Artykuł

Lukáš Kubáň. Fot. Emil Marecki

Lukáš Kubáň. Fot. Emil Marecki

Lukáš Kubáň: Nie dostałem żadnej propozycji nowego kontraktu

06.12.20 18:14   kot   65  

Niedawno udało nam się namówić na długą rozmowę Lukáša Kubáňa, byłego obrońcę Stomilu Olsztyn. 33-letni Czech dla kibiców Dumy Warmii postanowił zrobić wyjątek, żeby wyjaśnić plotki dotyczące swojego odejścia, które pojawiały się także w komentarzach na naszym portalu.

Lukáš chciał raz na zawsze zamknąć temat rozstania ze Stomilem. Powrót do wspomnień z ostatnich 7 miesięcy w naszym klubie nie był dla niego sprawą łatwą i przyjemną. Kubáň podczas naszej rozmowy kilka razy się zagotował, ale nie unikał odpowiedzi na żadne pytanie. Rozmawialiśmy o tym, czy trenerzy w Stomilu mieli dowolność w wyborze składu, o odstawieniu od zespołu, słynnych karach za nieprzyjście na pożegnanie, wyjazdach po całej Polsce, żeby z ławki oglądać mecze, o przedłużeniu kontraktu ze Stomilem czy o tym, jak wysokość pensji piłkarzy przestała w klubie być tajemnicą.

- Ta sprawa nadal wywołuje u mnie duże emocje - powiedział Lukáš Kubáň. - W tym momencie do niej wróciłem, bo mówiłem Marince, że nie powinniśmy już w tym grzebać, bo to jest już zamknięty temat. Chcę wyjaśnić raz na zawsze, żeby nikt nigdy nie mówił, że ktoś mi proponował umowę w Stomilu.

***

Czy polubiłeś już polskie piwo? Znalazłem jeden twój wywiad, w którym stanowczo oceniasz, że nasze piwo to jest dramat i nie ma nawet startu do czeskiego odpowiednika.
- Bardziej polubiłem smakowe. Jest tak, jak mówiłem. Nic się nie zmieniło w temacie. Jeśli już jest jakaś okazja, to piję smakowe albo ewentualnie z sokiem malinowym.

Przyszedłeś pod koniec zimowego okienka transferowego sezonu 17/18. Co ciebie skłoniło do Stomilu, który był uwikłany w walkę o utrzymanie do samego końca? Nie wolałeś zostać w ekstraklasowej Sandecji?
- Wtedy w Sandecji zwolniono pana Radosława Mroczkowskiego, zmienił go Kazimierz Moskal i skończyło się moje granie. Trener powiedział mi wprost, że będziemy grali trójką z tyłu i mu nie pasuję do jego schematu, bo on bierze swojego chłopaka i on będzie grał. To było pod koniec okienka, gdy musiałem zdecydować, czy chcę grać, czy siedzieć na ławce. Okazało się, że mogę iść tutaj do Olsztyna. Wszystko szybko się działo, musiałem zdecydować się bez zastanawiania. Nie widziałem szansy gry w ekstraklasie, dostałem kontrakt w Olsztynie, który podpisałem bez żadnych negocjacji. Z Kamilem Kieresiem graliśmy o utrzymanie, ale ja lubię wyzwania i coś mi mówiło, że się utrzymamy i to się uda. Pod koniec marca Grzesiek Lech z chłopakami robił nam przeprowadzkę i mówił: "Chłopie, co ty tu robisz, na 3 miesiące przyjechałeś!", a my mieliśmy zamówiony duży samochód do wszystkich swoich rzeczy. Miałem kontrakt podpisany na 4 miesiące, który w razie utrzymania automatycznie przedłużał mi się o 2 lata.

Na pewno dobrze pamiętasz swój debiut w barwach Stomilu. Co tam się wydarzyło w Tychach, że po 40 minutach musiałeś zejść do szatni po dwóch żółtych kartkach? Zbyt duża motywacja? Było widać dużą boiskową agresję w twoich poczynaniach i skrzydłowy GKS-u nie mógł przejść przez ciebie w tamtym meczu.
- Cały czas mam w sobie taką gorącą krew na boisku, tylko staram się nad nią panować, czasami się nie uda. W Tychach to był przypadek, nie powinienem był tam dostać czerwonej kartki, bo zawsze pierwszy mój faul to jest od razu żółta kartka, bez ostrzeżenia.

Czy którąś czerwoną kartkę sędziowie pokazali ci zasłużenie? W Bełchatowie też mówiłeś, że nie było faulu, a tam chyba prawie nogę złamałeś przeciwnikowi (śmiech).
- To był znowu mój pierwszy czy drugi faul. Co dzisiaj wystarczy do faulu? Jak krzykniesz, to sędzia gwizdnie. Jak policzysz te elementy: ten krzyczy, do tego moje wejście z nieco nadmierną agresją, ławka rezerwowych wstaje i się burzy, to co ten sędzia ma robić, gdy nagle 10 osób wywiera na niego presję?

Ten pierwszy sezon był emocjonujący, a Stomil miał fantastyczny koniec, gdy wygrał 5 z 6 meczów. Wierzyłeś do końca? Nie pojawiło się zwątpienie, gdy Stomil był już na 17. miejscu?
- Wierzyłem cały czas. Nie pojawiło się zwątpienie.

Po przyjściu do Stomilu mówiłeś, że największe wrażenie na tobie piłkarsko robił Dani Ramírez. Ty widziałeś w nim potencjał, a on nie dostawał zbyt wielu okazji na pokazanie go na boisku. Czy zasłużenie do Kieresia przypięto łatkę tego, który nie dostrzegł talentu Hiszpana?
- Wiedzieliśmy, że on sam meczu nam nie wygra. Mogę teraz z czystym sumieniem powiedzieć, że to my nie pasowaliśmy do Ramíreza, a nie on do nas. Zamiast się skupić na tym, że on pomoże nam wygrać mecz, my skupialiśmy się na jego stratach piłki. A to, czy trener go wystawiał, czy nie - to jest decyzja trenera.

Zimą odeszło kilkunastu zawodników, klub chylił się ku upadkowi. Odeszli olsztynianie, ludzie z regionu, a ty zostałeś. Wytłumacz kibicom dlaczego. Nie dostawaliście wypłat, więc nikt nie miałby do ciebie pretensji, gdybyś odszedł. Miałeś wtedy jakieś propozycje z innych klubów czy chciałeś zaryzykować pozostanie w Olsztynie? Może miałeś już spakowane walizki?
- Tak samo jak w przypadku pierwszego sezonu. Nadzieja umiera ostatnia. Miałem kilkaset telefonów: "Co ty tam jeszcze robisz?", "Bierz rodzinę i uciekaj stąd", ale bardzo dużo swojego poświęcenia włożyliśmy w funkcjonowanie Stomilu, bo z klubu nie otrzymywaliśmy nawet złotówki. To był jeden z głównych powodów, przez które nie mogliśmy się spakować i szukać sobie czegoś nowego. Do tego doszła wiara, że wszystko się wyprostuje i tak ostatecznie było.

Ten okres był najbardziej nerwowy w historii klubu. Utrzymaliście I ligę kolejkę przed końcem. To utrzymanie smakowało równie dobrze jak awans z Sandecją do ekstraklasy? Na Sandecję też za bardzo nikt nie stawiał i to była niespodzianka, że weszła do elity.
- W Sandecji mieliśmy bardzo dobrą ekipę. Tam jeden szedł za drugim, jak w dym. Trener też miał plan, który wypalił. Awans z Sandecją to był innego rodzaju sukces, jednak smakował podobnie jak utrzymanie ze Stomilem.

Która filozofia gry w piłkę była tobie bliższa? Kieresia czy Zajączkowskiego?
- Jestem zwolennikiem hasła: najpierw praca, potem zabawa. Budowa atmosfery na luzie jest dobra, gdy pojawia się dużo stresu. Za Kieresia było dużo stresu generowanego przez klub, za niego przyszedł Zajączkowski, trochę się wyluzowało i zdobyliśmy kilka punktów. Też cały czas nie można na luzie budować atmosfery.

Zimą Stomil zaczął poszukiwanie lewego obrońcy, ściągnął Strausa, Staszaka i Carolinę. Spodziewałeś się wtedy w trakcie przygotowań do wiosny, że możesz stracić miejsce w składzie, skoro klub ściąga aż trzech zawodników na twoją pozycję?
- Według mnie wszystko zaczęło się, kiedy Kowalewski został prezesem. Wtedy po jego przyjściu wiedziałem, że coś jest nie tak. Strausa znałem z Sandecji i tam nie grał, a ja grałem, tylko nie rywalizowaliśmy ze sobą o miejsce w składzie, bo ja grałem na prawej obronie, a Jonatan na lewej, gdzie miał mocną konkurencję: Brzyskiego i Mráza. W pierwszym sparingu w Mrągowie strzelił dwie bramki. A teraz gra? Śledzę mecze Stomilu i nie jest zawodnikiem pierwszego składu. Wtedy było wszystko wiadomo, jakie będą ruchy, to było przewidywalne.

Po przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa do końca kadencji trenera Zajączkowskiego nie wszedłeś na boisko. Jak tłumaczył ci to, że nie grasz? Wcześniej chcieliśmy o to zapytać trenera, ale z naszą redakcją rozmawiać nie chciał, przekładał wywiad co najmniej 3 razy. W lipcu nie dojrzał do wypowiedzi, w sierpniu nie był gotowy, we wrześniu potrzebował czasu, by prostować słowa Czereszewskiego. W końcu daliśmy sobie spokój.
- Nie było takiej rozmowy między nami, żeby przyszedł i powiedział: Lukáš, ty nie grasz, bo ktoś jest lepszy. Gdyby nawet ktoś coś takiego mówił, to szukałby dla siebie tylko alibi. Nikt z drużyny nie uwierzyłby w to, że ja nie powinienem grać. Wszyscy w drużynie byli za mną, pytali się, czy coś zrobiłem, czymś podpadłem. A skąd ja mam wiedzieć? Nie jestem 20- czy 25-latkiem, żeby chodzić do trenera i pytać, dlaczego nie gram. Mam to już za sobą. Kiedyś chodziłem i pytałem, bo byłem wkurwiony, że nie gram, tylko tu wiedziałem, że coś jest grane od początku przyjścia pana Kowalewskiego. Chciałem kilka razy iść i powiedzieć: trener doskonale wie, że powinienem grać, mam zabronione? Próbowałem parę razy podpytać asystentów, ale nikt nie chciał tak naprawdę powiedzieć, o co chodzi.

Po meczu w Sosnowcu zmienił się trener, a ty dalej siedziałeś na ławce. W oczach Majewskiego też nie zasłużyłeś na grę?
- Majewski wiedział, co chcemy grać, jakimi schematami i jakich ludzi chce ściągnąć. Mieliśmy kiedyś spotkanie klubowe i trener cały czas do mnie podchodził i próbował się tłumaczyć. Wcześniej mi mówił, że muszę czekać na swoją szansę, ale później się przyznał, że on wie, że powinienem grać, bo mam jedne z większych umiejętności w zespole, ale polityka wchodzi w grę. Mówi mi na tym spotkaniu: "Lukáš, ja to wiem, jak ty się czujesz, ty powinieneś grać, tylko polityka..."

Co to więc za trener, który nie ustala składu i nie wystawia zawodników, których ma w kadrze? Kto bierze odpowiedzialność za wyniki? Przecież trener. I on nie wystawia piłkarzy, których by chciał, żeby sobie robić problemy? Przecież to śmieszne.
- Myślę, że Majewski przetrwał kryzys w czasach Kowalewskiego. Z punktu widzenia mojego, ale myślę, że i każdego zawodnika, taka sytuacja jest niedopuszczalna. W przeszłości zdarzyło się w jednym klubie, w którym grałem, że trener zrezygnował z pracy, bo nie chciał, żeby ktoś za niego decydował. Za wyniki odpowiedzialny jest trener. W Stomilu zwolnili Kowalewskiego, więc trenera teraz będą ratować tylko wyniki. Nie wierzę, że gdyby przegrał 5-6 meczów z rzędu, to by go nie zwolnili. Po prostu coś by się musiało zmienić.

Czy rozmawiałeś o swojej sytuacji z Kowalewskim? Jeżeli trener mówi, że taka jest polityka, to słuchałby się raczej swojego przełożonego, czyli prezesa.
- Wiedziałem od samego początku, że on jest za wszystko odpowiedzialny, za to, jak kieruje ludźmi i że ci się go boją. Kazał Piotrkowi Skibie przekazać mi, żebym nie szukał winnego tej sytuacji. Chciał po prostu odsunąć od siebie podejrzenia. Teraz jestem przekonany, że to było przez niego. Poszedłem wtedy do niego, żeby mi wyjaśnił, o co chodzi, bo niby nie zrozumiałem przekazu od Piotrka. On mi powiedział, że taka jest decyzja trenera. A Majewski wcześniej mi powiedział, że mnie nie wystawia, bo taka jest polityka.

Marina
- Jeszcze pytał się jednego zawodnika, czy jesteś spokojny już z tym, że wiesz, że nie będziesz grał.

Lukáš
- Jak byłem u niego na dywaniku, gdy wyjaśniałem tę sytuację, to mu powiedziałem, że nie jestem przyzwyczajony do tego, by nie grać. Moje statystyki potwierdzają tylko to, co mówię. W każdym klubie zawsze byłem w czołówce zawodników pod względem rozegranych minut. Z Sandecji odszedłem, ale to była moja decyzja. Wolę grać niż siedzieć na ławce. Tu nie mogłem nic zrobić, musiałem przetrwać ten czas.

Która ławka rezerwowych była najwygodniejsza i gdzie najlepiej ci się siedziało?
- Nie sprawdzałem, gdzie są najwygodniejsze fotele. Powiem, że pewnie na Sandecji by mi się dobrze siedziało, ale tam mnie nie zabrali. To była kolejna szpilka dająca mi do myślenia.

Wycieczka do Niecieczy musiała być fascynująca. Przywiozłeś chociaż jakąś pamiątkę z takiej wyprawy? Polacy nie obierają zwykle za turystyczny cel Niecieczy czy nawet Tarnowa. Ty wiedziałeś przed wyjazdem, że jedziesz tam, by obejrzeć mecz z ławki.
- Nie do końca tak było. W trakcie meczu dostałem informację, że wchodzę, ale nagle się coś zmieniło i wszedł inny zawodnik. Później mieliśmy trening wyrównawczy, więc na osobności spytałem asystenta trenera Darka Fabianowicza, co tu jest grane. "Ty chodzisz i mówisz, że mam 5 minut na rozgrzewkę, bo zaraz wchodzę na boisko, a potem wbijacie mi kolejną taką szpilkę". To już było znęcanie. Jakbyś psu chciał dać kość, ale ją zabierał. Odpowiedział mi tak: "Nie wiem, co mam ci powiedzieć, bo nie wiem, co się dzieje. Miałeś iść, ale coś się zmieniło". Leszczyński się ze mnie śmiał, że moje szanse na granie są mniejsze niż jego i że on szybciej wejdzie na boisko niż ja. Pierwszym takim momentem, że przekonaliśmy się, że coś jest nie tak, to była ta Sandecja, na którą nie pojechałem.
Już na obozie we Władysławowie zauważyłem, że zawsze byłem w drugim składzie, i dowiedziałem się wtedy, że mogę grać nawet jako stoper. Grałem tam środkowego obrońcę albo środkowego pomocnika. Za każdym razem byłem w drugim składzie, ani razu mnie nie próbowano w pierwszym. To jest prawda i zawsze można to sprawdzić. Jak kogoś brakowało z prawej czy z lewej albo na stoperze, to wtedy Kubáň. Tylko napastnika ze mnie tutaj nie zrobili.
Pierwszą rozmowę z Kowalewskim miałem na tym obozie, gdy spotkaliśmy się w hotelowej recepcji. Czereszewski mnie zapytał: "Co jest Kubanek?", bo on zawsze do mnie tak mówił, "Co ty się nie golisz?", a miałem taką długą brodę. Odpowiedziałem mu, że ogolę się, kiedy dostanę nowy kontrakt w Stomilu. Usłyszałem od pana Kowalewskiego - bardzo śmieszne to było - "To chyba Mikołajem zostaniesz". Po czasie okazało się, że to nie był żart.
Po tym, jak zmieniła się władza w Stomilu na stanowiskach prezesa i dyrektora sportowego, to w jednej rozmowie pan Zajączkowski mi powiedział, że mam jeden z najwyższych kontraktów w drużynie. Skąd to wiedział?! Ktoś mu musiał powiedzieć. Asystent trenera nagle widzi wszystkie kontrakty. Po swoim awansie pan Czereszewski bardzo się zmienił. Wtedy też trener mi powiedział, że w tym klubie będą się działy takie zmiany, że nawet on nie będzie miał na nie żadnego wpływu. Później te zmiany następowały - wywalili Wojtka Dziemidowicza i Bartka Niedzielę, którzy mieli dobre relacje z Zajączkowskim. W tamtym czasie najbardziej się zakolegowałem z Waldkiem Gancarczykiem, bo był tak samo odstawiony jak ja (śmiech). Obaj zawsze graliśmy w rezerwowej drużynie, może Waldek miał lepiej, bo raz czy dwa zagrał z pierwszym składem. Nie rozumiem, dlaczego Waldka klub wypożyczył do Ostródy, a ja zostałem. Na obozie przed sezonem trener powiedział mi, że jak będę lepszy od Strausa, to będę grał.

Nie dostałeś propozycji nowego kontraktu od Stomilu?
- Powiem, jak było naprawdę. Za czasów pana Remigiusza Lembowicza miałem przerwę za kartki i wtedy przyszedł do mnie i powiedział, że chcą ze mną przedłużyć kontrakt. Później się okazało, że go zwolnili. Potem przyszedł pan Kowalewski i mogę przysiąc na swoją rodzinę i swój honor - nie dostałem żadnej propozycji nowego kontraktu. Napisz to wielkimi literami: NIE DOSTAŁEM PROPOZYCJI NOWEGO KONTRAKTU.

Dlaczego zdecydowałeś się przedłużyć umowę na lipiec? Miałeś myśli, że mógłbyś podobnie jak np. Pałaszewski odejść wcześniej, żeby zamanifestować to, że nie zgadzasz się z takim traktowaniem?
- Mam takie wrażenie, że zaproponowali mi aneks tylko po to, żeby nie mieć kolejnego przypału.

Marina
- Wtedy jeszcze Majewski mówił, że chciał cię tu i żebyśmy się dogadali w sprawie przedłużenia. Z drugiej strony wiedzieliśmy, że na ten miesiąc Lukáš nie mógłby iść do innego klubu i nigdzie by wtedy nie trenował. Miesiąc więcej w treningu robi różnicę.

Lukáš
- Przez miesiąc nie mógłbym nigdzie indziej grać, nigdzie nie podpisałbym umowy i dostałem wypłatę tak naprawdę za nic.

Dostałeś w lipcu szansę dwa razy w końcówkach.
- Śmiech na sali... Może cztery razy kopnąłem piłkę.

Kilka osób mówiło, że powodem twojego odsunięcia były zarobki. Miałeś zarabiać gwiazdorską pensję jak na I-ligowe warunki. I że to był skandal, jak wysoki kontrakt otrzymałeś od Mariusza Borkowskiego.
- Wiesz, jak to jest. Na každém šprochu pravdy trochu. Nikt nie powiedział wprost, ile ja zarabiam. Dopóki ktoś nie zobaczy kontraktu, to może sobie myśleć, co chce. Mogę myśleć, że ktoś zarabia więcej ode mnie, ale w klubie w ogóle nie powinno mieć miejsca to, by ktoś się dowiedział, ile kto zarabia. Każdy dogaduje się tak, jak on uważa, i władza klubu musi się na to zgodzić. Mnie został kontrakt zaproponowany i - jak mówiłem wcześniej - podpisałem go bez negocjacji. Zszedłem z warunków ekstraklasowych na pierwszoligowe. Wielu ludzi mogło myśleć, że miałem tu takie same warunki, ale są od tego umowy.

W ogóle nie powinniśmy o tym rozmawiać, ale ktoś puszcza takie niby pewne informacje dwóm-trzem osobom, które powiedzą następnym i potem plotka robi dwa okrążenia w środowisku.
- Tak jak mówisz, plotki chodzą... Gdy trafiłem do Olsztyna z Sandecji, po godzinie już "wiedziałem", ile kto zarabia i ile zarabia prezes.

Marina
- Jeden dostanie do kontraktu mieszkanie i samochód, a inny na przykład 1500 zł więcej, żeby samemu sobie to zorganizować. Ale to wychodzi na to samo. Później patrzą tylko na same pensje, a nie na dodatki.

Rozmawiamy o tym, o czym nie powinniśmy.
Lukáš
- To powinna być tajemnica między piłkarzem a prezesem i może dyrektorem sportowym. Nawet trener nie powinien wiedzieć, ile kto zarabia. Może nawet przede wszystkim. Z mojego doświadczenia piłkarskiego było tak, że przychodził trener i mówił: "Słuchaj, ja ciebie chcę, przekazuję to do góry i niech się z tobą dogadają, nie obchodzą mnie twoje warunki, co sobie wynegocjujesz, to będziesz miał".

Były też takie głosy, że Piotr Tyszkiewicz był twoim menedżerem, a wszyscy jego zawodnicy musieli pożegnać się z klubem.
- To jest jedno wielkie kłamstwo. Miałem z nim jeden kontakt, gdy byliśmy z rodziną na wakacjach, w czerwcu 2019 r. Dzwonił do mnie, że ma dla mnie klub, tylko dopóki nie ma umowy, to dla mnie nie ma tematu. Powiedziałem, że jak będzie taka oferta na stole, to możemy zacząć rozmawiać. To więc jest kolejne kłamstwo na mój temat. Nie jestem zawodnikiem pana Tyszkiewicza i nie brał on udziału w moich negocjacjach.

W końcówce sezonu dostałeś 3 szanse w końcówkach. W Bielsku-Białej wszedłeś na środek pomocy, gdy Majewski ściągnął Hajdę i Tecława, a ty miałeś robić ich robotę samemu, gdy oni wcześniej nie dawali sobie rady we dwójkę. Uważasz, że Majewski wrzucił cię na minę? Na zasadzie: patrzcie, wpuściłem Kubáňa, a on nic nie pokazuje.
- Może chciał, żebym zawału dostał? Nie myślałem wcześniej o tym, ale jak zadałeś to pytanie... Może tak było. Ciężko mi powiedzieć, dlaczego trener tak zrobił. Mogło tak być, ale nie musiało.

Potem była kuriozalna afera związana z pożegnaniem twoim i 3 kolegów. Dostaliście solidarnie po 5 tys. zł kary za nieprzyjście na pospiesznie zorganizowane pożegnanie. Kary dostaliście w piątek, piękny początek weekendu. Jak się o niej dowiedziałeś?
- Po ostatnim meczu dostaliśmy oficjalnie urlop. W niedzielę mieliśmy się spotkać rano; trener powiedział, że może prezes będzie miał jakieś plany wobec zawodników. Niektórzy poszli rano na rozmowy do trenera i on im mówił, czy ich chce, czy nie, czy mają odejść. Mnie powiedział, że mam szukać sobie innego klubu. Nie było to dla mnie zaskoczenie, ale pierwszy raz oficjalnie to usłyszałem od trenera, mimo że wcześniej mówił, że mnie chciał. Po tych rozmowach powiedział, że mamy urlop. Niektórzy się rozjechali, niektórzy się spakowali, zdali sprzęt. W poniedziałek poszedłem do biura, zdałem sprzęt, pożegnałem się, życzyłem zdrowia i powiedzieliśmy sobie do zobaczenia. Wyjechaliśmy z klubu.
W poniedziałek zajechałem też do sklepu kibiców, gdzie jeden z nich zadał mi od razu pytanie, czy zostaję w klubie. Powiedziałem, że nie, bo nie dostałem umowy, trener powiedział, że mnie nie chce, więc odchodzę. I wtedy zaczęła się cała awantura związana z tym wtorkowym spotkaniem. W Internecie pojawiła się informacja, że Kubáň odchodzi ze Stomilu.

To u nas na stronie pojawiła się ta informacja. Mieliśmy wtedy przygotowanych 5 newsów i wrzucaliśmy je jeden po drugim. Na ten dzień Stomil zorganizował wywiad na żywo z Grzegorzem Lechem, jeszcze piłkarzem, gdzie w komentarzach kibice dopytywali się co chwilę o wasze odejścia. Podczas tego wywiadu ogłoszono, że przecież na następny dzień odbędzie się pożegnanie piłkarzy.
- To było tylko ratowanie dupy i wizerunku klubu. Nie robi się tego dzień wcześniej. W niedzielę dostajesz urlop, w poniedziałek zdajesz sprzęt, a potem późnym popołudniem dostajesz SMS od Czereszewskiego, żeby potwierdzić udział w spotkaniu.

Marina
- Jeszcze pytaliśmy sąsiadów, jak jest między Polakami, czy jak nie odpiszemy, to on zrozumie, że nas nie będzie. Mówili, że tak, żeby nie odpisywać. Jeszcze wcześniej wszystkim powiedzieliśmy, że nas nie będzie w Olsztynie, bo jechaliśmy do szpitala, bo miałam rodzić.

Lukáš
- Gdyby w niedzielę nam powiedzieli o spotkaniu, zmienilibyśmy plany. Inni zawodnicy też stąd wyjechali. Tak jak mówiłem, to było tylko ratowanie wizerunku klubu.
We wtorek odbyło się spotkanie bez wszystkich gości. Wiem, że pan Brański był bardzo wkurzony na tę sytuację. We wtorek dzwoniłem do pana Brańskiego, ale nie odbierał. Z tego, co usłyszałem, wiem, że pan Brański nie wiedział o tym spotkaniu, tylko przypadkowo się o nim dowiedział.
Miałem przeczucie, że to nie koniec tego tematu. Jeszcze Michał Żukowski mnie zapewniał, że nie mają zamiaru nakładać żadnych kar. Nagle w piątek, gdy byłem w Czechach, zadzwonił Michał Leszczyński i mi powiedział, że nam wlepili karę 5 tysięcy. Nie wierzyłem, myślałem, że jaja sobie robi. Sprawdziłem e-mail, oczywiście... kara finansowa, bo nie przyszedłem na spotkanie zorganizowane przez klub. Podpisany pod tym pan Czereszewski. W weekend oddzwonił do mnie pan Czereszewski, bo chciałem się dowiedzieć, dlaczego zostałem ukarany. Niczego się nie dowiedziałem, w bardzo brzydki sposób mnie obraził i się rozłączył. Panowie Czereszewski i Kowalewski to reprezentanci Polski, którzy mają swoje szkółki dla dzieciaków, dla których powinni być wzorem...

W poniedziałek Kowalewski oddał się do dyspozycji rady nadzorczej i kary wcale nie zostały anulowane. We wtorek opisaliśmy problem i wtedy zrobiło się naprawdę głośno. Myślisz, że ruch Kowalewskiego miał spowodować, że kary nie zostaną cofnięte?
- Miałem wrażenie, że zrobił to specjalnie, by pokazać, kto rządzi w klubie.

Postawił tym samym właściciela i radę nadzorczą w niezręcznej sytuacji.
- W poniedziałek i wtorek chciałem się dowiedzieć od pana Żukowskiego, kiedy tę sprawę zamkną. Mówił, że pracują nad tym, ale mają problem z tą decyzją Kowalewskiego, żeby to odkręcić. Później jeszcze otrzymaliśmy listem pismo z wlepioną karą.

Żaden z ukaranych zawodników nie chciał z nami oficjalnie rozmawiać o tej sytuacji, jesteś pierwszym, który przerywa ciszę. Mieliście zmowę milczenia?
- Nie umówiliśmy się między sobą, nie otrzymaliśmy też żadnego zakazu wypowiadania się czy komentowania tej sprawy. Mieliśmy przez kilka dni aktualne umowy z klubem, zatem ciążyły na nas obowiązki wynikające z kontraktów.

Kowalewski był pierwszą osobą, która w karierze zarzuciła ci brak profesjonalizmu? Jak wtedy odebrałeś te słowa? Drużyna dostała wolne od trenera, skończyły się treningi, a jednak uważano, że powinieneś się stawić na zawołanie, nawet jeśli ono nie miało żadnego sensu i celu. Tobie zarzucano brak profesjonalizmu, a to pożegnanie zostało zorganizowane nieprofesjonalnie i niekulturalnie, ledwie dzień przed faktem.
- Wiedziałem, że głupio wyszło i ktoś zawalił tę sprawę. Albo trener wziąłby za to odpowiedzialność, albo dyrektor z prezesem. Nie uważałem, że to moja wina, bo nie dotrzymałem umowy. Było mi powiedziane, że mam oficjalnie urlop od niedzieli.

"Te rozstania są bolesne, bo ja pamiętam tych chłopaków ze świetnych minut zagranych na dużej intensywności dla Stomilu w bardzo ciężkich momentach. Trzeba im okazać ogromny szacunek. Dla mnie są jak rodzina" - tak w Radiu Olsztyn mówił o was Michał Brański. Czy uważasz, że tak się traktuje rodzinę i w taki sposób się z nią żegna?
- Wszystko, co się wydarzyło, to były przewidywalne ruchy. Gdy chcesz kogoś zwolnić albo nie przedłużyć umowy, to się wie o tym wcześniej. Gdyby ktoś powiedział, że mamy umowy do końca tygodnia i jakieś spotkanie się odbędzie, bo chcemy się z wami pożegnać, to zmienilibyśmy swoje plany. Nikt tak jednak nie powiedział.

Czy tabliczka pamiątkowa stoi u was w zaszczytnym miejscu?
- To jest kolejny skandal. Ogółem był to bardzo miły gest i mnie się podobał, nawet chłopakom z Puław się podobało. Ale jak można popełnić błąd w imieniu i nazwisku, kiedy ja gram tutaj dwa lata? To chyba musisz być nienormalny. Gdy chcesz się ładnie pożegnać, robisz to z jakością. Nie rozumiem, jak można komuś pomylić imię i nazwisko. To mam teraz wspominać podziękowanie, że to praktycznie nie ja? Bo tak naprawdę to nie moje imię i nazwisko. Kiedyś moi synowie spytają, co to jest, a ja im powiem, że to nie moje, bo przypadkowo ktoś mi wysłał (śmiech).

Stomil chciał odmłodzić kadrę, żeby była jak Borussia 10 lat temu, a po miesiącu pilnie szukał doświadczonych zawodników, bo nie było wyników.
- Akurat utwierdziłem się w przekonaniu, że byłem cały czas okłamywany. Tyle.

W międzyczasie, gdy spędzałeś czas na ławce rezerwowych, zostałeś wyróżniony przez kibiców w plebiscycie stomil.olsztyn.pl do jedenastki 75-lecia. To było przewrotne, że nie podnosiłeś się z ławki, a wygrałeś głosowanie. Dla ciebie to było miłe wydarzenie czy raczej jeszcze bardziej frustrujące, że kibice cię doceniają, a nie grasz?
- Nie odbierałem tego negatywnie. Wtedy już nie myślałem o tym, że nie gram, bo potrafię dodać dwa do dwóch. To nie była moja decyzja, nie zadecydowałem o tym, że wygrałem głosowanie. Zdecydowali o tym ludzie, którzy może widzą to inaczej. Już wtedy dziękowałem za wybór do tego składu. Bardzo się cieszyłem.

Jak wspominasz Olsztyn i Stomil mimo tych przykrości na koniec?
- Moja wiara wygasła w tamtą niedzielę, gdy trener powiedział, że mnie nie chce. Trudno było nam się żegnać z klubem i miastem. Mamy tu wielu dobrych znajomych. Zawsze będzie żal się żegnać. Bo kto lubi żegnanie się z dobrymi ludźmi? Wierzyłem do ostatniej sekundy, że coś się jeszcze odmieni i zostaniemy.
Trudno było mi się rozstać ze Stomilem. Kibice teraz mają pogląd na to, jak naprawdę było z moją umową. Kochamy z żoną ten klub i będę pamiętał tylko te dobre momenty. Powód mojego wywiadu był taki, że chciałem wyjaśnić, że ktoś mówi, że oferowano mi kontrakt, a tak nie było. Do Olsztyna na pewno będziemy przyjeżdżać, bo mamy tu znajomych, to jest piękne miasto, ale życie idzie dalej.

Po niecałych 2 tygodniach przeszedłeś do Wisły Puławy, która gra w III lidze. Pewnie zmierzacie po awans, a ty jesteś ważnym zawodnikiem. Miałeś jeszcze jakieś oferty? Czym przekonała cię Wisła?
- Miałem kilka propozycji z I i II ligi, ale przedstawione warunki nie były dla mnie korzystne. Najlepsze miała Wisła, dogadaliśmy się. Lubię wyzwania i chciałem zrobić awans z III ligi do II. To też przeważyło o mojej decyzji.

W Wiśle występujesz nie tylko na lewej obronie, ale także w pomocy.
- Grałem też na ósemce, na szóstce, bokach obrony i chwilę na prawej pomocy.

Pora rozwiać raz na zawsze ten dylemat, czy jesteś prawym obrońcą, czy lewym.
- Czuję się najlepiej na prawej obronie. Ale tam, gdzie trener mnie będzie potrzebował, tam będę gotowy do gry.

Co było twoim największym sportowym sukcesem w karierze?
- Nieczęsto mi ktoś przypomina, że byłem wicemistrzem świata w 2007 r. Dla mnie to już jest historia, ale bardzo chętnie wspominam tamte czasy, bo naprawdę był to szczyt mojej kariery, górna półka.

Czy powoli przymierzasz się do życia innego niż w roli piłkarza? Masz jakieś pomysły? Chciałbyś zostać przy piłce?
- Na pewno w piłce nie zostanę, bo do tego trzeba mieć szkolenia, kursy i licencje. Wszyscy, którzy chcą, robią te kursy. Ja nie mam tego zamiaru, więc nie robię. A co ja będę robił, to tajemnica! Ale na razie nie kończę kariery, bo przed sobą mam jeszcze parę lat grania, w swoim wieku nie mam żadnych problemów zdrowotnych i kontuzji. Zawsze jestem do dyspozycji.

Tagi: Stomil Olsztyn, Lukáš Kubáň, wywiad


Komentarze

  1. 10.12.20 16:03 Kot

    Wywiad sponsorowany. Nikt w te bajki nie uwierzy. Przychodzi trener z IV ligi bez żadnego dorobku, prowadzić zespół pod okiem prezesa, który nie znosi żadnego sprzeciwu. Tak, na pewno tak było, ja to kupuję...

  2. 10.12.20 15:33 Paweł Wilicki

    Trajner przemówił (dzisiejszy wywiad trajnera) że.....nigdy nikt nie ustawiał mu składów zespołu i nigdy sobie na to nie pozowli a Kuban przegrał w rywalizacji wewn z zawodnikami. Tak wiec PR Pana rzecznika trwa a wozy nadal jada...

  3. 09.12.20 17:20 SzEFoo

    Czytając komentarze mam coraz większe obawy co do planów MB. Sam pewnie nie wie jak rozwiązać tą sytuację, żeby wyjść z niej z twarzą. Obym się mylił.

  4. 09.12.20 15:30 DJKS

    Takiego prezydenta miasta wybraliśta to teraz mata... Sport i kultura w Olsztynie zostały totalnie zdruzgotane już przed koronawirusem! Teraz to już jest tylko usprawiedliwianie niegospodarności covidem.

  5. 09.12.20 15:17 A Ś

    Ta oszczedza na wszystkim dla niego najwazniwjsze sa tramwaje reszta sie nie liczy sport kluby ludzie nic! Z urani niech odkroi kawelek tortu ! Serio ale niedlugo moze byc do kupienia ratusz!

  6. 09.12.20 12:48 zjs

    Pisałem kiedyś, że zaraza i metody walki z nią odbiją się na kondycji klubu. Kondycja finansowa olsztyńskich firm jest fatalna, wpływy do budżetu miasta zmalały drastycznie a Grzymowicz ma swoje priorytety (tramawaje!). Na datkach od sponsorów długo nie pociągniemy bo też mają swoje kłopoty. Zanosi się na to, ze zamiast spekulować spadniemy czy nie, możemy wycofać się z rozgrywek. Panie zlituj się nad tym klubem!

  7. 09.12.20 11:24 waldi812

    Brański nie zgodzi się na zmianę warunków porozumienia i może być to dla niego wytrych do wycofania się z bycia właścicielem klubu z uwagi na nie dotrzymanie zobowiązań przez miasto.

  8. 09.12.20 11:10 nor

    Ewentualność aneksowania umowy o dofinansowaniu klubu przez miasto to naprawdę niepokojąca informacja. Obawiałem się, że na wstrzymaniu decyzji o instalowaniu krzesełek na trybunie odkrytej stadionu się nie skończy. Teraz dopiero okaże się, czy M. Brański jest odpowiedzialnym właścicielem klubu.

  9. 09.12.20 09:52 tomaso

    Swoją drogą, jeśli dziennikarze portalu mają taką możliwość, może mogliby sprawdzić, czy faktycznie Grzymowicz chce wstrzymać finansowanie klubu. To może być fatalna wiadomość abstrahując od tego, czy MB łoży czy nie na klub

  10. 09.12.20 09:21 czerkasow

    No i widzisz na kim do tej pory było finansowanie klubu. Na barkach podatników.

  11. 09.12.20 07:36 tomaso

    A radny Arczak na swoim profilu pisze, że miasto negocjuje z Michałem Brańskim zawieszenie finansowania klubu w kwocie 3,1 mln zł z powodu cięć budżetowych

  12. 08.12.20 22:16 czerkasow

    Teraz kontrakty w dobie pandemii są zredukowane dla zawodników "starej gwardii" o 25 - 30% (poprawcie się jeżeli się mylę, ale obniżka była i nadal.trwa zapewne). Lukas jako pierwszy zrzekł się części pieniędzy, przed przyjściem Brańskiego, żeby klub mógł go spłacić jednorazowo. Co nie można byłobpowiedzieć o Tomaszu Wełnickim i Kamilu Kieresiu. Tyle w temacie.

  13. 08.12.20 22:09 czerkasow

    Pierwsze widełki oczywiście w złotówkach.

  14. 08.12.20 22:09 czerkasow

    To nie była nagroda. Lukas zarabiał w przedziale 10 - 12 tys i podczas gdy Holender zarabia od 2 do 3 tys euro. Teraz porównać co daje taki van Weert a co dawał Kuban. To chyba proste.

  15. 08.12.20 21:18 marduck

    Bardzo ciekawe info czerkasowa, a tak przeszło niemal niezauważalnie, gracz z nr 5 zarabiał wiecej niż Lukas. Czyli siedział cicho i wyszarpał swoje, to ok? Dostał w nagrodę dobrą pensję na nowym stanowisku...

  16. 08.12.20 19:55 zjs

    Ironia ironią, ale wietrzyć trzeba. Dla zdrowia psychicznego.

  17. 08.12.20 18:46 Owsian

    To jest dopiero cyrk!!: http://gazetaolsztynska.pl/679005,OSiR-w-Olsztynie-likwiduje-jeden-z-dzialow-i-zwalnia-ludzi-Jest-oswiadczenie-instytucji-w-tej-sprawie.html

  18. 08.12.20 18:12 czerkasow

    Kot pisał ironicznie😁

  19. 08.12.20 17:56 zjs

    Nie Kocie, brudy trzeba prać i piętnować wszystkie nieprawidłowości i patologie. Chwalić, kiedy jest za co, ganić jak na to zasługują. To jest nasz klub i mamy prawo wiedzieć jak funkcjonuje. Bez kibiców i sympatyków to martwy twór. Klepanie po plecach jak jest dobrze powadzi na manowce.

  20. 08.12.20 16:36 waldi812

    Jakie zaszłości? Majewski, Brański, Żukowski chyba dalej są przy klubie? Do tego istotna jest chyba kwestia, że na ławce trzymano dobrego piłkarza, któremu i tak należało płacić honorarium, a nie korzystano z jego osoby. Istotna jest równiez kwestia braku propozycji przedłużenia konraktu. Gdyby mu zaproponowali kwotę x a on by odrzucił ofertę to byłby inny temat do rozmowy, tymczasem nie zaproponowano mu niczego. Poza tym chyba dobrze jest wiedzieć o kulisach tego, co dzieje się w klubie, zwłaszcza gdy nie jest to taką zaszłością jak niektórzy sugerują. Gdyby był nowy właściciel, nowy trener, nowa RN i byłoby pięknie to faktycznie może taki temat byłby nie na czasie, ale tak nie jest.

  21. 08.12.20 15:30 SzEFoo

    Marduck jeśli chodzi o pieniądze to dla mnie piłkarz x mógłby i 30k/m-c zarabiać w Stomilu. Na tyle się dogadał więc chwała mu za to. Klub musi respektować umowy. Dla mnie problemem jest to, że w klubie w tamtych czasach nie było kasy, długi rosły z każdym miesiącem, a ludzie zarządzający podpisywali chore umowy bez pokrycia, a potem dziwne, że klub nie płacił przez parę miesięcy...

  22. 08.12.20 14:54 czerkasow

    Zjs podroczę się z Tobą - wuchowanek Warmii Olsztyn 😁

  23. 08.12.20 14:44 Kot

    Mogliśmy o pogodzie rozmawiać, żeby brudów nie wyciągać.

  24. 08.12.20 14:43 marduck

    @SzEFoo jak Kuban został ratować I ligę, mimo że mu nie płacili było OK, a jak przychodzi do wypłaty UMÓWIONYCH pięniędzy, to już kur*a nie jest OK. Mocno przegiąłeś z wybiórczością tego co dobre

  25. 08.12.20 14:34 zjs

    Podroczę się trochę. Było dwóch T.W

  26. 08.12.20 14:30 czerkasow

    Inicjały TW.

  27. 08.12.20 14:24 zjs

    Numer 27 był dziedziczny. W którym sezonie?

  28. 08.12.20 14:08 czerkasow

    Prostuję - Kuban nie miał tak wysokiego kontraktu jak były piłkarz z nr 27 i z numerem 5 jak i obecny z numerem 18. Oczywiście to były zaszłości jeszcze z czasów Borkowskiego. Aha czyli według Szefoo kibiców nie powinno interesować niejasności nawet jak były rok temu? To nie jest nowe rozdanie. Zmienił się tylko prezes i sprawa ucichła bo kibice są "wniebozięci" bo jest jako taki spokój.

  29. 08.12.20 13:42 SzEFoo

    I żeby nie było: robicie b. dobrą robotę jako redakcja poświęcając swój prywatny czas. Czytam większość artykułów od X lat i zastanawiam się czy takie wywalanie na stół kolejnych kwiatków będzie miało jakiś pozytywny skutek?

  30. 08.12.20 13:28 SzEFoo

    Ja piszę w kontekście wyciągania kolejnych brudów, a nie o samym wywiadzie. Bo to nawet obecnemu Prezesowi nie ułatwia roboty.

  31. 08.12.20 13:04 Kot

    Odpiszę Ci jeszcze raz, bo może nie wiesz albo nie zrozumiałeś. Gdy odchodzili piłkarze ze Stomilu latem, każdego pytaliśmy o wywiad. Niemal każdy z nich się wstępnie zgodził porozmawiać, ale gdy przychodziło co do czego, to już nie chcieli o Stomilu w ogóle gadać. Jedynie Lukáš Kubáň na tę propozycję przystał od razu i nie zmienił zdania. Napiszę to wprost. Ten wywiad powinien był się ukazać dwa miesiące wcześniej, ale z oczywistych przyczyn nie mogłem poświęcić 2 dni na wycieczkę do Puław, żeby zrobić wywiad. Gdyby w tej redakcji były takie możliwości i ktoś mi taki wyjazd zaproponował ze zwrotem wszystkich kosztów, to pojechałbym tam pewnie już we wrześniu albo w październiku i miałbyś świeżutki wywiad, a nie odgrzewanego kotleta. Po drugie - jak możesz przeczytać w wywiadzie - Lukáš też chciał wyjaśnić pewne sprawy, do których wcześniej się nie odnosił, a nieprzyjazne mu osoby rozsiewały na jego temat plotki. Czy skoro się umówiliśmy wcześniej, to miałem powiedzieć: sorry, już nie, bo to stara sprawa i dla kogoś to już może być mało ciekawe? To by było poważne? Według mnie nie. Niedawno opisywaliśmy historię Stomilu sprzed 30-40 lat, to dopiero były stare dzieje, trzeba było zostawić w spokoju. Niedawno były też wywiady z piłkarzami sprzed 10 czy 20 lat i wtedy nie narzekałeś, że te historie są już zakończone i nie ma sensu grzebać i pytać. Chętnie dowiem się więc, co dla Ciebie będzie interesujące, jeżeli nie kulisy klubu z ostatnich kilku miesięcy.

  32. 08.12.20 12:43 zjs

    @SzEFoo...ja o tym wiem, ale to nowy Zarząd odziedziczył ten kontrakt i miał możliwość jego weryfikacji. Natomiast niesmaczne jest kluczenie z piłkarzem w tej sprawie i wielomiesięczne zwodzenie go.

  33. 08.12.20 12:27 SzEFoo

    Za podpisanie takiej umowy w ciężkich czasach w klubie odpowiadał Borkowski. A że dobre pieniądze Kubań miał zagwarantowane można wyczytać nawet z tego wywiadu.

  34. 08.12.20 12:17 zjs

    Jestem mocno zniesmaczony w tym szachrajstwie rolą Czereszewskiego. Nigdy nie był intelektualny orłem, ale warto być przyzwoitym. Na prośbę Zajączkowskiego razem z Zejerem dołączył do sztabu szkoleniowego. To był tam figurantem czy Zajączkowski korzystał z jego rad? Jeśli tak to dlaczego po zwolnieniu Zajączkowskiego i objęcia funkcji dyrektora wyrażał opinię, że drużyna grała wtedy "piach"? To może był to skutek także jego rad? "Po czynach ich poznacie" głosi Pismo Święte, po czynach poznaliśmy Kowalewskiego i Czereszewskiego. Po zakończeniu współpracy z Zającem nawet nie było go stać na telefon do niego. Wracając do Kubana, nie znam wysokości jego kontraktu, ale znam opinię z klubu , że za kilkanaście tysięcy złotych to można zatrudnić np. takich trzech Holendrów co nie jedzą, nie piją, mieszkają w namiocie a są równorzędni umiejętnościami.

  35. 08.12.20 12:14 SzEFoo

    Obserwator dokładnie mam takie samo zdanie. Nie chciałem odpisywać i wdawać się w głębszą polemikę, bo zaraz będzie, że stoję po stronie Kowalewskiego czy Czereszewskiego. Też jestem zdania, że prawda powinna ujrzeć światło dzienne, ale nie do przesady i takie dolewanie ciągle oliwy do ognia nic dobrego nie przyniesie. Temat Kubana został zamknięty już parę miesięcy temu i dwóch wyżej wymienionych panów już tu nie pracuje. No chyba, że liczymy, że poleci również Majewski to wtedy rozumiem publikację tego artykułu. Kolejni w kolejce do wywiadu - Leszczyński i kolejne brudy. Co do samego Kubana mam podobne zdanie do Tomaso, żaden to był wielki piłkarz, dla mnie solidny ligowiec, na pewno nie zasługiwał żeby znaleźć się w jedenastce 75-lecia Stomilu.

  36. 07.12.20 22:31 czerkasow

    Trzeba kolego poniżej, trzeba. Żeby chociaż pokazać jak nie powinno się prowadzić sportowych spółek akcyjnych oraz żeby wszyscy zainteresowani mieli pełny obraz niejasności. Kocie - też jestem ciekaw😁

  37. 07.12.20 22:27 obserwator1985

    Tak jak inni cieszyłem się niesłychanie kiedy dwóch zdrajców pakowało walizki i nasz ukochany klub uwolnił się od ich ciężaru, ale życie toczy się dalej i nie widzę sensu grzebania w tym głównie i wracania do przeszłości. Wiadomo smród się za nami ciągnie, nie da rady posprzątać tak szybko tego bałaganu, ale teraz najbardziej potrzebujemy normalności i odrobiny spokoju. Każdy by chciał odetchnąć. To pewnie miał na myśli Szefoo. Ja go rozumiem.

  38. 07.12.20 22:26 kot

    Ciekawe, co o roli rady nadzorczej powiedzieliby były prezes i były dyrektor sportowy. Wtedy mogłoby dopiero być ciekawie.

  39. 07.12.20 22:16 czerkasow

    Że słów Kubania przebrzmiewa ton że właściciel jak i rada nadzorcza wiedziała o sprawie Holendrów i całej sytuacji w klubie i dopiero zaregowali kiedy artykuł Kota zacząlhulać po innych portalach.

  40. 07.12.20 21:51 fysiek

    I wszystko jasne.Trzymaj sie Lukás.

  41. 07.12.20 20:58 tomaso

    Zachowanie klubu wobec Kubana jest żenujące, ale też prawda jest taka, że nie był to czołowy piłkarz Stomilu i wciskanie kitu o Wiśle Puławy i awansie do drugiej ligi, zamiast gry w lepszych klubach, najlepiej świadczy o klasie i potencjale zawodnika. Nie chciał go nikt z 1 ligi, wylądował w 3.

  42. 07.12.20 18:33 czerkasow

    Nor - nie spiepszyć. To było celowe działanie. Za jego pensję miano dwóch, trzech Niderlandczyków wątpliwej jakości.

  43. 07.12.20 17:10 nor

    *Lukáš

  44. 07.12.20 17:08 nor

    Łukasz to porządny gość i bardzo dobry piłkarz. Mogliśmy mieć z niego pożytek jeszcze co najmniej przez dwa, trzy sezony. Nie grał na swojej nominalnej pozycji, a mimo to dawał niebagatelną jakość drużynie. Jak można było spieprzyć sprawę gry w Stomilu takiego zawodnika? Najwyraźniej było można... Trudno tego nie nazwać działaniem na niekorzyść klubu.

  45. 07.12.20 15:57 Paweł Wilicki

    ZJS niestety taka prawda :( Smutne to i porażające. Ciekawe jest tez to jaka była koncepcja trzech Panów. Trzech tzn MB i dwóch tj. warzywniaka i klewka. Koncepcja czy budowac zespół za male pieniadze i ze mlodzi pograja i którys musi z nich cos ugrac a kopacze z holandii nic nie kosztuja, nie jedza, nie pija. Zbudujemy zespol za pol darmo, ogramy i w ekstraklasie zarobimy kase ? Dosc ambitnie, bez doswiadczonych pilkarzy. Czy tez: wezmiemy od Józka trzech mlodych, ogramy mu ich, niech lizną I ligi plus od budowlanca holendrów a potem ich menegerowie dostana ich spowrotem ogranych, juz cos wartych a w Stomilu znów nie bedzie mial kto grac ? A jeszcze do tego te sprawy z Akademia ehhh Tylko gdzie jest kres tego wszystkiego ? Bo jakos nie widze by Majewski sie pakował :( ani tego by klub cos robił. No przepraszam prócz ostatnich ruchów jak przeglad mlodych zawodników z regionu. wow To sie powinno odbywac cyklicznie od 20 lat i zapisane w statucie. Mysle ze Leszczynski nie chce sie wypowiadac bo nie chce tknąc by bardziej nie smierdziało a i nie chce dostac łatki podpierdalacza. Pamietajmy ze on zyje z gry.

  46. 07.12.20 14:31 zjs

    Czytając wywiad z Czechem mam nieodparte wrażenie dejavu. Od kilkudziesięciu lat w historii klubu okresowo pojawia się romantyczna ekipa, która ma wizję rozwoju klubu większą niż kopanie w regionalnych ligach i zaczyna pracę przynoszącą efekty. Po pewnym czasie klub obsiada żarłoczna szarańcza i zostaje jałowa gleba. Byłem w klubie w magazynku po ogłoszeniu upadłości, kiedy to pani Marysia pokazywała mi co zostało po Stomilu. Trochę żałosnych rupieci. Nie piszę personalnie o różnych osobach, odnoszę się do pewnych zjawisk. Są one do siebie bliźniaczo podobne, megaloman prezes, kierownictwo bez kompetencji i statysta trener. Niekompetencje i nieuzasadniona wiarę w ludzi wykazał też pan Brański. Kto mu podsunął kandydaturę Kowalewskiego na prezesa pozostanie słodką tajemnicą. Natomiast Czereszewski to z pewnością pomysł Kowalewskiego. Jeden i drugi wykazali się skrajną nieodpowiedzialnością. Kowalewski pokazał swój charakter w sprawie Leszczyńskiego, a Czereszewski, przepraszam za kolokwializm , to zwykły buc. Bardzo szanowałem Kubana i lubiłem jako piłkarza, czytając wywiad z nim jest mi po prostu przykro.

  47. 07.12.20 12:13 Paweł Wilicki

    Smutne, żałosne, przygnebiajace i niestety jak prawdziwe.... Kolejna prawda która wychodzi na jaw, a raczej konkrety. Az bije po oczach ignorancja pewnych osób, której jednak powinni COŚ robic, poczawszy od dołu do samej góry. Ile i co sie jeszcze musi zdarzyc, wyjsc na jaw, wypasc kolejny trup z szafy bu cos sie zaczeło dziac w Naszym Stomilu. Jestem kibicem ponad 35 lat i jak nigdy jest mi źle i smutno. Pomimo ze zawodnicy dostaja kase, pracownicy maja za cos zyc, własciciel niby z górnej półki new biznes jest mi wstyd ze dzieje sie to wszystko tu. Ruch z Grzeskiem Prezesem jest tylko wizerunkowy i co dalej ? I kto teraz napisze ze chce by Majewski został, pomimo iz nie ma własnego zdania. Niestety zwykła marionetka bez warsztatu i mysli trenerskiej. Szanujac MB bo jakby nie było uratował Nasz klub przez upadkiem i gry na najnizszym szczeblu ale musze sie zgodzic z przedmówcami ze brak jego nowych działań , intensyfikacji działań sponsorskich itd Wyglada jakby chciał zbudowac klub ekstraklasowy (bo tylko tam zwraca sie kasa) za minimalne pieniadze, bez wkładu, z zawodników mlodych (tanich) a nie doswiadczonych. Szkoda tylko ze buduje sie to na takich działaniach jak z Kubaniem , Leszczynskim, dalismy mu nowy kontrakt ale nie chcial, holendrzy sa tansi i nic Nas nie kosztuja i chyba nic nie jedza nawet. Niestety okazalo sie ze bez takiego Janka, Wiktora, Byrtka, Łuczaka, Kuswika bylibysmy w okolicach Sandecji. CO DALEJ ?

  48. 07.12.20 11:51 jeod

    Ja z chęcią przeczytałbym taki wywiad z Michałem Leszczyńskim. Tam też mogą być ciekawe kwiatki...

  49. 07.12.20 11:15 marduck

    Czy leci z nami pilot? Mam nieodparte wrażenie że nikt nie panuje nad tym okrętem. I nie chodzi mi o to, że zmieniono 2ch ludzi na 1go. Opowieść Lukasa przedstawia ten klub w pigułce, brak wsparcia z każdej strony, trener unikający lub opowiadający niestworzone historie. Do tego rada nadzorcza, która w mojej ocenie zamiast coraz bardziej się angażować, robi piwot i z każdego większego problemu wychodzi zmianą prezesa, jakby to była jedyna przyczyna problemów. Polityka informacyjna leży i kwiczy. Na przykładzie Stomilu można by napisać poradnik jak nie zarządzać klubem piłkarskim. Najbardziej mnie boli, że poza próbą emisji akcji nie podjęto żadnych działań w celu pozyskania środków finansowych. Ja wiem że MB nie chciał angażować biznesów w których ma udziały w Stomilu, ale my tu mówimy o promocji, czyli o promowaniu marki przez klub, wierzę że gdyby zaangażowanie finansowe przełożyło się na jakość zawodników, zmieniło by się też miejsce w tabeli i cele. A tak tkwimy w tym maraźmie i w sumie niewiele się zmienia, nie wiem do czego nasz klub dąży :( Serce krwawi, rozum płacze

  50. 07.12.20 09:52 mazinho

    Trener na dorobku, bez doświadczenia. Tak szargać swoje nazwisko i CV którego de facto nawet nie zbudował. Przeciez piłkarze też rozmawiają między sobą, mają rodziny przyjaciół takie akcje przecież nie przechodzą bez echa. Ciekawe jeszcze za ile to robił bo jeśli za gwiazdorską gażę która pozwoli mu się ustawić to jeszcze pół biedy

  51. 07.12.20 09:52 Kot

    Media są od tego, by przekazywać informacje, a nie je zatrzymywać dla siebie. Na oficjalnej stronie masz tylko neutralne wiadomości albo takie przedstawiające klub w dobrym świetle. Tutaj masz też to, o czym klub nie informuje. Gdyby prawda nie wychodziła na jaw, mielibyśmy piękny świat - tylko nie byłby on piękny dla porządnych i uczciwych ludzi. Jeżeli Stomil ma być normalnym klubem, po latach patologii, do której przywykli wszyscy, powinien oczyścić się sam z ludzi, którzy tę patologię tworzą i przyczepili się do klubu jak pijawki. Myślę, że na tym powinno najbardziej zależeć kibicom, ale teraz widzę, że niektórym odpowiada prowizorka i bylejakość, nie wiem tylko dlaczego.

  52. 07.12.20 09:48 tomaso

    Czwarta władza. Wieki temu można było przeczytać takie historie w lokalnej prasie, dziś zostaje portal Stomil.olsztyn.pl Oj, musi kłuć w oczy co niektóre osoby związane z klibem

  53. 07.12.20 09:30 mazinho

    Czemu mają służyć? Temu żeby pokazać jak klub funkcjonował i kim jest trener pierwszego zespołu. Bardzo dobrze ze Kubań udzielił tego wywiadu a co do Majewskiego to chyba już nikt nie ma złudzeń, marionetka bez zdania i honoru

  54. 07.12.20 09:29 czerkasow

    Ja się zastanawiam dlaczego takie artykuły i wywiady mają nie powstawać? W dobrą stronę to poszło, no chyba że ktoś ma coś do ukrycia

  55. 07.12.20 09:00 SzEFoo

    Ja się tylko zastanawiam czemu mają służyć kolejne artykuły z kolejnymi kwiatkami? W złą stronę to niestety idzie.

  56. 07.12.20 00:00 DJKS

    Tak mniej więcej sobie to wszystko wyobrażałem. Asy z Klewek, Suwałk i Warszawy zeszły na poziom dzieci bawiących się w piaskownicy... Na miejscu Brańskiego zapadłbym się ze wstydu pod ziemię, w końcu on to wszystko firmuje swoim nazwiskiem. Ten wywiad powinien się ukazać na wielu portalach sportowych...

  57. 06.12.20 23:28 Tiger

    To wszystko godzi w imię naszego klubu, to jest skandal po prostu. Ekipa żałosnych nieudaczników, Czereszewski to powinien mieć zakaz pokazywania się na stadionie a Kowalewski w Olsztynie. I na to wszystko ta "Akademia" i Królikowski. Co to wszystko ma znaczyć? To wygląda jak celowe działanie, żeby nas zniszczyć bo czy można być takim amatorem i w ogóle działać piłce? Jak to jest możliwe, co ten Michał Brański jest w jakimś spisku? Nie widzi jaki Muppet Show nam tu zafundował?

  58. 06.12.20 23:20 THE CORE

    Fajnie, że Majewski ma pomysł jak powinien grać Stomil, że to powinno być coś więcej niż obrona, laga i sprint. Niefajnie, że nie potrafi/nie chce mieć własnego zdania. Ktoś tu błysnął fajną metaforą z mieszkaniem, ja na Majewskiego mam taką, że jest jak cukiernik, któremu szef restauracji każe robić słodkie desery ale na bazarze kupuje tylko resztki od rzeźnika. A nasz cukiernik Majewski zamiast trzasnąć drzwiami cieszy się jak głupi i obiecuje że z podrobów tort Sachera upichci.

  59. 06.12.20 22:31 tommy1976

    Nowy prezes chyba wie jaka jest kolejność gości do odstrzału. Może nie chce tego robić tak od razu, ale chyba ne będzie miał wyjścia, bo niestety wszyscy z nominacji Łysego tak naprawdę robią w klubie nie wiadomo co. Szkoda właściciela, dał się kręcić jak młodzik, swoim doradcom typu Leśniodorski i spółka

  60. 06.12.20 21:36 waldi812

    Jeżeli ktoś miał wątpliwości, czy Majewski powinien zostać to chyba po tym artykule ostatecznie zostały rozwiane. Bezwolny gość bez kręgosłupa moralnego ma być generałem? Kowalewski sprowadził swojego przydupasa, któremu mógł czytać skład z kartki i ta artystyczna nędza powinna podążyć śladami swojego wielkiego mentora. Czereszewski jest zwykłym życiowym debilem i powinien dziękować niebiosom, że otrzymał talent piłkarski, bo inaczej by zbierał ziemniaki na polu w klewkach. Kaczka, to maks co z niego będzie w następnym wcieleniu. Kolejny w rozdaniu nadęty bufon, ale nie Buffon, paradujący w marynarkach Wojciech z warzywniaka, pozujący na erudytę, a tak naprawdę zwykły kałmuk i apasz. Po nim dumnie kroczy Michał innowator, gwiazda warszawskich salonów , ekspert od prawa sportowego i jak widać wujek dobra rada. I na deser Marek, minister propagandy, który kocha Stomil całym sercem, ale sianem od Wojciecha nie pogardził. Niezła ta eksportowa ekipa, zmontowana przez będącego na głodzie Michała. Dobór współpracowników na ocenę celującą.

  61. 06.12.20 21:35 barakuda

    Potwierdziło się to co było nieoficjalnie wiadomo że majewski to kur... pionek

  62. 06.12.20 19:59 mw2012

    W głowie się nie mieści co Ci fachowcy narobili w tym klubie?Jedna rzecz mi nie daje spokoju?Czy właściciel naprawdę o niczym nie wiedział?Bo gdyby było inaczej ,Gibon byłby poszczuty psami już po oddaniu się do dyspozycji zarządu?Wierzę, że decyzje właściciela klubu były spowodowane sytuacja jaką zaistniała po decyzjach SUPER fachowców A nie Pana Branskiego?

  63. 06.12.20 19:39 rafitd

    Świetny wywiad ze świetnym zawodnikiem 💪

  64. 06.12.20 19:11 Stomil Biały Front

    Piękny ten nasz Stomil. Prezes udaje najmądrzejszego tyrana, a jest mistrzem wpadek na każdym kroku. Dyrektor sportowy ze słomą w butach, który powinien był w swojej karierze w piłce zatrzymać się na asystencie trenera, a nie zarządczym stanowisku. Obaj zresztą powinni trzymać się jak najdalej od dzieci, trener musi być wychowawcą, a oni wzorem cnót raczej nie są. Później trenerzy, obaj obsrani po same pachy, trzymają się pazurami stołków. Można dać im kartkę ze składem i taki skład będzie grał. Potem na konferencji opowiedzą dyrdymały. Ludzie bez honoru. Do tego rzecznik prasowy, który pod wpływem impulsu i komentarzy wygaduje głupoty w wywiadzie na żywo, potem nie potrafi nawet napisać podziękowań, żeby odbiorcy nie urazić. To wszystko pod okiem właściciela, który oczywiście o niczym nie miał pojęcia, ponieważ jego prawa ręka z rady nadzorczej mu o tym nie powiedziała i na Twitterze nie zauważył. W pół roku rozjebali Stomil, nabrali beznadziejnych piłkarzy, dobrych pogonili. Wielcy fachowcy...

  65. 06.12.20 19:10 zjs

    A mnie jeszcze interesuje rozstanie z Zajączkowskim.

Redakcja stomil.olsztyn.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie stomil.olsztyn.pl zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, wypowiedzi nie związane z tematem artykułu, "trolling", sformułowania obraźliwe w stosunku do innych czytelników serwisu, osób trzecich, klubów lub instytucji itp., a w skrajnych przypadkach do blokowania możliwości komentowania wiadomości przez poszczególnych użytkowników.

Dodaj swój komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz. Zaloguj się tutaj.


Zostań fanem

...i bądź na bieżąco!