Stomil Olsztyn nie awansował do III ligi po meczu barażowym w Mińsku Mazowieckim. Po meczu rozmawialiśmy z trenerami obydwu drużyn na temat ostatniego spotkania w tym sezonie.
Michał Kraszewski, trener Stomilu:
- Nie awansowaliśmy do trzeciej ligi, przegrywając dzisiejszy mecz 0:1. Dlaczego tak się stało? Myślę, że to pytanie wymaga głębszej analizy. Dzisiaj zostawiliśmy na boisku całe serce. Chłopaki dali z siebie absolutnie wszystko, podobnie zresztą jak w całym sezonie, odkąd objąłem funkcję trenera. Taki jest sport – w finale ktoś musi wygrać, a ktoś przegrać. Ostatecznie o wyniku zdecydował gol stracony w doliczonym czasie pierwszej połowy, w 47. minucie. Co mogę dodać? Na pewno mojemu zespołowi należą się wielkie brawa za zaangażowanie, podejście i przygotowanie do tego starcia. Cel, jakim był awans, nie został zrealizowany, ale na tę sytuację trzeba spojrzeć wielowymiarowo.
Emil Marecki (stomil.olsztyn.pl): Z tym "maksem" mocno bym polemizował. No, chyba że to już po prostu kwestia wycieńczenia końcówką sezonu i chłopakom zabrakło sił oraz pomysłu na sforsowanie obrony rywali. Przed meczem wielu skazywało nas na sromotną porażkę. Mazovia była dzisiaj jak najbardziej do ugryzienia, dlatego tym bardziej boli fakt, że nie potrafiliśmy doprowadzić chociażby do dogrywki.
- Wiesz, chyba sam poniekąd odpowiedziałeś sobie na pytanie. Skoro wszyscy skazywali nas na porażkę, a na boisku do samego końca walczyliśmy o remis i wyrównanie, to o czymś świadczy. Ta drużyna miała pomysł na grę i walczyła – przecież stworzyliśmy sobie sytuacje, nie możesz powiedzieć, że było inaczej. Rozumiem rozgoryczenie, ale dzisiaj każdy dał z siebie absolutne maksimum. Na ten moment to był po prostu nasz maks. Niestety, przegraliśmy 0:1 i wszyscy nad tym ubolewamy, wszystkich nas to boli. Koniec końców to jest jednak sport. O wyniku zdecydował jeden mecz i jeden błąd w doliczonym czasie pierwszej połowy, który rywale bezwzględnie wykorzystali.
Emil Marecki (stomil.olsztyn.pl): Chciałbym zapytać jeszcze o Piotra Łysiaka. Czy na ból przywodziciela narzekał już wcześniej? I czy Jakub Mosakowski rzeczywiście nie mógł dzisiaj wyjść w podstawowym składzie?
- Z reguły działamy według zasady, że jeśli zawodnik ma uraz i nie jesteśmy w stu procentach pewni jego gotowości, wolimy wystawić go od pierwszej minuty, mając w odwodzie bezpieczną opcję – którą dzisiaj był Kuba. W odwrotnym przypadku, gdyby Łysiak wszedł z ławki i po pięciu minutach musiał zejść z boiska, stracilibyśmy podwójnie: zarówno zawodnika, jak i kolejną zmianę. Dlatego przy ryzyku kontuzji zawsze wolimy, aby gracz zaczął mecz od początku. Zresztą nie wiem, co zmieniłoby odwrócenie tych ról i pozostawienie Łysiaka na ławce. Gdybyś doprecyzował pytanie, chętnie odniosę się do tego szerzej.
Emil Marecki (stomil.olsztyn.pl): - Już w 8. minucie dokonujemy zmiany, a to też może mieć wpływ na grę zespołu.
- Byliśmy na taki scenariusz przygotowani, ponieważ Piotrek poczuł przywodziciel już w meczu z Grajewem – spięło go mocniej dosłownie w ostatniej akcji tamtego spotkania. Przez te kilka dni robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby doprowadzić go do pełnej sprawności. Niestety, uraz okazał się zbyt poważny. Na taką ewentualność gotowy był jednak Kuba Mosakowski. Przewidzieliśmy, że sytuacja może się tak potoczyć. Kuba wszedł na boisko i w pełni stanął na wysokości zadania.
Emil Marecki (stomil.olsztyn.pl): - Jak będzie wyglądała najbliższa przyszłość Stomilu? Trener będzie prowadził w następnym sezonie zespół, czy rozpisał okres przygotowawczy? Jak to wygląda?
- Jesteśmy zaledwie pół godziny po meczu. Plan na okres przygotowawczy jest już oczywiście rozpisany – mamy zaplanowane sparingi i wiemy, kiedy wznawiamy treningi. W najbliższych kilku dniach okaże się jednak, w jakim kierunku pójdziemy i czy to ja nadal będę prowadził zespół. Oczywiście bardzo bym tego chciał. Uważam, że mimo niezrealizowania głównego celu, liczby z mojej kadencji bronią tej pracy. Spójrzmy na to, jak punktowaliśmy, ile bramek strzeliliśmy i jak mało straciliśmy. Od momentu mojego przyjścia nie byliśmy drużyną na drugie miejsce – w tym okresie punktowaliśmy najlepiej w lidze, ze średnią ponad 2,5 punktu na mecz, mając najlepszą defensywę i ofensywę. Zabrakło nam dosłownie jednej bramki. Czy to w domowym meczu z Lidzbarkiem, czy w Nidzicy, gdzie przegraliśmy w ostatniej minucie, walcząc o pełną pulę. Jesteśmy Stomilem i zawsze gramy o zwycięstwo. Dzisiaj nie dowieźliśmy tego najważniejszego celu, ale trzeba pamiętać, z jakiego pułapu startowaliśmy. Ja wciąż czuję w sobie ogromną werwę. Chcę dalej walczyć z tymi chłopakami, kontynuować projekt i w przyszłym sezonie nie pozostawić już żadnych wątpliwości.
Damian Guzek, trener Mazovii:
- Na wstępie bardzo dziękuję za gratulacje. To był mecz o ogromnym ciężarze gatunkowym – zarówno dla Stomilu, który jest klubem o wielkiej renomie w całej Polsce, jak i dla nas, bo odkąd jestem tu od dwóch lat, presja również jest bardzo wysoka. Pod tym względem było to niezwykle trudne starcie, szczególnie dla zawodników, co widziałem po swoim zespole. W wielu momentach na boisku pojawiało się sporo nerwowości i błędów, które normalnie nam się nie przytrafiają, ale ranga tego pojedynku po prostu to determinowała. Samo spotkanie było bardzo wyrównane. Pierwsza połowa przypominała piłkarskie szachy – oglądaliśmy dużo podań na wolne pole, a mniej gry po ziemi. Do przerwy to my jednak byliśmy o tę jedną bramkę lepsi, dzięki czemu schodziliśmy do szatni w znakomitych nastrojach. W drugiej połowie niepotrzebnie oddaliśmy pole gry. Stomil dłużej utrzymywał się przy piłce i szukał swoich szans w dośrodkowaniach. Byliśmy na to przygotowani, ponieważ wnikliwie analizowaliśmy grę rywali. Bardzo mnie cieszy, że dowieźliśmy to prowadzenie 1:0 do końca, choć na początku drugiej połowy mogliśmy zamknąć ten mecz i zapewnić sobie spokój. Najważniejsze jednak, że cel został osiągnięty.
Emil Marecki (stomil.olsztyn.pl): Drużyna Stomilu w czymś trenera zaskoczyła w tym meczu?
- Nie, do tego meczu podeszliśmy w pełni przygotowani. Mieliśmy swoich obserwatorów na spotkaniach rywali z Polonią Lidzbark oraz Warmią Grajewo, a do analizy przeciwnika wykorzystaliśmy mnóstwo materiałów wideo. Wszystkie aspekty związane z budowaniem akcji, organizacją gry czy ewentualnymi rotacjami przeciwnika były nam doskonale znane i zostały szczegółowo przekazane zespołowi. To jednak tylko jedna strona medalu. Drugą jest to, jak zawodnicy reagują na te informacje już bezpośrednio na boisku. Moim zdaniem ranga tego starcia i presja z nim związana w wielu momentach okazały się dla obu drużyn po prostu przytłaczające
OKS Stomil
on-line
dzisiaj, 10:07 B5
Pan redaktor podczas wywiadu stoicki spokój zachował, pełen profesjonalizm...ja bym kurna nie wytrzymał .Brawo....jak można grać tak zachowawczo w meczu o awans ,tego nie da się wybronić...
dzisiaj, 09:58 19kuba84
Daliśmy maksa ahahahahah "Kula daje fula" :)
dzisiaj, 09:49 B5
No wybaczcie,ale ja w meczach z Polonią i Mazovią nie widziałem zaangażowania,grali bez jaj...Nie wszyscy grali tak,jakby chcieli wygrać,grali tak jakby chcieli jak namniej przegrać
dzisiaj, 09:41 THE CORE
Jeśli "chłopaki dali z siebie absolutnie wszystko", to znaczy, że mieli mało do dania...
dzisiaj, 09:35 p k
Trener ktory zrobi porzadek w zespole. Wg.mnie ód tego trzeba zaczać
dzisiaj, 09:32 p k
Trenerem musi byc fachowiec z prawdziwego zdarzenia