że Wikielec zacznie zjazd w dół. Od tego czasu Wikielec pokonał Świt 1:0 a wczoraj głównego kandydata to awansu Polonię 1:0. Co będzie jak Wikielec rozpocznie zjazd po powrocie Tarnowskiego już w sobotę? Może ta koncepcja Zajączkowskiego była jednak lepsza dla Stomilu w kontekście posiadanego materiału ludzkiego niż Majewskiego?

  3. 24.11.20 12:20 Paweł Wilicki

    Obszerny ten artykuł Kot-a i ukazujący naprawdę sporo niedociągnieć (celowych, zaniedbań) organizacyjnych jak i strategicznych. Boisko - ktos stara sie siłami sponsora teren zamienic w boisko a potem inny to odpuszcza. @ Dziwne zamiany grup na "zdobytych" obiektach wg rozpiski Pana szefa. @ Organizacja - umowy, brak rozdzielonych zadan i ich rozliczania. @ Ale to, że rodzice nie mogą ogrzac sie w klubowej świetlicy a potem młodzi piłkarze przebrac to przegiecie... Zaś zrobienie ze świetlicy salki judo (nie pamietam by w Stomilu kiedykolwiek była sekcja judo) pamietajac ze ani mlodzi pilkarze nie maja sie gdzie przebrac ani rodzice poczekac na swe pociechy - cieżko opisać grzecznymi słowami. Chciałoby się napisać moc słów k...., m..., j...., s......, b..... itd itd Jak mozna sie pytam i kto za to odpowiada ? Konkretnie ktos musi na to odp !!! Bo co ? Bo kasa ? Bo jakis trener (raczej nie ze Stomilu czy akademii) chce zarobic kase ? Oburzające.

  4. 24.11.20 05:05 A Ś

    Ja mam nadzieje ze Lech nie bedzie firmowal swoim nazwiskiem tego nieudacznika Krolikowskiego zatrudnionego przez gbura kowalewskiego ktory oddal swietlice dla dzieci i pilkarzy pod prywatny interes nie potrafi schowac namiotu sociosowego ktory stoi i niszczeje kolejny rok poprostu ten czlowiek sie tu nie nadaje !

  5. 23.11.20 20:16 tommy1976

    powiem tak...w akademii niech ci co są od spraw sportowych, konspektów, szkolenia itp zajmą się swoją robotą, a ci co od zarządzania zajmą się główną bolączką klubu i skumulują energię na tym aby ten problem rozwiązać, czyli na infrastrukturze. Bez konkretnego miejsca do treningu, od dzieciaków do juniorów, czy nawet rezerw, nie ma co myśleć o jakichkolwiek efektach i to nie na już, a nawet w dłuższej perspektywie. Pytanie tylko czy osoby które powinny się tym zająć, potrafią pozyskać fundusze z różnych instytucji na taką inwestycję, skoroby były np. wtopy z tytułu 1% o reszcie nie wspominając

  6. 23.11.20 19:35 SanDiego

    Głośne hasła: Borussia Dortmund! Atakujemy ekstraklasę! Szkolmy młodzież. I tu jak za PRL'u - hasła są, wstęgi są, uściski są, tylko wyników jakoś nie ani czynów. Nic się w tym kraju nie zmienia. Właścicielowi klubu nie zależy za jotę, aby tu coś zbudować $ inwestycją. Wygląda to na łatanie dachu (rzekome transfery, wspominana ekstraklasa), wyraźnie tu widać, że dach co prawda dziurawy, ale fundamenty ledwo stoją skruszone. Ale przecież tego nie widać gołym okiem, więc cicho być i walczymy o awans!

  7. 23.11.20 17:01 zjs

    @korgan79.. nie chciałem już poruszać tej oczywistej kwestii o której piszesz. Tajemnicą poliszynela jest, że w momencie kiedy zapachniało groszem klub ten obsiadała szarańcza. "Rozdziobią was jak kruki". To cytat z wypowiedzi pewnego trenera.

  8. 23.11.20 16:41 korgan79

    Świadomie Stomilowi kibicuje od 1990 - przez cały ten czas większość tzw działaczy tego klubu chciała tylko i wyłącznie na klubie zarobić. Swoją drogą klub zawsze biedny - a kasy wyciągnąć różnej maści działacze potrafili z niego wyciągać całymi garściami. I widać, że nic się w tej materii nie zmienia od lat. I jeszcze jedna cecha wspólna - mnóstwo zaangażowanych działaczy zawsze pojawiało się i pojawia w momencie kiedy ratusz sypnie wraz ze swoimi spółkami jakimś groszem.

  9. 23.11.20 15:04 zjs

    Artykuł Kotowskiego ponury jak listopadowa pogoda. Opisuje jednak pewien stan, który w Stomilu jest constans. Pamiętam jak kiedyś w przerwie podczas odśnieżania boiska przed rozpoczęciem rundy wiosennej 2 ligi, w euforii snułem fantasmagorie nad przyszłym losem klubu. Bobo spojrzał na mnie z rozbawieniem i powiedział :"bez przesady panie Zbyszku ten klub to manufaktura". Wiedział co mówi bo był po stażu w Werderze Brema. Manufaktura i bylejakość jest cechą Stomilu do dzisiaj. Pod wpływem słów śp.Jerzego Skoneckiego złożyłem deklarację członkowską do klubu i przez szereg lat płaciłem regularnie składki aż do momentu, kiedy po kolejnej zmianie personelu jakaś panienka zapytał mnie dlaczego ja właściwie płacę? Jestem członkiem klubu gdzie moja deklaracja? Nie ma- odpowiada. To przestałem płacić. Kotowski się dziwi, że rodzice nie płacili a Akademia nie wiedziała. Toż to standard.

  10. 23.11.20 11:45 A Ś

    Skoro nie potrafia rozmawiC z rodzicami to bardzo dobrze ze powstal ten artykul moze osoby decyzyjne wkoncu zroba cps z ta patologia bo zygac sie chce tracimy zawodnikow rodzicow i kibicow

  11. 23.11.20 11:27 henio

    Chyba 120 zł za 2 treningi w tygodniu. 140 zł za 3 treningi. Największe składki w Olsztynie i województwie? Ktoś wie jak to dokładnie wygląda?

  12. 23.11.20 10:50 stomil 14/88

    Kocie aby nie Okręgówka bo spada 6 drużyn

  13. 23.11.20 10:29 Kot

    Wszystko to wina kibiców. Nie dają w spokoju "pracować" wielkim fachowcom, tylko krytykują i oczekują efektów po 9 miesiącach. A to trzeba spokojnie poczekać 15 lat, najlepiej do emerytury tych fachowców i może wtedy coś powstanie. A jeśli nie, to co? Kibice rozwalą ten klub. Nie zebrali pieniędzy na akcje i nie zebrali głosów na siłownię na stadionie, a mają czelność krytykować. Za dwa lata będzie IV liga i zobaczymy, kto miał rację.

  14. 23.11.20 10:05 tomaso

    Posiadanie drużyn młodzieżowych i programu szkolenia młodzieży to wymóg licencyjny w 1 lidze. A to, jak to funkcjonuje, to PZPN już nie interesuje

  15. 23.11.20 09:55 waldi812

    Dobry artykuł, jedna tylko niekonsekwencja, a mianowicie na początku pojawia się wątek składek i tego, że dzieci trenują bez umowy z rodzicami i nikt tych składek w klubie nie pobiera, a następnie wyłania się wątek nastawienia na kasę i składki. A poza tym bardzo ładnie przedstawiony obraz akademii. Zastanawia mnie w tym wszystkim nastawienie właściciela klubu i wyłaniający się brak jakiegokolwiek dialogu z kibicami. Przecież można było się spotkać i posłuchać, co ludzie, którzy angażują się w ten klub i mają ogromną wiedzę na jego temat, prowadzą od kilkunastu lat portal mają w pewnych kwestiach do powiedzenia. Chociażby sprzedaż akcji, czy ktoś w ogóle na ten temat dyskutował? Podejrzewam , że nie, w innym przypadku artykuły Kota nie byłyby publikowane na forum romana i Kot by nie był blokowany na twitterze przez Brańskiego, który to Brański jest już swego rodzaju ekspertem w sprawach prowadzenia klubu piłkarskiego, bo popełnił chyba wszystkie możliwe błędy. Tym bardziej w sytuacji, gdy zwrócił się z supliką do kibiców o zakup akcji taki dialog powinien być. I przede wszystkim, zanim zaczał kreślić obrazy szklanych domów należało skupić się na pracy u podstaw i budowaniu jego fundamentów, bo bez tego nic się nie zmieni. Trawestując klasyka można powiedzieć, infrastruktura głupcze.

  16. 23.11.20 09:52 czerkasow

    Nie do końca z "Cukiernikiem". Wpierw pieniądze trafiały na jego konto jako pensja, a dopiero później martwił się o inne rzeczy. Koszt rodzica, który posłał swoje dziecko do Alademii, to oscylacja koło 7 tysięcy złotych rocznie (ja już nie wspomnę o strojach, dresach, korkach). Co miesiąc wpłaca się składki a za wyjazdy i obozy oraz wynajem hali płaci się dodatkowo.

  17. 23.11.20 09:31 stomil 14/88

    Brawo za artykuł , ale stanę w obronie Roberta Knote. To że on nie powinien być prezesem akademii, to jest sprawa oczywista, ale przez tyle czasu nie było konkretnego kandydata i dalej go nie ma. Cukiernik jak na niego niektórzy mówią, był bardzo zaangażowany, wkładał serce w pracę , już wcześniej w SOSIOS. Miał wielu sponsorów na Enegię , którą zabrał prezes Jurga. Program 100 po 100 i niestety u Królika została tylko jedna firma, reszta znając tego pana odeszła. Kolejnym tematem to zniszczenie świetlicy dla dzieci i zrobienie prywatnej salki na judo, bo trener będzie pobierał pieniądze za treningi i będą tam trenować ludzie z całego Olsztyna, a świetlicę zrobiło SOCIOS a nie akademia. Kolejny temat to boiska, jak można zostawić boisko w Starym Olsztynie, już było prawie gotowe, ale to pewnie celowe działanie przejmie je najlepsza szkółka w tej części europy, a królik zacznie budować w Gietrzwałdzie i coś zostanie , a na istniejącym się nie da zarobić.

  18. 23.11.20 09:17 Haras

    Może ktoś napisać jakie są te składki w Akademii? Ile się teraz płaci za treningi u nas? Z tego co słyszałem, to do poprzedniego prezesa było dużo więcej zastrzeżeń, niż tu zostało opisane.

  19. 23.11.20 09:13 marduck

    Mam wrażenie że akademia jest skutkiem ubocznym wymagań licencyjnych PZPN. Gdyby nie to nikt by się nie przejmował szkoleniem dzieciaków, przecież to tylko problem, bo rodzice mogą mieć wymagania ... dramat z szyldem Stomil Olsztyn

  20. 22.11.20 23:33 masti

    organizacyjnie bez zmian w Akademii czyli też na A: AMATORKA. Brawo za pracę, godziny poświęcone aby artykuł powstał. Przykład bezradności i niekompetencji to np. boisko w Starym Olsztynie spokojnie można było przygotować na tyle żeby można było z niego korzystać, niedopilnowanie umowy i kasa wydana na co? no właśnie... A. Królikowski ma wieloletnie doświadczenie np. w pozyskiwaniu środków z gminy jak i z rozliczeniami 1% a ostatnio w wielkim sukcesie siłowni projektu OBO. Szkoda dzieciaków i ich rodziców ponieważ są to kibice Stomilu, potencjalnie następne pokolenie na trybunach a może nawet przyszli piłkarze będący wychowankami Akademii

  21. 22.11.20 22:26 Owsian

    Rozmawiałem ostatnio z kumplem po szalu z pracy. Doszliśmy do wniosku, że w Stomilu zmieni się dopiero jak klubem zaczną rządzić czy współrządzić tacy ludzie jak Emilozo czy Kot. Ja wierzę, że kiedyś do tego dojdzie.

  22. 22.11.20 22:18 jacekoks

    Ten twór nie ma prawa zwać się "akademią". Cukiernik jednak nie taki zły jak się go malowało?...

  23. 22.11.20 21:11 DJKS

    Stomil nigdy nie miał szczęścia do ludzi, tak jak my mieszkańcy nie mamy szczęścia do władz miejskich. Cała prawda o ludziach jacy kręcą się przy Stomilu, o tym co władze miasta robią (a raczej czego nie robią) dla możliwości uprawiania sportu w Olsztynie... Tu w Olsztynie jesteśmy Polską C pod każdym względem...

  24. 22.11.20 21:00 Stomilowiec16

    U Stomil Cupa w domu bigos na uspokojenie gotuje się na 3 gary, ale i to na nic bo artykuł to prawda.

  25. 22.11.20 20:51 szorstky13

    zacznijmy od wywalenia Krolikowskiego

  26. 22.11.20 20:34 A Ś

    Naprawde w tym miescie nie ma mlodych ludzi zeby przyszli tutaj z pomyslem ktorzy maja pojecie ! Mozna podpisac jakas umowe partnerska np z Lechia wyslac tam ludzi na staz jak unich funkcjonuje klub jak akademia czego nam brakuje przeniesc poukladac zeby to byla najlepsza akademia w wojewodztwie a zawodnicy byli w niej tylko najlepsi ! A n8e ciagle jakies darmozjady zasiadaja co nie maja pojecia zadnego

  27. 22.11.20 20:19 A Ś

    Wszyscy zatrudnieni przez kowalewskiego gbura ludzie powinni odejsc natychmiast! Radkiewicz na prezesa on da se rade!

  28. 22.11.20 20:12 A Ś

    A dla autora tekstu brawo może to do nich dotrze

  29. 22.11.20 20:11 A Ś

    Ta akademia jest tylko z nazwy zero administracji zero dzialan konkretnych o boiska teraz boisko w starym Olsztynie oddadza w obce rece gdzie nasz sponsor wlozyl kase to jest sabotaz ! Krolikowski odejdz czlowieku bo sie nie nadajesz ! O knote tez dajcie spokoj bo zostawil gnoj i za to nieodpowiedzial a teraz ktos inny musi sie meczyc! Grzesiek zrob tam porzadek bo dzisiaj.na meczu slyszalem rozmowe rodzicow jal funkcjonuje ta akademie to flaki sie przewalaja

Redakcja stomil.olsztyn.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie stomil.olsztyn.pl zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, wypowiedzi nie związane z tematem artykułu, "trolling", sformułowania obraźliwe w stosunku do innych czytelników serwisu, osób trzecich, klubów lub instytucji itp., a w skrajnych przypadkach do blokowania możliwości komentowania wiadomości przez poszczególnych użytkowników.

Dodaj swój komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz. Zaloguj się tutaj.